Barbara Mróz-Gorgoń poprosiła o roczny urlop zdrowotny
Barbara Mróz-Gorgoń poprosiła o roczny urlop zdrowotny. Raportem zajmuje się uczelnia. Fot. TVP Info / YouTube

Już wiadomo, co dalej z Barbarą Mróz-Gorgoń. Była pełnomocniczka rządu, o której raporcie przez kilka tygodni mówiła cała Polska, na razie znika z uczelni. Poprosiła o roczny urlop zdrowotny.

REKLAMA

Barbara Mróz-Gorgoń, prezeska Fundacji Marka Polska Think Tank, Przez mniej więcej miesiąc (od 29 lipca do 21 sierpnia) była pełnomocniczką rządu do spraw promocji Polski.

W naTemat opisywaliśmy jej dymisję po skandalu z raportem "Polaków portret własny", ogłoszoną po niespełna miesiącu urzędowania. "Przy tej niewyobrażalnej skali hejtu niemożliwe jest pełnienie tak odpowiedzialnej roli" – napisała wtedy w serwisie X.

Raport "Polaków portret własny". Co było w nim nie tak?

Chodzi o dokument "Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska" z 2025 roku, którego Mróz-Gorgoń jest autorką. Ola Gersz pisała w naTemat, że jest tragikomiczny, a absurdy wypunktował na X Sebastian Meitz z Instytutu Sobieskiego. Katowice leżą w nim w "północnym centrum", a Polska chwali się "5 Polakami" z Noblem, choć raport wymienia tylko trzy nazwiska.

Według autorów 95 proc. młodych Polaków mówi płynnie po angielsku, "nierzadko dodatkowo w niemieckim, francuskim czy mandaryńskim". Nie zgadza się nawet metodologia: 35 grup fokusowych (dyskusji kilku osób prowadzonych przez badacza) w dalszej części zamienia się w 35 uczestników, a numeracja przypisów skacze z 3 na 41 i 517.

"Polska ma GŁĘBOKIE ZAKORZENIENIE w historii sufferingu" – czytamy w raporcie.

– To jest dokument, który rzeczywiście nie powinien się znaleźć nigdy w przestrzeni publicznej. Tak się stało i tu muszę powiedzieć, że biję się w piersi, wykorzystywałam AI – mówiła autorka 20 sierpnia w Polsat News.

Ministerstwo Sportu i Turystyki, którego logo widnieje na pierwszej stronie, odcinała się od kuriozalnego raportu. W komunikacie na X zapewniło, że dokument nie był przedmiotem żadnej umowy z resortem. Przy okazji wyszło na jaw, że Mróz-Gorgoń ma na koncie lepszy numer niż raport: w grudniu 2025 roku nazwała mieszkańców Beskidów "Indianami Polski".

Roczny urlop zdrowotny. Czy Mróz-Gorgoń dostanie pensję?

Minister nauki Marcin Kulasek powiedział w programie "Tłit" Wirtualnej Polski, że w tym tygodniu na Forum Ekonomicznym w Karpaczu rozmawiał o niej z prof. Czesławem Zającem. To rektor Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, na którym Mróz-Gorgoń jest zatrudniona.

– Pani profesor poprosiła o urlop roczny, urlop zdrowotny, to się należy z Karty Nauczyciela – mówił Kulasek.

Najpewniej chodziło o inną ustawę, bo Karta Nauczyciela dotyczy nauczycieli szkolnych. Wykładowców obejmuje Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, którego art. 131 przewiduje płatny urlop dla poratowania zdrowia.

Pracownik nie przychodzi wtedy do pracy, ale zachowuje prawo do pensji. Przysługuje on wykładowcy, który nie skończył 65 lat, pracuje na pełnym etacie i ma co najmniej 10 lat stażu na uczelni, na podstawie orzeczenia lekarza medycyny pracy.

W całej karierze taki urlop może trwać łącznie najwyżej trzy lata. Jest też jeden twardy warunek. "W czasie urlopu dla poratowania zdrowia nie można wykonywać zajęcia zarobkowego" – czytamy w ustawie. Z relacji ministra wynika, że pani profesor o urlop poprosiła. Nie padło, czy uczelnia już go formalnie udzieliła i czy będzie płatny.

Sprawa Mróz-Gorgoń. Uczelnia i prokuratura badają raport

Pytany, czy zweryfikowana zostanie praca habilitacyjna Mróz-Gorgoń (rozprawa, dzięki której naukowiec zdobywa stopień doktora habilitowanego), Kulasek odparł, że to kwestia autonomii uczelni. Według ministra rektor zapowiedział, że "proces już trwa i wszystko zostanie jednoznacznie wyczyszczone i pokazane".

– Analizujemy tę sytuację, żeby wyjaśnić okoliczności, czy rzeczywiście doszło do złamania standardów rzetelności naukowej, zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym i regulacjami uczelni – mówił prof. Zając w rozmowie z PAP.

Sprawą zajmuje się uczelniany rzecznik dyscyplinarny, a więc osoba, która sprawdza, czy wykładowca złamał obowiązujące go zasady. Ma na to sześć miesięcy, a rektor nie przesądza wyniku, bo raport powstał poza uczelnią.

O tym, że śledczy prześwietlą feralny raport, pisaliśmy już 21 sierpnia. Jak informowało RMF24, 27 sierpnia Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo po zawiadomieniu posłów PiS i Rozwoju Plus. Chodzi o 179 738,19 zł dotacji z Ministerstwa Sportu i Turystyki na zadanie "Marka Polska – podstrategia turystyczna".

Śledczy sprawdzają, czy pieniądze nie zostały wyłudzone za pomocą nierzetelnych dokumentów i czy urzędnik, który zatwierdził rozliczenie, nie przekroczył uprawnień. Śledztwo toczy się w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie. Prokuratorzy najpierw ustalają, czy w ogóle doszło do przestępstwa.