
Niedzielny poranek przyniósł mieszkańcom Podkarpacia i Lubelszczyzny alerty RCB, poderwane polskie myśliwce i doniesienia o rosyjskich dronach uderzających w pociąg tuż przy naszej granicy. Tymczasem Karol Nawrocki przesyłał promienny uśmiech z dożynek w Tryńczy, nie poświęcając atakom ani jednego słowa.
Rosyjski atak przy samej granicy po raz kolejny obnaża głęboki spór o politykę zagraniczną. Karol Nawrocki wciąż blokuje nominację dla ambasadora w Kijowie, ciągle nie odwiedził walczącej Ukrainy jako prezydent, a w kryzysowym momencie wybiera uniesiony kciuk i płody rolne. Podczas gdy sytuacja na granicy stawała się napięta, a Polska przez cały dzień żyła atakiem, konto Kancelarii Prezydenta na X zalała seria 12 wpisów z imprezy wiejskiej.
W sumie było ich nawet 14 – dwa pojawiły się dzień wcześniej, a bohaterką była Marta Nawrocka.
Pociąg w ogniu przy polskiej granicy, uśmiechnięty prezydent na festynie
"Prezydent jest informowany na bieżąco" – uciął rzecznik Pałacu, pytany o brak reakcji na zaatakowanie pociągu pasażersko-towarowego na trasie Kijów–Warszawa. Doniesienia o innych atakach na zachodniej Ukrainie nie zakłóciły dożynkowego harmonogramu głowy państwa. Ignorowanie incydentów bezpieczeństwa na rzecz PR-owych fotek budzi coraz większy niepokój i gra na korzyść rosyjskiej propagandy.
W niedzielny poranek mieszkańcy województw podkarpackiego i lubelskiego nie witali dnia w spokoju. W ich telefonach pikały alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, a nad głowami huczały silniki poderwanych w trybie alarmowym polskich i sojuszniczych myśliwców. Przyczyną był zmasowany atak rosyjskich dronów na zachodnią Ukrainę – tuż przy granicy z Polską. Eksplozje zniszczyły stację paliw oraz uderzyły w pociąg towarowo-pasażerski na szlaku łączącym Kijów z Warszawą.
Jak podały Ukraińskie Koleje Państwowe, rosyjski dron uderzył w pociąg Kijów-Warszawa zaledwie dwa kilometry od polskiej granicy. Nikt nie ucierpiał wyłącznie dlatego, że grupa monitorująca zdążyła ostrzec drużynę konduktorską.
W tym samym czasie prezydent Karol Nawrocki miał w głowie zupełnie inne priorytety.
12 wpisów o chlebie, zero o wybuchach przy granicy
Podczas gdy szef rządu zwoływał pilną odprawę w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa z udziałem ministrów i szefów służb, ostrzegając publicznie, że "najbliższe tygodnie i miesiące to będzie okres bardzo wzmożonych akcji ze strony rosyjskiej", oficjalne kanały komunikacyjne Pałacu Prezydenckiego rozbłysły feerią barw wiejskiego święta.
Karol Nawrocki bawił na Dożynkach Prezydenckich w miejscowości Tryńcza na Podkarpaciu. Zamiast choćby jednego zdania odniesienia do incydentu wojskowego rozgrywającego się kilkadziesiąt kilometrów dalej, na profilu Kancelarii Prezydenta w serwisie X pojawiło się 12 wpisów poświęconych wyłącznie dożynkom.
Kontrast z reakcją rządu był uderzający. Tusk na odprawie w RCB bez ogródek mówił o eskalacji, która "stała się faktem", a szef MON ujawnił, że jeden z dronów Geran-5 spadł kilometr od polskiej granicy.
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz na pytania dziennikarzy odpowiedział chłodnym komunikatem, że prezydent jest "na bieżąco informowany przez Dyżurną Służbę Operacyjną BBN". Zamiast głosu głowy państwa publiczność otrzymała zapewnienie, że komunikacja zachodzi "na poziomie generałów".
Warto podkreślić, że nie mówimy o odosobnionym zdarzeniu. Dwa tygodnie wcześniej drony nad dwoma krajami NATO – Estonią i Rumunią – zmusiły sojuszników do ogłaszania alarmów, a w jednym przypadku mieszkaniec sam znalazł bezzałogowiec z ładunkiem wybuchowym.
Zobacz także
Dyplomatyczna pustka i blokada ambasadora w Kijowie
Ignorowanie incydentu bezpieczeństwa wpisuje się w szerszy obraz polityki zagranicznej Pałacu Prezydenckiego. Mimo powagi sytuacji za wschodnią granicą, Karol Nawrocki od początku kadencji ani razu nie udał się do Kijowa, by oficjalnie zademonstrować solidarność z walczącym sąsiadem.
W tle wciąż gnieździ się personalno-partyjny spór o dyplomację. Wiceprezes rady ministrów i szef MSZ Radosław Sikorski po raz kolejny zaapelował do prezydenta o podpisanie nominacji ambasadorskiej dla Piotra Łukasiewicza (obecnego chargé d'affaires na Ukrainie).
Dwa dni przed atakiem Sikorski wysłał Nawrockiemu wiadomość z Kijowa, publikując nagranie z dyplomatą pracującym pod rosyjskimi bombami. W odpowiedzi otrzymał od szefa Biura Polityki Międzynarodowej zarzut "nieczystej gry politycznej".
Pałac Prezydencki odmawia podpisu pod nominacją Łukasiewicza ponoć tylko dlatego, że w przeszłości startował on do Europarlamentu z list Wiosny Roberta Biedronia.
Woda na młyn rosyjskiej propagandy
Problem z prezydenckim ignorowaniem realnych zagrożeń na rzecz PR-u na festynach sięga jednak znacznie głębiej niż tylko politycznych złośliwości. Rosyjskie służby i Władimir Putin celowo eskalują działania przy granicy z Polską, by prowokować dezinformację i wywoływać antyukraińskie nastroje w polskim społeczeństwie.
Mechanizm jest znany i przewidywalny. Dezinformacja po ataku dronów zawsze biegnie tym samym torem: najpierw teza o "ukraińskiej prowokacji", potem nagrania bez żadnego związku z polskimi wydarzeniami, na końcu podważanie komunikatów wojska i służb.
Brak stanowczego, państwowego przekazu ze strony Zwierzchnika Sił Zbrojnych w chwilę po ataku zostawia przestrzeń dla radykalnych narracji powielanych przez polityków w rodzaju Konrada Berkowicza czy asekuracyjnych wypowiedzi Mariusza Błaszczaka na temat ewentualnej pomocy państwom bałtyckim.
Kiedy za granicą płoną pociągi, a polskie lotnictwo operuje w trybie bojowym, społeczeństwo wymaga od głowy państwa przywództwa i powagi – a nie kolejnej serii nastu tweetów z kołaczem i wieńcem w roli głównej.






