"Putina może powiesić własne otoczenie". Ekspert nie ma złudzeń, szykuje się eskalacja
"Putina może powiesić własne otoczenie". Ekspert nie ma złudzeń, szykuje się eskalacja. fot. naTemat

Rosja pogrąża się w kryzysie technologicznym i gospodarczym, ale to nie oznacza, że staje się mniej niebezpieczna. Zdaniem Wojciecha Łuczaka właśnie słabość może skłonić Kreml do eskalacji. Ekspert wskazuje na Ukrainę jako najbardziej prawdopodobny cel, lecz ostrzega też przed prowokacjami, sabotażem i próbami sparaliżowania państw NATO.

REKLAMA

Premier Tusk dwukrotnie ostrzegał przed rosyjską agresją, szef CIA poleciał w tajemnicy do Moskwy, a nad obwodem królewieckim zgasły nagle rosyjskie systemy zakłóceń elektronicznych. W programie "Allegro ma non troppo" Jacek Pałasiński rozmawiał z ekspertem wojskowości Wojciechem Łuczakiem o tym, co naprawdę dzieje się na linii Moskwa-Waszyngton-Kijów. Wnioski nie są uspokajające.

Kometa już leci, tylko nikt nie chce jej dostrzec

Wojciech Łuczak sięga po metaforę słoweńskiego filozofa Slavoja Žižka: nadlatuje kometa albo asteroida, ale wszyscy zachowują się tak, jakby nic się nie działo – jak w filmie "Nie patrz w górę".

Jego diagnoza jest twarda: w Rosji narasta kryzys, który ma twarz przede wszystkim finansowo-przemysłową. Elita gospodarcza od czterech lat traci majątki, nie może swobodnie korzystać z jachtów i samolotów, a kraj wpadł w pułapkę technologiczną.

Dowodem ma być los jednego z urzędników odpowiedzialnych za planowanie gospodarcze, który publicznie przyznał, że Rosja cofa się technologicznie – i następnego dnia stracił stanowisko wiceministra.

Putin między młotem a kowadłem

Według Łuczaka Władimir Putin, żeby utrzymać władzę, musi działać coraz bardziej agresywnie, bo w przeciwnym razie ryzykuje odsunięcie przez bardziej jastrzębie skrzydło otoczenia, wskazywane jako krąg szefa wywiadu Siergieja Naryszkina.

Ekspert przywołuje nieoficjalne sygnały z Moskwy, jakoby sam Putin miał mówić, że jeśli nie osiągnie sukcesu lub nie przyjmie warunków Waszyngtonu, zostanie "powieszony" przez własne otoczenie. A jeśli nie to, to grozi mu los ofiary "wypadku" podczas porannego pływania.

Szczególną uwagę rozmówcy poświęcają niedawnej, zaskakującej wizycie szefa CIA Johna Ratcliffe'a w Moskwie. Jak twierdzi Łuczak, samolot dyrektora wylądował najpierw w Rydze – z konsultacjami szefów wywiadów państw bałtyckich – a dopiero stamtąd, na pokładzie transportowca C-17, poleciał do Moskwy.

Kilka dni później nad Polską, w kierunku Kaliningradu, pojawiła się – jak pisała "Gazeta Wyborcza" – jedna z największych formacji natowskich samolotów w historii: tankowce, samolot dowodzenia E-3 Sentry, maszyny walki elektronicznej EA-37B Compass Call i zwiadu Artemis, osłaniane przez 20-30 myśliwców.

Łuczak łączy to z całkowitym wygaszeniem rosyjskich systemów zakłóceń radioelektronicznych w obwodzie królewieckim. Jego zdaniem to demonstracja siły w duchu formuły byłego dowódcy NATO gen. Philipa Breedlove'a: "w razie waszej agresji wyłączymy wam światło".

Rosja zależna od Zachodu

– Mimo masowej produkcji dronów i pocisków Rosja utknęła w rozwoju najbardziej zaawansowanych technologii – twierdzi Łuczak. Przykład: precyzyjnie obrabiane w Japonii śruby napędowe, które zapewniały cichość rosyjskim okrętom podwodnym z rakietami nuklearnymi, przestały być dostępne. Około 200 wyprodukowanych śmigłowców trzeba było zezłomować, bo brakuje zachodnich silników, a start nowego bombowca strategicznego, zapowiadany od lat, wciąż się przesuwa.

Zdaniem eksperta najbardziej realne jest dalsze zaostrzenie wojny wokół Ukrainy – w tym groźba uderzenia taktyczną bronią nuklearną na Kijów, o czym mieliby wspominać ludzie z otoczenia Putina.

Nie wyklucza też prowokacji wobec państw bałtyckich, zwłaszcza najbardziej narażonej Estonii, oraz działań hybrydowych – sabotażu, cyberataków, przecinania podmorskich kabli – na które, jak szacuje, Rosja wydaje rocznie 3-5 miliardów euro.

Ekspert apeluje o wzmocnienie służb specjalnych i spokojną czujność obywateli, bez paniki, ale i bez złudzeń: jak mówi, wojna toczy się już teraz, tylko nie metodami znanymi sprzed 80 lat.