Stacja elektroenergetyczna najwyższych napięć – możliwy atak na stację Amprion pod Kolonią
Stacja Amprion pod Kolonią celem możliwego ataku. Policja mówi o celowym działaniu. Fot. https://x.com/Selbstdenker75, montaż: naTemat.pl

Pod Kolonią mogło dojść do ataku na stację elektroenergetyczną należącą do spółki Amprion, jednego z czterech operatorów niemieckiej sieci przesyłowej. Mieszkańcy widzieli nad instalacją błyski i słyszeli wybuchy. Policja mówi już o celowym działaniu.

REKLAMA

To kolejne takie zdarzenie dotyczące sieci najwyższych napięć w Niemczech, czyli linii, którymi prąd płynie z elektrowni na setki kilometrów, zanim trafi do domów. Tego samego dnia rano służby pracowały przy podobnym obiekcie w Brandenburgii, gdzie od początku mówiono o sabotażu. Śledczy sprawdzają, czy oba przypadki mają ze sobą związek.

Możliwy atak dronów na stację Amprion pod Kolonią

Do zdarzenia doszło we wtorek wieczorem przy stacji w rejonie Bergheim, kilkaset metrów od elektrowni RWE na węgiel brunatny Niederaußem. Mieszkańcy zgłosili błyski i huk, a chwilę później nad instalacją krążył śmigłowiec.

Pierwsza wersja mówiła o dronie serwisowym operatora, który miał przypadkiem uderzyć w linię. W ciągu wieczoru zaczęto jednak mówić o celowym ataku jednego lub kilku dronów. W nocy odgrodzono teren i sąsiednie pole kukurydzy, przyjechały wozy oddziałów prewencji. Oględziny ruszyły dopiero rano, bo w ciemności zabezpieczanie śladów było zbyt trudne.

Amprion potwierdził, że w otoczeniu jego stacji Rommerskirchen "doszło do zdarzenia, które miało wpływ na pracę linii zasilających elektrownię".

Sprawę prowadzi prezydium policji w Essen, przygotowane do scenariuszy zamachowych. Bliższa jednostka w Kolonii zabezpiecza obóz lewicowych aktywistów protestującej przeciw koncernowi Rheinmetall i nie ma wolnych sił. Amprion odpowiada za około 11 tys. km linii najwyższego napięcia, od Morza Północnego po Alpy.

Atak na elektrownię w Brandenburgii i ładunek 30 km od granicy z Polską

W naTemat pisaliśmy we wtorek o próbie ataku na elektrownię w Niemczech w gminie Turnow-Preilack, tuż przy granicy z Polską. Zgłoszenie wpłynęło przed godziną 8:00, a pracownicy stacji transformatorowej mówili o uszkodzonych liniach napowietrznych. Ratownicy potwierdzili usterki i natrafili na przedmioty niewiadomego pochodzenia, więc wezwano saperów.

Reuters pisał o "niekonwencjonalnym urządzeniu wybuchowo-podpalającym", które nie eksplodowało. Według "Bild" sprawcy mogli użyć rakiet własnej konstrukcji, ale policja tej wersji nie potwierdziła. Gazeta "Märkische Allgemeine Zeitung" opisała kilka wyrzutni domowej roboty z materiałem wybuchowym.

Stacja obsługuje elektrownię Jaenschwalde, największy zakład energetyczny w Brandenburgii. Dostaw prądu do okolicznych domów nie przerwano. Śledztwo przejął Krajowy Urząd Kryminalny (LKA) w Brandenburgii.

Sabotaż i wojna hybrydowa. Łuczak o tym, na co stać dziś Rosję

Sprawców żadnego z niemieckich zdarzeń na razie nie wskazano. W styczniu podpalenie linii pod Berlinem przypisywano środowiskom lewicowo-radykalnym, a przy sierpniowym dronie z ładunkiem na lotnisku Lipsk/Halle pojawił się wątek rosyjski. Osobno pisaliśmy też o dronach nad dwoma krajami NATO.

Ekspert wojskowości Wojciech Łuczak mówił w naTemat, że słabnąca Rosja może stać się bardziej agresywna. "Mimo masowej produkcji dronów i pocisków Rosja utknęła w rozwoju najbardziej zaawansowanych technologii" – ocenił w programie "Allegro ma non troppo".

Wśród realnych zagrożeń wymienił działania hybrydowe: sabotaż, cyberataki i przecinanie podmorskich kabli. Szacuje, że Moskwa wydaje na nie od 3 do 5 mld euro rocznie.

Jego zdaniem Putin w potrzasku musi działać coraz bardziej agresywnie, żeby utrzymać władzę. Łuczak apeluje przy tym o wzmocnienie służb specjalnych i o spokojną czujność obywateli. Bez paniki, ale i bez udawania, że nic się nie dzieje.