
Ryszard Terlecki wyjaśnił, dlaczego odszedł z PiS. Okazuje się, że nie podobał się mu kierunek, w którym partia podążyła. Do tego doszły spory wewnętrzne i wypychanie jednej frakcji z ugrupowania. Sam ma jednak nadzieję na ponowne zjednoczenie.
Terlecki przyznał, że "nie chciał być w trzeciej Konfederacji". Uważa, że Nowogrodzka w niebezpieczny sposób zbliżyła się do skrajnej prawicy.
Terlecki wspomina swoje ostatnie tygodnie w PiS
Były wicemarszałek Sejmu twierdzi, że negatywnym przełomem w historii najnowszej PiS było połączenie się z partią Zbigniewa Ziobry – to ludzie ex-ministra sprawiedliwości przejęli na Nowogrodzkiej działania wizerunkowe, powodując, że ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego w niebezpieczny sposób zaczęło stawać się "trzecią Konfederacją".
– Tak się niestety stało. Po pierwsze, środowisko Suwerennej Polski dołączyło do PiS-u i w pewnym sensie przejęło wizerunek Prawa i Sprawiedliwości i jego retorykę. Po drugie, ta grupa nazywana "maślarzami" uparła się, żeby wypchnąć Mateusza Morawieckiego, który moim zdaniem jest najpoważniejszym politykiem po Jarosławie Kaczyńskim – wspominał teraz Terlecki, nawiązując do działań frakcji wrogo nastawionej do byłego premiera.
Dodał, że były szef rządu "jeśli chodzi o jego kompetencje zarządzania gospodarką, finansami państwa nie ma konkurencji, nie tylko w Prawie i Sprawiedliwości, ale w ogóle na scenie politycznej w Polsce".
Gdy przeprowadzająca wywiad Beata Lubecka przypomniała tekst Onetu, z którego wynika, że politycy PiS w kuluarach mówią, że Morawiecki może bać się wypłynięcia informacji o jego rzekomych powiązaniach z prezesem PKOl-u Radosławem Piesiewiczem, Terlecki przyznał, że w jego oczach rywalizacja na linii PiS-Rozwój Plus jest za ostra.
– Nieładnie, że nasi dotychczasowi koledzy teraz idą na taką ostrą już konfrontację i próbują zarzucać coś Mateuszowi Morawieckiemu, albo przynajmniej jakoś sączyć nieprzyjazne dla niego informacje – powiedział.
Zauważył jednak też, że oba środowiska są przecież skazane na powyborczą współpracę. W końcu – jak wynika z sondaży – do utworzenia potencjalnego prawicowego rządu będą potrzebne głosy PiS, ludzi Morawieckiego i może nawet obu Konfederacji – tej Mentzena i Bosaka oraz Brauna.
– Wydaje mi się, że i tak po wyborach w przyszłym roku będziemy musieli współpracować ze sobą – powiedział Terlecki. – Ja nie bardzo w tę "czarną listę" wierzę, a poza tym tyle razy różni dysydenci z Prawa i Sprawiedliwości wracali po jakimś czasie i uzyskiwali bardzo intratne pozycje w partii – podsumował.
Zobacz także
Nowy sondaż sugeruje wygraną prawicy
Z nowego sondażu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski dowiadujemy się, że formalnie wybory wygrałaby obecnie Koalicja Obywatelska z poparciem na poziomie 30,2 proc. (wzrost o 2,9 pkt. proc.). Piszę "formalnie", bo jej komitet wyborczy zająłby pierwsze miejsce w wyborach, ale nie miałby dostatecznie dużej liczby posłów, by przegłosować wotum zaufania dla kolejnego gabinetu Donalda Tuska.
PiS zajęłoby drugie miejsce z wynikiem 19,2 proc. (spadek o 1,4 pkt. proc.), a trzecie Konfederacja (15,1 proc., +1 pkt. proc.). Do Sejmu weszłaby jeszcze Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna (6,8 proc., -1,6 pkt. proc.), Lewica (6,6 proc., -0,5 pkt. proc.) oraz Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego (6 proc., -0,5 pkt. proc.).
W Sejmie zabrakłoby Partii Razem (4 proc., bez zmian), PSL (3,7 proc., +0,7 pkt. proc.) oraz Polski 2050 (0,5 proc., -0,3 pkt. proc.). To oznacza, że w izbie niższej nie byłoby posłów, których można uznać za potencjalnych koalicjantów KO. Poparcie Lewicy nie byłoby wystarczające.
QUIZ: Czy poznajesz tych polityków i polityczki?
1 / 30 Na początek coś prostego: Kim jest ten polityk?
Fot. JACEK DOMINSKI / REPORTER
Wyniki te potwierdzają tezę, zgodnie z którą obóz Morawieckiego będzie potrzebny Kaczyńskiemu do zbudowania nowego rządu. Sam były wicemarszałek od dawna nie ukrywa przy tym, że nowa formacja celuje wysoko. Jak pisaliśmy w naTemat, Terlecki już zdradził ambicje nowej partii. Sam Mateusz Morawiecki odwrotu nie planuje i wyznaczył datę konwencji na 15 października.
Jak na razie konflikt na Nowogrodzkiej zakończył się politycznym trzęsieniem ziemi: PiS straciło status hegemona po 11 latach. Ostatnio marszałek Włodzimierz Czarzasty podzielił majątek po rozwodzie Morawieckiego z PiS, przemeblowując Salę Plenarną pod nowy układ sił.




