
Raport "Polaków portret własny" wygląda jak nieudany eksperyment z AI, jednak najbardziej bulwersuje fakt, że miał być on dofinansowany z publicznych środków, i to niemałych. Afera z projektem dr hab. Barbary Mróz-Gorgoń zrobiła się na tyle duża, że teraz do gry wkroczyła prokuratura.
O tym, że "Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska" jest tragikomiczny, pisała już Ola Gersz w naTemat. Projekt miał powstać w ramach zadania publicznego "Marka Polska – podstrategia turystyczna" i być dofinansowany ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki.
A przynajmniej taka informacja widnieje na jego pierwszej stronie. Po fali krytyki związanej z jego treścią, resort odciął się od kuriozalnego raportu i zaprzeczył, jakoby przekazał na ten cel jakiekolwiek pieniądze z budżetu. To jednak najwidoczniej nie wystarczyło, bo teraz sprawie przyjrzą się już śledczy.
Śledczy prześwietlą raport. Prokuratura wkracza do akcji
W piątek 21 sierpnia Prokuratura Regionalna w Warszawie poinformowała, że zwróciła się do Ministerstwa Sportu i Turystyki o przekazanie dokumentów związanych z raportem i umów potwierdzających, po czym podjęte zostaną dalsze decyzje śledczych.
"W związku z pojawiającymi się w mediach informacjami dotyczącymi nieprawidłowości związanych z powstaniem raportu 'Polaków Portret Własny', Prokuratura Regionalna w Warszawie zwróciła się do Ministerstwa Sportu i Turystyki, o nadesłanie kopii wskazanego raportu i umowy dotyczącej jego opracowania i dofinansowania. Po otrzymaniu powyższych dokumentów, zostaną podjęte dalsze decyzje procesowe" – czytamy w komunikacie.
Następnie głos zabrała również Prokuratura Okręgowa w Warszawie, informując, że w związku z nieprawidłowościami wokół raportu i jego niejasnym finansowaniem zarejestrowano postępowanie w tej sprawie. Aktualnie śledczy prowadzą czynności sprawdzające.
"W Prokuraturze Okręgowej w Warszawie zarejestrowano postępowanie w sprawie nieprawidłowości związanych z finansowaniem rządowego raportu pt. 'Polaków portret własny'. Trwają czynności sprawdzające" – napisano.
Jak się więc okazuje, afera urosła już do takich rozmiarów, że autorka wspominanego dokumentu, Barbara Mróz-Gorgoń musiała podjąć kroki ostateczne. I tak właśnie w piątek 21 sierpnia poinformowała ona w swoich mediach społecznościowych, że złożyła dymisję z jej dotychczasowego stanowiska Pełnomocniczki Rządu do spraw promocji marki Polski. Przypomnijmy, że na tę funkcję mianował ją jeszcze niedawno premier Donald Tusk.
"Przy tej niewyobrażalnej skali hejtu niemożliwe jest pełnienie tak odpowiedzialnej roli. Mam nadzieję, że ważny dla Polski projekt będzie kontynuowany bez względu na trudności" – wskazała Mróz-Gorgoń w serwisie X.
Zobacz także
Tłumaczenia prof. Gorgoń-Mróz i kategoryczne odcięcie się MSiT
W czwartek 20 sierpnia na antenie Polsat News Mróz-Gorgoń odnosiła się do stawianych zarzutów w sprawie raportu, jednak po jej słowach burza w sieci zrobiła się jeszcze większa. – To jest dokument, który rzeczywiście nie powinien się znaleźć nigdy w przestrzeni publicznej. Tak się stało i tu muszę powiedzieć, że biję się w piersi, wykorzystywałam AI – tłumaczyła się na antenie. Dodała również, że sam raport był "efektem czegoś, co w nauce nazywa się work in progres" – cokolwiek to znaczy.
Również w czwartek 20 sierpnia Ministerstwo Sportu i Turystyki odcięło się od raportu, informując, że "przedstawiony na Platformie X raport nie stanowił części umowy, ani nie był przedłożony w ramach sprawozdania. Do MSiT nie wpłynęła prośba o użycie logotypu, a informacja, że raport realizowany jest ze środków MSiT jest nieprawdziwa".
Absurdy w raporcie i "historia sufferingu"
Aby dokładnie zobrazować, z jakim dokumentem mamy do czynienia, całość przeanalizował na X Sebastian Meitz, ekspert Instytutu Sobieskiego. Wylicza on liczne absurdy zawarte w tekście. Zwraca uwagę, że w części dotyczącej badań FGI twórcy określają Katowice mianem "północnego centrum", z kolei Wrocław to ich zdaniem "północny zachód". Z lektury dowiadujemy się również, że aż 95 proc. młodego pokolenia Polaków mówi płynnie po angielsku, a do tego "nierzadko dodatkowo w niemieckim, francuskim czy mandaryńskim".
Zaledwie kilka akapitów dalej autorzy opracowania informują czytelników, że Polska może pochwalić się "5 Polakami" nagrodzonymi Nagrodą Nobla, po czym wymieniają zaledwie trzy nazwiska: Marię Skłodowską-Curie, Wisławę Szymborską oraz Olgę Tokarczuk. Spore wątpliwości budzi również sama stylistyka tekstu, w którym roi się od angielskich wtrąceń i... caps locka.
Wśród cytatów wyciągniętych z raportu można znaleźć takie perełki jak: "Despite RZECZYWISTYCH OSIĄGNIĘĆ, BRAK WEWNĘTRZNEGO PRZEKONANIA o SWOJEJ WARTOŚCI" lub "Polska ma GŁĘBOKIE ZAKORZENIENIE w historii sufferingu". To naprawdę fragmenty dokumentu, który został sygnowany logiem państwowego resortu.






