
Czy polski premier kłamał i żaden "tajny raport CIA" nie istnieje? Taką tezę zasugerował Szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. Jego zdaniem to wszystko to "wymyślone kłamstwo", które miało tylko "zelektryzować opinię publiczną" i umożliwić Donaldowi Tuskowi "przyszpanowanie".
10 września szef rządu Donald Tusk ostrzegł polskie społeczeństwo, że grozi nam wojna z Rosją. Dodał, że otrzymał raport z CIA, który miał mówić o geopolitycznych zagrożeniach.
Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta: "Wymyślone kłamstwo"
Premier przekazał nieco ponad tydzień, że "otrzymał w ostatnich godzinach dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA [Johna Ratcliffa - red.]dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach". Jak dodał, "należy spodziewać się różnych scenariuszy i Polska, i cała Europa musi być przygotowana na różne scenariusze, jeśli chodzi o sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także na wschodniej flance UE".
Sugerował więc, że dojdzie do eskalacji i możliwych ataków Rosji na kraje bałtyckie, a nawet Polskę . Teraz jednak pojawiła się teoria, wedle której premier... miał kłamać. A dokładniej: nie oznacza to, że nie grozi nam konflikt z Moskwą, ale Tusk miał nie otrzymać od szefostwa CIA żadnego "tajnego raportu".
Partie polityczne polityków
1 / 25 Na początek proste. Do jakiej partii należy ten Pan?
Zdaniem szefa Biura Polityki Międzynarodowej Marcina Przydacza, "nie było żadnego 'tajnego raportu CIA' na biurku". Wszystko ma być "wymyślonym kłamstwem, żeby zelektryzować opinię publiczną i przyszpanować". Zdaniem współpracownika prezydenta nikt nie zweryfikował tego, co przekazał Tusk.
Temat szybko podchwyciła prawica. Publicysta Rafał Ziemkiewicz pyta w swoim poście, czy ktoś może być zaskoczony, tym, że Tusk mógł skłamać. Sarkastycznie określił doniesienia Przydacza jako "wiadomość dnia".
"Wiadomość dnia: Tusk zmyślił na użytek chwili ten 'tajny raport CIA', tak jak kiedyś zmyślił 'wejście do strefy euro do 2012' czy 'inwestora z Kataru' Zdziwieni?" – czytamy w jego poście na X.
W podobne tony uderzył dziennikarz Piotr Gursztyn. "Czyli Amerykanie poinformowali duży Pałac, że żadnego raportu CIA nie było. Hm, czyżby znowu Donald Tusk nakłamał publicznie?" – napisał na platformie Elona Muska.
Wiceszef MSZ reaguje: To jest absolutnie skandal
Czy jednak Przydacz mówi prawdę? Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki powiedział na antenie TVN24, że post współpracownika prezydenta jest igraniem z polskim bezpieczeństwem.
– To, co wyprawiają – bo tu nie da się użyć innego słowa – w bardzo poważnej dla bezpieczeństwa Polski sytuacji – politycy PiS-u, w tym niestety urzędnicy prezydenta tacy jak pan Przydacz, to jest absolutnie skandal. Oni w momencie, w którym bezpieczeństwo Polski i całego Sojuszu Północnoatlantyckiego jest jeszcze bardziej niż w poprzednich latach i miesiącach zagrożone, robią sobie z tego gierki polityczne – powiedział.
Czy jednak raport szefa CIA trafił do rąk Tuska? Dowiedzieliśmy się, że od początku chodziło o informacje, które w USA otrzymał koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniaki.
– W ubiegłym tygodniu minister Siemoniak był w Waszyngtonie, spotkał się z szefem CIA. Szef CIA przekazał mu informacje, jak podkreślił sam Siemoniak, ważne dla bezpieczeństwa Polski. Minister Siemoniak niezwłocznie przedstawił te informacje premierowi. Nie ma w tym żadnego kłamstwa, nie ma w tym żadnej przesady – tłumaczył wiceminister.
Zobacz także
W tle realna eskalacja przy granicy
Cała awantura toczy się w momencie, gdy przy polskiej granicy dzieje się naprawdę dużo. Pisaliśmy już o potężnym wybuchu na Lubelszczyźnie – na polu pod Tarnawą-Kolonią został 10-metrowy krater. Potwierdzono, że rakieta Ch-101 z Rosji wleciała do Polski.
W ostatnim czasie media informowały też o ataku dronowym na pociąg, który jechał w stronę Polski. Warto dodać, że Pałac Prezydencki bywa w tych momentach zaskakująco cichy. Jak opisywaliśmy, Karol Nawrocki 12 wpisami wystawił sobie świadectwo – w dniu alertów RCB jego kancelaria relacjonowała dożynki.




