
Mateusz Morawiecki chce, by premier podzielił się z opozycją informacjami, które miał mu przekazać szef CIA. Ma chodzić o sprawy dotyczące bezpieczeństwa naszego kraju. Wszystko ma miejsce po niedzielnej wypowiedzi Donalda Tuska, z której wynika, że Rosja może prowokować kraje NATO, w tym Polskę.
W niedzielę siły rosyjskie przeprowadziły przy granicy polsko-ukraińskiej zmasowany atak dronowy. Trafiono w pociąg relacji Kijów-Warszawa. W efekcie były szef rządu Mateusz Morawiecki domaga się, by Donald Tusk przekazał opozycji informacje, jakie miał otrzymać od szefa CIA.
Morawiecki chce dostępu do tajnych danych
Zdaniem lidera Rozwoju Plus "Donald Tusk nie ma prawa traktować informacji dotyczących bezpieczeństwa Polski jak politycznego aktywa, którym można zarządzać według własnego uznania". Dodał, że domaga się, by szef rządu przekazał opozycji informacje dotyczące bezpieczeństwa Polski, które miał mu przekazać szef CIA, John Ratcliffe, który niedawno pojawił się na Kremlu i rozmawiał z władzami Rosji.
Morawiecki zauważa, że "coś bardzo niepokojącego dzieje się na Wschodzie, a polski rząd najwyraźniej uznał, że społeczeństwo, opozycja i być może nawet część instytucji państwa nie zasługują na wiedzę o skali zagrożenia". Przypomniał, że był w podobnej sytuacji co Tusk w 2020 roku, kiedy na Białorusi tamtejsza opozycja oprotestowywała wyniki sfałszowanych przez Aleksandra Łukaszenkę wyborów. Wtedy organizował w KPRM spotkania konsultacyjne w sprawach bezpieczeństwa. Zdaniem lidera Rozwoju Plus "w sytuacji zagrożenia państwa kończy się partyjna wojna, a zaczyna odpowiedzialność za Polskę".
Zobacz także
Ostrzegł, że "Rosja może próbować tej jesieni i zimy uderzyć w ukraińską gospodarkę i system energetyczny na skalę, która będzie miała dramatyczne konsekwencje dla całego regionu", ale "zagrożenie nie kończy się na Ukrainie". Zasugerował więc, że Kreml może chcieć zaatakować też Polskę. Wskazał na możliwy sabotaż, w wyniku którego może zostać uszkodzona infrastruktura krytyczna czy zakłady produkujące broń, ataki cybernetyczne czy naloty dronowe. "To nie jest scenariusz z filmu. To są narzędzia, którymi Rosja już się posługuje" – dodał.
QUIZ: Dopasuj partie polityczne polityków
1 / 25 Na początek proste. Do jakiej partii należy ten Pan?
Następnie zasugerował, że rząd Tuska nie jest w tej sprawie kompetentny i powinien poprosić o pomoc swoich poprzedników, w tym – jak można wywnioskować z tonu jego postu – jego samego.
"Jeżeli rząd wie, że sytuacja może się dramatycznie pogorszyć, powinien natychmiast uruchomić mechanizmy konsultacji z opozycją i przedstawić jej rzeczywistą skalę zagrożenia – oczywiście w zakresie, na jaki pozwala bezpieczeństwo informacji" – podsumował swój apel Morawiecki.
Zagrożenie staje się realne
Niedzielny atak rzeczywiście był jednym z najpoważniejszych incydentów przy naszej granicy. Donald Tusk zwołał pilną odprawę z szefami MSWiA i MON oraz przedstawicielami służb, z kolei mieszkańcy Podkarpacia i Lubelszczyzny dostali alerty RCB. Sam premier nie owijał zresztą w bawełnę – na odprawie w RCB bez ogródek stwierdził, że "eskalacja ze strony Rosji stała się faktem", a szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że jeden z dronów uderzył kilometr od polskiej granicy. O takim scenariuszu szef rządu mówił zresztą już latem, kiedy pisaliśmy w naTemat, że Tusk głośno mówi o nadejściu "krytycznych miesięcy".
Co ciekawe, apel o ponadpartyjną współpracę nie objął Pałacu Prezydenckiego. Jak opisywaliśmy, Karol Nawrocki 12 wpisami wystawił sobie świadectwo – w dniu alertów RCB konto jego kancelarii relacjonowało dożynki w Tryńczy – o atakach nie padło ani jedno słowo.



