Jarosław Kaczyński i sprawa zondacrypto
Prezes PiS znów siłuje się z tematem kryptowalut Fot. X.com / OficjalnyJK

Jarosław Kaczyński chce wyjaśnić aferę Zondacrypto. Lider PiS domaga się powołania komisji śledczej, która zbadałaby, co dokładnie stało się z upadłą w tym roku giełdą kryptowalut. Wszystko ma miejsce w czasie, gdy Radio ZET podało, że istnieją taśmy, na których słychać rozmowy Przemysława Krala z politykami z prawej strony sceny politycznej.

REKLAMA

Powraca temat Zondacrypto, giełdy kryptowalut, która upadła, pozbawiając swoich klientów dostępu do ich pieniędzy i cyfrowych aktywów. Łączne straty mają wynosić nawet 2,4 mld zł. Teraz sprawą zainteresował się Jarosław Kaczyński.

Kaczyński chce zbadać sprawę Zondacrypto

Lider PiS przekazał na swoim profilu na X, że chce wyjaśnienia sprawy Zondacrypto, upadłej w tym roku giełdy kryptowalut. Miałaby tego dokonać sejmowa komisja śledcza.

– Jest dzisiaj w Polsce sprawa, którą trzeba wyjaśnić. Chodzi o aferę Zondacrypto. Są propozycje, żeby powołać komisję śledczą Sejmu, ale przecież widzieliśmy, jak to działało. Przedstawiciele opozycji byli wyrzucani z sali, odbierano im głos, często w ogóle ich eliminowano, po prostu nie było żadnej woli dojścia do prawdy i obawiam się, że w tym wypadku też tak będzie, bo tak na pierwszy rzut oka wiadomo, kto tutaj ma najwięcej do ukrycia – powiedział Kaczyński.

Wyjaśnił, jak dokładnie komisja miałaby działać. Prezes z Nowogrodzkiej chce, by aferą zajmowali się eksperci z rynku kryptowalut, którzy mogliby rzetelnie przyjrzeć się sprawie i znaleźć odpowiedź, co dokładnie stało się z Zondacrypto.

– Taka komisja np. w sprawie afery mieszkaniowej w Warszawie się jednak w wielkiej mierze sprawdziła i w związku z tym chcemy takiej apolitycznej komisji, tam byli politycy, tutaj nie chcemy polityków. Chcemy tylko ekspertów, chcemy daleko idących uprawnień, szczególnie, jeżeli chodzi o wzywanie, przesłuchiwanie świadków – tłumaczył.

W oczach Kaczyńskiego "komisja mogłaby kierować różnego rodzaju sprawy, których sama nie może załatwić, do prokuratury i jednocześnie by mogła (...) zerkać na to, co prokuratura robi albo czego nie robi i informować o tym opinię publiczną". Miałby więc zostać stworzony dodatkowy system kontrolny. Problem w tym, że – z powodu tego, że mówi to polityk – brzmi to nieco jak próba stworzenia broni wymierzonej w obóz rządzący. Członkowie komisji mogliby przecież być wykorzystywani do krytykowania działań prokuratury. W ich całkowitą bezstronność chyba nikt nie uwierzy.

– To jest najlepsze dzisiaj rozwiązanie, jedyne, które daje szansę, chociaż tylko szansę, nie pewność, że dojdziemy do prawdy. My tej prawdy się nie boimy. Prawo i Sprawiedliwość nie boi się tej prawdy. Miejmy nadzieję, że ci, którzy się nie boją, to jednak jest większość w Sejmie – podsumował Kaczyński.

Afera Zondacrypto to już sprawa polityczna

Wszystko dzieje się w czasie, gdy Radio ZET podało, że istnieją "taśmy", na których zarejestrowano rozmowy prezesa Zondacrypto Przemysława Krala z osobami ze świata polskiej polityki. Ma chodzić o m.in. polityka PiS z Pomorza i kogoś z otoczenia prezydenta Karola Nawrockiego.

Sprawę skomentował jednak też dziennikarz śledczy Szymon Jadczak. Jego zdaniem żadne nagrania nie istnieją, a cały wątek został "zmyślony, tak samo jak wcześniej udział w Zondzie rosyjskiej mafii".

Jaka jest prawda? Nie wiemy. Obecnie jasne jest tylko, że Kral poszedł na współpracę z prokuraturą, zostając tzw. małym świadkiem koronnym. Jego obrońcą został Roman Giertych, adwokat, ale jednocześnie poseł KO, co pokazuje, jak upolityczniona jest cała sprawa.

Jak pisaliśmy w naTemat, Roman Giertych potwierdził ws. Krala z Zondacrypto – mecenas obsługuje prezesa giełdy już od maja. Samo zaś śledztwo nabiera tempa. Jak także pisaliśmy w naTemat, Radosław Piesiewicz z PKOl zatrzymany – prokuratura bada temat m.in. ewentualnej korzyści majątkowej, jaka rzekomo została przekazana prezesowi Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Sam premier używa dziś w tej sprawie najmocniejszych słów. Jak pisaliśmy w naTemat, Donald Tusk uderza ws. Zondacrypto: "Największa afera w historii" – padły 3 nazwiska, a szef rządu przypomniał całą chronologię prezydenckich wet blokujących wdrożenie MiCA.

Partie polityczne polityków

logo
Quiz

1 / 25 Na początek proste. Do jakiej partii należy ten Pan?

W tle walka o regulacje

W Polsce nie tylko nie udało się wyjaśnić sprawy Zondacrypto, ale też wprowadzić w życie przepisów, które regulowałyby rynek kryptowalut. Sprawa wydawała się banalnie prosta: wystarczyło "przepisać" unijny pakiet MiCA (skrót od Markets in Crypto-Assets). Polscy politycy postanowili jednak rozbudować swoją ustawę o wysokie kary i opłaty naliczane za prowadzenie działalności na rynku cyfrowych aktywów.

Patrząc na sprawę przez ten pryzmat należy uznać weta prezydenta Karola Nawrockiego za słuszne. Dziwi tylko bezkompromisowe podejście rządu, które sugeruje, że ten podchodzi do tematu regulacji kryptowalut w sposób cyniczny i polityczny, a nie merytoryczny.

Efektem tego wszystkiego jest jednak obecnie obserwowany exodus kryptowalutowych firm, które otwierają nowe spółki poza Polską, tam zdobywają licencję na prowadzenie działalności i nadal działają w naszym kraju na zasadzie tzw. paszportowania. Traci na tym jednak budżet państwa (podatki firmy te płacą w jurysdykcjach, w których są zarejestrowane) i sami klienci, gdyż w razie sporów prawnych będą mieli do czynienia z de facto podmiotami zagranicznymi.