
"Ale co to właściwie za problem, żebyśmy spali we troje?” – to zdanie Kamila usłyszała zaledwie po dwóch miesiącach znajomości z Arturem, gdy jego sześcioletnia córka zasnęła w ich sypialni. Niedługo później mężczyzna przyznał, że sam nigdy nie związałby się z kobietą, która ma dziecko. Małgorzata z kolei usłyszała od partnera: skoro jesteś matką i umiesz zajmować się dzieckiem, dlaczego nie miałabyś zająć się także moim?
Malwina i jej partner, Jakub, byli w tej kwestii zgodni. Dzieci nie chcieli.
Rozmawiali o tym otwarcie, niemal od pierwszej randki. Jakub miał już dziecko z poprzedniego związku i przekonywał, że mu wystarczy. Malwina przysięgała, że jej się "nie odmieni". Kiedy w dzieciństwie jej koleżanki bujały lalki w wózkach, ona na samą myśl o tym się wzdrygała. I tak jej zostało.
Kiedy poznała Jakuba, piorun sycylijski przyćmił nawet to, że jest ojcem energicznego siedmiolatka. Na co dzień chłopczyk mieszkał z jego byłą żoną, więc Malwina wiedziała, że musi "przełknąć" obecność dziecka co drugi weekend, w część wakacji i ferii.
Była na to gotowa. Kochała Jakuba. Nie zamierzała rezygnować z miłości tylko dlatego, że w pakiecie dostawała także jego sześcioletniego syna. Postanowiła więc być dla chłopca ciepła i uprzejma. Wiedziała, że niczemu nie był winien. A już na pewno nie temu, że Malwina nie czuje w sobie ani krzty instynktu opiekuńczego.
"Chyba korona z głowy ci nie spadnie?"
Ale Jakub zaczął bardzo szybko przesuwać granicę.
"Możesz odebrać Stasia z angielskiego?" – usłyszała w słuchawce, kiedy akurat pakowała torbę na siłownię. "Już dzwoniłem do nauczycielki, uprzedziłem, że ty będziesz” – dodał Jakub, zanim zdążyła odpowiedzieć.
Potem trzeba było zawieźć Stasia na zajęcia, bo jego mama zachorowała, a Jakub miał ważne spotkanie w pracy. Innym razem Malwina krążyła po sklepach, szukając prezentu dla koleżanki Stasia, bo jej urodziny przypadły akurat w weekend, który chłopiec spędzał z tatą.
"Ja nie mam do tego głowy" – machał ręką Jakub. – "Ty na pewno wybierzesz coś fajnego"
Malwina zaczęła więc notować: przygotować Stasiowi na poniedziałek materiały na plastykę, wyprasować koszulę, bo ma występ, kupić jego ulubiony sok, przepytać w niedzielny wieczór z wierszyka.
Lista rzeczy do zrobienia rosła.
– Miałam wrażenie, że mimowolnie staję się matką, a przecież nigdy nie chciałam nią być. Matką dla zupełnie obcego chłopca, który ma przecież oboje rodziców – w jej głosie słychać gorycz.
Z czasem Jakub zmienił też ton. Pretensje i wymuszenia zaczęły mieszać się w jedno. Kiedy Malwina próbowała postawić granicę, słyszała:
"Przecież i tak jesteś w domu".
"Ty i tak będziesz przejeżdżać obok".
"Chyba korona nie spadnie ci z głowy, jeśli chwile się nim zajmiesz?"
I właśnie to było dla niej najtrudniejsze. Bo Jakub coraz częściej zachowywał się tak, jakby jej decyzja o bezdzietności nie dotyczyła jego dziecka.
To ona miała przeorganizować swój dzień, odebrać, zawieźć, kupić, przygotować, dopilnować.
Żaneta Rachwaniec, psycholożka i socjolożka, zwraca uwagę, że wobec nowej partnerki ojca często formułuje się zupełnie inne oczekiwania niż wobec nowego partnera matki.
– Kiedy w życiu kobiety z dzieckiem pojawia się mężczyzna, nie zakłada ona automatycznie, że ma on wejść w rolę ojca. Wystarczy, że dogaduje się z jej dzieckiem i buduje z nim relację. W drugą stronę często działa to inaczej – zauważa ekspertka.
Jej zdaniem część problemu wynika z tego, że mężczyźni bywają po prostu mniej świadomi, z czym w praktyce wiąże się opieka nad dzieckiem. Nie ogranicza się ona przecież wyłącznie do wyjścia do kina, na lody czy wspólnej zabawy.
– Opieka nad dzieckiem to także klasówka z matematyki, choroba, lekarz, prozaiczne obowiązki. Kulturowo mężczyźni, nawet w małżeństwach, bywają od tej sfery odsunięci. Często z góry zakłada się, że zajmie się tym matka – tłumaczy.
Malwina rozstanie z Jakubem odchorowywała długo. Był jej wielką miłością.
– Naprawdę nie chciałam z niego rezygnować – zaklina się. – Ale w pewnym momencie zrozumiałam, że jeśli zostanę w tym związku, będę musiała żyć w roli, której nigdy dla siebie nie chciałam. Nie chciałam być matką. Nie chciałam być macochą. I nie chciałam, żeby ktoś stopniowo zrobił ze mnie osobę odpowiedzialną za obce dziecko.
Podwójne standardy patchworku
Ten mechanizm działa równie skutecznie, gdy kobieta ma już własne dziecko.
Rano Małgorzata smaży naleśniki i robi koktajl ze świeżych owoców. W domu są dzieci – jej córka i syn partnera. Weekend spędzają razem, we czwórkę. Potem Gośka sprząta po wszystkich i zabiera dzieciaki na jakieś atrakcje. Jeszcze w tygodniu pytała koleżankę, która ma "parkę", co może spodobać się jednocześnie dziewczynce i chłopcu.
"Ty zawsze, kochanie, coś ciekawego wymyślisz" – słyszy od partnera.
Rodzinna sielanka? Z boku mogłoby to tak wyglądać. Tyle że Małgorzata i jej partner nawet jeszcze razem nie mieszkają. Są ze sobą ledwie od roku. Dopiero uczą się swojej patchworkowej układanki. Nie mają wspólnego dachu nad głową, wspólnych finansów ani wspólnego gospodarstwa.
On przyjeżdża z synem na weekend, a Małgorzata niemal automatycznie przejmuje część obowiązków. Skoro sama jest mamą, przecież wie, jak zajmować się dzieckiem. Tak usłyszała od partnera.
Tyle że ta zasada działa tylko w jedną stronę.
Partner Małgorzaty nie robi niczego dla jej córki. Nie przejmuje części obowiązków związanych z jej dzieckiem.
– Michał uważa, że ja wszystko zrobię lepiej, bo przecież jestem mamą – irytuje się Gośka. – Tyle że ja mam już jedno dziecko. I mi wystarczy. Poza tym kompletnie nie odnajduję się w tym chłopięcym świecie. Oczywiście chcę, żeby dzieci miały ze sobą dobry kontakt, spędzały razem czas, poznawały się. Ale Michał chyba widzi w tym coś więcej.
Żaneta Rachwaniec zauważa, że w nowym związku łatwo o przesunięcie odpowiedzialności.
Żaneta Rachwaniec
psycholożka, socjolożka
– Można akceptować dziecko partnera, spędzać z nim czas i robić dla niego miłe rzeczy, nie wchodząc przy tym w rolę pełnoetatowej mamy. To są dwie zupełnie odrębne kwestie – podkreśla Rachwaniec.
Ciąg dalszy tekstu poniżej:
Zobacz także
***
W historii Małgorzaty wszystko działo się niemal niezauważalnie. U Kamili – przeciwnie. Oczekiwania pojawiły się tak szybko, że nie zdążyła jeszcze na dobre poznać córki partnera.
"Ale co to właściwie za problem, żebyśmy spali we trójkę?" – usłyszała od partnera.
Załomotało jej serce. Od dwóch miesięcy spotykała się z Arturem, ojcem sześcioletniej dziewczynki.
Mała zasnęła na ich dużym łóżku w sypialni. Kamila spodziewała się, że partner po prostu przeniesie córkę do jej pokoju. Kiedy usłyszała, że nie może tego zrobić, bo dziewczynka się obudzi i zacznie płakać, liczyła przynajmniej na propozycję: "To my przeniesiemy się na kanapę". Nic takiego nie padło. Artur zdziwił się, że wspólne spanie we troje może być dla niej problemem.
A przecież początek tej historii wcale tego nie zapowiadał.
Artur umiał rozmawiać o emocjach. Był otwarty, czuły, skupiony na niej. Inteligentny, zabawny, zaradny. Szybko zdobył jej serce.
Kamila była przygotowana na to, że prędzej czy później będzie musiała poznać jego córkę.
Problem w tym, że Artur chciał wszystko przyspieszyć. Zresztą nie pierwszy raz. Jak sam przyznał, wcześniej zrobił dokładnie to samo – przedstawił swoje dziecko innej kobiecie na samym początku relacji.
Kamila uważała, że po kilku randkach zdecydowanie za wcześnie, by wprowadzać nową osobę w życie sześciolatki. Zwłaszcza że sami jeszcze nie wiedzieli, dokąd zmierza ich związek.
Artur widział to inaczej. I nie krył przy tym, że sam nie związałby się z kobietą, która ma dziecko. Przecież swoje już miał. A z kolejne chciał mieć z własną partnerką.
*** Kamila zderzyła się z oczekiwaniami partnera niemal od razu. U Weroniki było zupełnie inaczej. Jej partner miał córkę w wieku zbliżonym do jej własnej. Dziewczynki szybko się polubiły, a Weronika – początkowo zupełnie naturalnie – coraz bardziej angażowała się w ich wspólne życie.
Z czasem zaczęła przejmować także obowiązki związane z codzienną opieką nad dorastającą dziewczynką. Kupowała jej podpaski, rozmawiała o miesiączce i zmianach zachodzących w ciele. Kiedy rówieśnicy zaczęli wyśmiewać jej rosnący biust, pomogła dobrać odpowiednią bieliznę. Do tego gotowała, zajmowała się domem i dbała o codzienne sprawy.
Kiedy się rozstali, partner zapewniał ją, że nie zamierza od razu szukać kolejnego związku. Twierdził, że potrzebuje czasu i chce odpocząć.
Zaledwie miesiąc później Weronika zobaczyła go w centrum handlowym. Nie był sam. Towarzyszyła mu nowa partnerka i dziewczynka w wieku bardzo zbliżonym do jego córki.
Weronika opowiedziała o tym swojej terapeutce. Ta zasugerowała, że mężczyzna nie szukał wyłącznie partnerki dla siebie, ale także kogoś, kto przejmie część obowiązków związanych z jego córką. Weronika zaczęła wtedy inaczej patrzeć na swój zakończony związek. Zobaczyła, jak szybko i niepostrzeżenie z partnerki stała się dla jego córki kimś w rodzaju drugiej matki.
Żaneta Rachwaniec, psycholożka, socjolożka: – Czasem może chodzić nie tylko o znalezienie kobiety dla siebie, ale też takiej, która w naturalny sposób wejdzie w życie jego dziecka i przejmie część tego, z czym on sam nie chce albo nie potrafi sobie poradzić – wskazuje.
Psycholożka: Od kobiety oczekuje się, że po prostu zrozumie
Jak tłumaczy dalej, wyznaczenie tych granic jest ważne również z perspektywy samego dziecka. Nowa partnerka nie wchodzi przecież w próżnię – w jego życiu obecna jest biologiczna matka, ze swoją historią, emocjami i własnym wyobrażeniem o tym, jaką rolę powinna odgrywać "ta druga".
– Zatarte granice sprawiają, że dziecko może zostać wciągnięte w konflikt lojalnościowy. Kogo ma słuchać? Pani, która jest dla niego miła i smaży naleśniki, czy własnej mamy, która mówi, że ta pani jest zła, zabrała jej tatusia i nie należy z nią rozmawiać? – obrazuje ekspertka.
Jak dodaje, jasne ramy nie oznaczają braku zaangażowania. Przeciwnie – mogą chronić wszystkie strony: dziecko, jego biologicznych rodziców i samą nową partnerkę.
Rachwaniec zwraca uwagę na jeszcze jedno zjawisko: pojawienie się dziecka zmienia dynamikę nowej relacji. Na początku związku para chce mieć czas dla siebie, budować bliskość i po prostu się poznawać. Kiedy jednak dziecko staje się stałym elementem tej relacji, układ zaczyna się zmieniać.
Żaneta Rachwaniec
psycholożka, socjolożka
To z kolei może odbić się na samym związku. Kobieta zaczyna funkcjonować przede wszystkim jako opiekunka, a nie partnerka, co może osłabiać bliskość i wpływać również na sek*ualność pary.
Zdaniem ekspertki, oczekiwania wobec nowej partnerki wyrastają z głęboko zakorzenionych schematów kulturowych.
– Wciąż pokutuje oczekiwanie, że kobieta wszystko zrozumie. Że usunie się w cień, zaakceptuje, że dziecko ma priorytet, i przejmie te wszystkie obowiązki, których w analogicznej sytuacji od mężczyzny po prostu się nie wymaga – podsumowuje Rachwaniec.





