
Mid-century modern wrócił do łask i na razie nie zapowiada na to, by szybko wyszedł z mody. Projektanci wnętrz coraz częściej sięgają po meble sprzed półwiecza zamiast po nowy komplet z katalogu. A Polska ma w tym stylu mocny, własny wkład. Modernizm dwudziestolecia międzywojennego i to, co z niego wyrosło później.
Styl narodził się w połowie XX wieku, głównie w Stanach Zjednoczonych. U nas przez dekady był raczej nieobecny, a meble z lat 50. i 60. wylądowały na śmietnikach, bo kojarzyły się z szarością i brakiem wyboru.
Dobry design zawsze przetrwa. Wygląd musi iść w parze z użytecznością
Dzisiejsza moda na meble z PRL-u odwraca ten trend i sprawia, że ten sam mebel z komisu bywa centralnym punktem salonu. Mikrotrendy z TikToka kończą się szybciej, niż zdążymy je wdrożyć.
O "Pepco glamour" za parę lat zapomnimy. Tymczasem projekt sprzed sześciu dekad nadal wygląda dobrze. I jest wygodniejszy niż współczesne cuda, czego dowodem jest kultowy fotel 366 autorstwa Józefa Chierowskiego.
Mid-century modern. Po czym poznasz ten styl?
Nazwę spopularyzowała Cara Greenberg książką z 1984 roku o takim tytule. Okres, o który chodzi, datuje się na lata mniej więcej 1933–1965.
Cechy, które rozpoznasz od razu:
To nie chwilowa moda i widać to po danych. Z dorocznej ankiety platformy 1stDibs wśród 468 projektantów wnętrz wynika, że mid-century wskazało 30 proc. projektujących poza USA i 26 proc. amerykańskich. Vintage i antyki stanowiły średnio 36 proc. wyposażenia kupowanego do projektów. Najwięcej od 2021 roku.
Polski modernizm i mid-century modern. Gdzie szukać inspiracji?
Nie musimy wcale lecieć za ocean czy wybierać się do zagranicznego sklepu. Uproszczona forma, światło i funkcjonalność to zasady, którymi rządził się już polski modernizm międzywojnia.
Tę samą linię widać po wojnie w projektach ze Spółdzielni "Ład", z kręgu grupy "Praesens" i z Instytutu Wzornictwa Przemysłowego. Wszystkie trzy środowiska są dziś pokazywane obok siebie w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Miejsca, od których warto zacząć:
Zobacz także
Wnętrze w stylu mid-century modern. 7. porad, od czego zacząć w domu
Jeśli nie chcemy kupować staroci, to na upartego w nowoczesnych sklepach znajdziemy meble inspirowane lub wpisujące się w takie wzornictwo. Nawet IKEA ma perełki, które razem z innymi rzeczami przeniosą nas w czasie bez wychodzenia z pokoju.
Tchnięcie w nasze mieszkanie prawdziwego ducha poprzednich epok nie jest proste, szybkie i tanie, ale część zabawy to właśnie poszukiwania, wyrzeczenia i własnoręczne wicie naszego retro-gniazdka. Nawet designerska meblościanka potrafi wyglądać elegancko i nie kojarzyć się z komuną.
- Zacznij od jednego mebla, nie od kompletu. Fotel albo niska komoda ustawią charakter całego pokoju, resztę dołożysz przez lata.
- Sprawdzaj konstrukcję, nie tapicerkę. Przy fotelu 366 ważniejszy od koloru obicia jest stan stelaża, połączeń i wypełnienia. Materiał wymienisz, ale spróchniałej ramy nie uratujesz.
- Naucz się rozpoznawać oryginał. W egzemplarzach z lat 60. śruby łączące nogi z siedziskiem są widoczne, bo zabrakło wtedy odpowiednich mocowań. W projekcie Chierowskiego miały być ukryte i dopiero reedycja 366 Concept je schowała.
- Policz renowację przed zakupem. Standardowe odświeżenie fotela to według warsztatów 300–800 zł, pełniejsza naprawa 600–1500 zł. Odnowione 366 chodzą na Allegro po mniej więcej 1100–1350 zł, a nowa reedycja kosztuje ok. 790–840 euro.
- Nie musisz zaczynać od mebla. Ceramika jest tańsza i szybciej robi robotę: figurki z Ćmielowa, "pikasiaki" z Zakładu Fajansu we Włocławku, patery Spółdzielni "Kamionka" z Łysej Góry, szkło Zbigniewa Horbowego. Znaleziska z PRL mogą być jednak sporo warte.
- Na targ staroci idź po wcześniejszym rozpoznaniu. Bazar na Kole w Warszawie, krakowska Hala Targowa i plac Nowy na Kazimierzu, giełdy w Pruszkowie i Piasecznie. Stoiska w dużych miastach obsługują dziś już wyspecjalizowani sprzedawcy i o okazję jest coraz trudniej.
- Zostaw ściany w spokoju. Ten styl żyje z powietrza, nie z półek zastawionych bibelotami – te trafiają zresztą na listę najgorszych wnętrzarskich koszmarków w polskich domach.
Efekt "wow" przychodzi dopiero wtedy, gdy mieszkanie wygląda na zbierane i dekorowane latami. Kupione w jeden weekend od razu będzie sprawiało wrażenie sztucznego i robionego tylko po to, by zaimponować sąsiadom.





