
Donald Tusk zaczął w piątek od zastrzeżenia, że nie lubi przesadnych słów, ale stwierdził, że "sprawa jest śmiertelnie poważna". Powodem jest afera z giełdą kryptowalut Zondacrypto, która dzień wcześniej sięgnęła prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Premier wymienił przy tym z nazwiska trzech postaci obozu prawicy.
Zondacrypto, działająca wcześniej pod marką BitBay, była największą polską giełdą kryptowalut. Wiosną przestała wypłacać klientom pieniądze, a 17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo w sprawie oszustw znacznej wartości i prania pieniędzy.
W czwartek 27 sierpnia funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymali w Warszawie prezesa PKOl Radosława Piesiewicza. Następnego dnia premier wrócił do tematu przed posiedzeniem rządu.
Afera Zondacrypto. Tusk: sprawa jest śmiertelnie poważna
Donald Tusk określił ją mianem "Największej afery w historii polskiej polityki". "Nie lubię takich przesadnych sformułowań, ale tutaj sprawa Zondacrypto nabiera kształtów, które naprawdę budzą w jakimś sensie grozę" – mówił Donald Tusk. "Sprawa jest śmiertelnie poważna" – dodał.
Liczby w tej sprawie rosną szybciej niż kolejne wątki śledztwa:
Premier mówił o zadaniach policji i prokuratury, ale ciężar wystąpienia przesunął na odpowiedzialność polityczną.
Donald Tusk
Zarzuty dla Radosława Piesiewicza. W tle zegarek za 40 tys. euro
Prezes PKOl został doprowadzony do katowickiego wydziału Prokuratury Krajowej tuż po godz. 16, a budynek opuścił po północy. Zarzuty usłyszał w nocy. Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości i prokurator generalny, napisał na X, że chodzi o "płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli z pokrzywdzeniem innych".
Płatna protekcja to w uproszczeniu handel wpływami: ktoś przyjmuje korzyść w zamian za obietnicę, że załatwi sprawę u urzędnika albo polityka. Drugi zarzut dotyczy sytuacji, w której na krawędzi niewypłacalności spłaca się wybranych wierzycieli kosztem reszty.
Punktem wyjścia było wspólne śledztwo Wirtualnej Polski i TVN24 z 24 sierpnia. Dziennikarze ustalili, że Piesiewicz przyjął od Przemysława Krala zegarek Patek Philippe Calatrava wart 40 tys. euro, czyli ok. 172 tys. zł, a w zamian miał obiecywać wstawiennictwo u prezesa UOKiK i u byłego premiera Mateusza Morawieckiego.
Prezes PKOl zaprzecza i twierdzi, że zapłacił za zegarek gotówką w ratach. "Zobaczymy, kto jest winny" – rzucił dziennikarzom przed przesłuchaniem w relacji Polsat News.
Zobacz także
Ustawa o rynku kryptoaktywów. Trzy weta prezydenta Nawrockiego
Druga część wystąpienia premiera była zapowiedzią nowych przepisów. Polska wciąż nie wdrożyła unijnego rozporządzenia MiCA, które ma objąć giełdy kryptowalut nadzorem podobnym do tego, jaki obowiązuje banki i domy maklerskie.
"To jest ważne też dla przyszłych zdarzeń w Polsce. Musimy mieć ustawę, która reguluje ten rynek. Dzisiaj już nikt nie może mieć wątpliwości" – mówił premier.
Prawica odbija piłkę. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz przekonywał, że Karol Nawrocki sięga po weto tylko wtedy, gdy przepisy zagrażają wolnościom Polaków, ich majątkowi i stabilności państwa.
Mateusz Morawiecki ocenił z kolei, że zeznania Krala pogrążą obecny rząd. Na razie na pewno wiemy tyle, że pieniądze klientów zniknęły, a rynek, na którym zniknęły, nadal działa w Polsce bez ustawy.






