
200 tys. zł publicznych pieniędzy oraz raport o tym, jak Polacy widzą siebie i swoją ojczyznę, który jest tak kuriozalny, że nie da się go czytać. Ba, trudno nawet na niego patrzeć. "Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska" sygnowany przez dr hab. Barbarę Mróz-Gorgoń przypomina AI slop najgorszego sortu.
Raport "Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska" powstał w ramach zadania publicznego "Marka Polska – podstrategia turystyczna", dofinansowanego ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki. Jego kierowniczką merytoryczną i autorką jest dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, mianowana przez Donalda Tuska pełnomocniczką rządu ds. promocji marki Polski (której zawdzięczamy już pierwszy spot promujący Polskę, który w sumie... nic nie promuje).
Miało był naukowo i profesjonalnie, wyszedł bełkot, co wypunktował na X Sebastian Meitz, ekspert Instytutu Sobieskiego. Trzymajcie się. Jest grubo.
Raport "Polaków portret własny" to istne kuriozum
Na początku dokument przedstawia imponującą metodologię: 24 indywidualne wywiady pogłębione, 35 FGI, siedem warsztatów Design Thinking w siedmiu miastach, ponad 180 godzin nagrań i 400 stron transkrypcji. Gdy zaczynamy czytać dalej, część tych liczb zaczyna magicznie znikać.
Na stronie opisującej FGI okazuje się bowiem, że chodzi o 35 uczestników, po około dziewięć osób w grupie. To sugerowałoby mniej więcej cztery grupy fokusowe, a nie 35. Z kolei warsztaty, których na początku miało być siedem w siedmiu miastach, później opisano już tylko w pięciu lokalizacjach: Olsztynie, Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku i Warszawie, zauważa Meitz.
Jeszcze ciekawiej robi się przy deklarowanych "180+ godzinach nagrań". 24 wywiady IDI trwające średnio po 75 minut dają około 30 godzin. Cztery grupy fokusowe po trzy godziny to kolejne 12. Skąd więc bierze się ponad 180 godzin? Meitz wylicza, że brakujące ponad 130 godzin musiałyby pochodzić z warsztatów, co oznaczałoby po kilkadziesiąt godzin nagrań na jeden warsztat. "Być może istnieje jakieś wyjaśnienie tej matematyki, w raporcie go jednak nie znalazłem. Niemniej jednak się domyślam" – zauważa.
Są też przypisy. A właściwie coś, co przypomina przypisy – osoba, która kiedykolwiek oddawała pracę naukową, mogłaby dostać drgawek. Numeracja przeskakuje z... 1, 2 i 3 na 41 oraz 517, później pojawiają się kolejne dziwa typu 105, 116 czy 1510. W bibliografii przy wielu pozycjach widnieje anglojęzyczne "n.d.", czyli brak daty. Gdybym oddała pracę magisterską (a napisałam w swoim życiu dwie) z takimi przypisami i bibliografią, to zostałabym wyproszona za drzwi i wcale nie grzecznie.
Problemy nie kończą się jednak na przypisach i formatowaniu, bo w raporcie jest pełno głupot. W części dotyczącej FGI autorzy piszą, że Katowice to "północne centrum", a Wrocław – "północny zachód". Nigdy nie byłam dobra z geografii, ale nawet ja wiem, że ten fragment nawet nie stał obok mapy Polski.
Czytamy też, że młode pokolenie Polaków mówi płynnie po angielsku w 95 proc., "nierzadko dodatkowo w niemieckim, francuskim czy mandaryńskim". Znacie kogoś kto mówi po mandaryńsku? Powinniście! Kilka akapitów dalej autorzy informują, że Polska może pochwalić się "5 Polakami" nagrodzonymi Noblem, wymieniając Marię Skłodowską-Curie, Wisławę Szymborską i Olgę Tokarczuk. No było ich trochę więcej...
Jest jeszcze iście kosmiczny styl. Jako polonistka dostałam szczękościsku. Nie dość, że pełno jest przypadkowych słów pisanych Caps Lockiem, co nie ma żadnego sensu (ja tak piszę prywatnie na komunikatorach, gdy chcę podkreślić co absurdalnego), to mamy pełno angielskich wtrąceń i topornych kalek.
"AXIOMA 1", "FATIGUE KONSUMENCKA", "POLISH ENTREPRENEURIAL SPIRIT", "POLISHED", "tone of voice", "BI-PARTISAN POPARCIE". Przy syndromie impostora na poziomie narodowym" czytamy "Despite RZECZYWISTYCH OSIĄGNIĘĆ, BRAK WEWNĘTRZNEGO PRZEKONANIA o SWOJEJ WARTOŚCI". Polish english. Uwielbiam też: "Polska ma GŁĘBOKIE ZAKORZENIENIE w historii sufferingu". Cud miód.
Generalnie nie da się tego czytać: chaos, nowomowa, zero sensu. Absurd. Język polski ma kryzys egzystencjalny.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Raport Marki Polska wygląda jak AI slop
I tu dochodzimy do najważniejszego pytania: czy raport "Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska" został napisany przez sztuczną inteligencję? Oczywiście oficjalnie nie da się tego stwierdzić, ale... wszyscy mamy oczy. To nie wygląda na pisanie człowieka ani nawet na wspomaganie się AI. To wygląda na chamski AI slop i porządną halucynację.
Gdyby ktoś użył dobrego modelu jako narzędzia, potem zweryfikował fakty, przeczytał tekst, poprawił błędy i dopilnował metodologii, dałoby się jeszcze to przeżyć. Problem w tym, że "Polaków portret własny" momentami wygląda tak, jakby ktoś wrzucił kilka haseł do najsłabszego, darmowego modelu, odebrał to, co wygenerował, a potem nie chciało mu się już nawet przeczytać całości. Gotowe, oddajemy. Nie przesądzam, że tak było, ale tak po prostu wygląda.
Powtórzę: to naukowy i oficjalny (!) raport, którego kierowniczką merytoryczną i autorką jest Barbara Mróz-Gorgoń – doktorka habilitowana, profesorka Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. "Czytając ten raport kilkukrotnie, trudno mi było pozbyć się wrażenia, że nikt poważny, a szczególnie naukowiec z tytułem doktora habilitowanego, nie wygenerowałby dużych części raportu, za który zapłacili podatnicy, w jakimś LLM. No bo przecież nie. Prawda?" – zauważa Meitz. Ale jak to wyjaśnić?
Ekspert Instytutu Sobieskiego dodaje: "Mamy panią profesor, w randze Sekretarza Stanu, z funkcją pełnomocnika rządu ds. promocji marki Polska. Mamy też raport, w którym jest wskazana jako kierownik merytoryczny projektu i autor raportu. Mamy również 200 000 złotych, jakie Ministerstwo Sportu i Turystyki przekazało Stowarzyszeniu Konferencje i Kongresy w Polsce na realizację zadania publicznego 'Marka Polska – podstrategia turystyczna', dofinansowanego ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki (...). Ja, po lekturze tego raportu, mam też bardzo dużo pytań".
Dokument sam o sobie mówi, że dostarcza "precyzyjnych, opartych na praktyce rekomendacji" i ma stanowić "solidną podstawę" dla budowy konkurencyjnej marki Polski. Podziękuję za taką podstawę. Po lekturze tego raportu płaczę i ja, i marka Polska.




