
Sezon na wędrówki po Tatrach trwa, tym bardziej że pogoda bardzo im sprzyja. Jest ciepło i słonecznie, a przy tym nie ma ostrzeżeń przed niebezpiecznymi burzami. Problem jednak w tym, że wiele osób zapomniało, gdzie się znajduje. Mamy właśnie kolejne przykłady popularnego błędu w górach.
Długi weekend sierpniowy nie należy w tym roku do idealnych. 15 sierpnia przypada w sobotę, dzięki czemu tylko część pracowników miała możliwość odebrania dodatkowego dnia wolnego. Mimo tego wiele firm na dzień odbioru wyznaczyło piątek 14 sierpnia lub poniedziałek 17 sierpnia, dzięki czemu pojawiła się idealna opcja na 3-dniowy wypad w góry. Tatrzańskie szlaki są pełne, temperatura wysoka, więc niektórzy zaczęli szukać ochłody w stawach i strumieniach. Taka pomyłka Tatr z Alpami może jednak słono kosztować.
Tatry to nie Alpy. Słowacy za taką pomyłkę słono kasują turystów
W tym sezonie mieliśmy już wiele przykładów na to, jak bardzo turyści potrafią ignorować zasady obowiązujące na terenie polskiego i słowackiego parku narodowego. Wiele mówiło się o chodzeniu w crocsach i klapkach po szlakach. Szeroko komentowane było także nagranie, na którym turysta wspiął się na element konstrukcji kolei na Kasprowy Wierch. Dużym problemem są także turyści kąpiący się w tatrzańskich stawach i potokach.
Profil @Tatry_official nieraz pokazywał nagrania turystów, którzy, ignorując regulamin polskiego i słowackiego parku, wchodzili ochłodzić się w górskiej wodzie. Dość często "bohaterami" nagrań byli zagraniczni turyści. Niestety wiele osób może mylić Tatry z Alpami, gdzie rzeczywiście, jeżeli staw nie znajduje się na terenie parku narodowego, najczęściej można się w nim wykąpać, a i na terenie chronionym czasami są wyznaczane specjalne strefy.
U nas takie zasady nie obowiązują. Zarówno w polskich, jak i słowackich Tatrach wszelkie kąpiele w jeziorach i stawach są surowo zabronione. Zwłaszcza na Słowacji grożą za to bardzo wysokie kary. Na dobry początek turysta otrzymuje 300 euro mandatu, czyli ok. 1,3 tys. zł. Jednak jeśli sprawa zostanie skierowana do postępowania administracyjnego lub sądowego, wówczas grzywna może wynieść nawet 3 tys. euro, czyli ok. 14 tys. zł. W Polsce kara za pływanie w stawie to 500 zł mandatu.
Jak piszą administratorzy @Tatry_official, pomyłki dotyczące kąpieli w tatrzańskich stawach przydarzały się ostatnio zwłaszcza turystom z Austrii. Jednak także Polacy, którzy wędrują po tamtejszych szlakach, powinni mieć się na baczności i podarować sobie pływanie. Warto tam także pamiętać o ubezpieczeniu turystycznym, bo akcje ratunkowe po słowackiej stronie nie są bezpłatne.
Turyści coraz bardziej ignorują zasady w górach. I to nie tylko w Tatrach
Ostatnie tygodnie i miesiące w Tatrach pokazały, że turyści lekceważą warunki, przygotowanie i regulaminy. Najważniejsze są dla nich cele, które sobie ustalili, i niewiele jest w stanie ich zatrzymać. Okazuje się jednak, że ten problem dotyczy nie tylko naszych Tatr, ale i np. Mont Blanc.
Z powodu ekstremalnych upałów i suszy droga na najwyższy szczyt Europy została całkowicie zamknięta dla wspinaczy. Efektem ekstremalnej pogody są bowiem obrywy skalne, które zagrażają zdrowiu i życiu wędrowców. Lokalne władze zdecydowały nawet o zamknięciu dwóch miejscowych schronisk. Jednak 32 osoby postanowiły zignorować te zasady i doszły do schroniska Goûter – ostatniego punktu przed atakiem szczytowym na Mont Blanc.
Grupa nie zdecydowała się jednak na zdobycie wierzchołka i dzień później poprosiła o ewakuację ze schroniska na pokładzie helikoptera. We Francji, podobnie jak w Polsce, taka pomoc jest darmowa. Wspinacze jednak jej nie otrzymali. Osoby decydujące o tym uznały, że skoro turyści zignorowali zasady, to za akcję ratunkową mają zapłacić. Część z nich zdecydowała się na płatny ratunek helikopterem, a reszta postanowiła zaryzykować i zeszła niebezpiecznym terenem. To kolejny przykład w dyskusji o tym, czy akcje ratunkowe w górach powinny być bezpłatne. We Francji, podobnie jak w Polsce, budzi to wiele emocji.
