
Monika poprosiła chłopaka, żeby oddał jej 5 tys. zł. – Usłyszałam, że jestem materialistką – opowiada. Dlaczego tak trudno upomnieć się o własne pieniądze i dlaczego umowa na piśmie to nie dowód braku zaufania? O emocjach, finansach i asertywności w relacjach rozmawiamy z ekonomistą dr. hab. Piotrem Krajewskim oraz psycholożką i socjolożką Żanetą Rachwaniec.
Dzwoni, że chce się spotkać. Przychodzi spóźniona.
Agata robi szybki skan: nowa torebka, nowe buty.
Nowe kolczyki też jej się marzą." O, te" – pokazuje na wystawę sklepu z biżuterią, naprzeciwko którego siedzą.
Roześmiana, promienna. Bawi się pierścionkiem. Opowiada o nowej miłości, psie, sąsiedzie, który dopiero co się wprowadził, kwiatach na balkonie i świetnej aplikacji liczącej kalorie.
Agata czeka coraz mniej cierpliwie. Tętno jej skacze. Cała napina się jak struna.
Spotkanie dobiega końca.
– Ja naprawdę naiwnie myślałam, że chciała się spotkać, żeby oddać mi pieniądze – mówi mi. – A ona nawet się nie zająknęła na ten temat!
Pytam, dlaczego w takim razie sama nie upomniała się o zwrot długu.
– No wiesz? Taki WSTYD!
***
Znają się od lat. Przyjaźnią Agata może by tego nie nazwała, ale zawsze miały dobre relacje. Dlatego kiedy usłyszała, że znajoma potrzebuje tysiąca złotych, Agata nawet się nie zawahała.
Spakowała do koperty i już. Znajoma obiecała, że jak tylko wpłynie wypłata, to odda. Minął miesiąc, drugi, trzeci. Agata pomyślała, że jak się upomni o swoje, to na biedną wyjdzie. Ale jak tamta zadzwoniła, że chce się spotkać, aż podskoczyła z radości. Była pewna, że po to, żeby właśnie oddać pieniądze.
Ale nic z tych rzeczy.
Agata nieśmiało zaczęła więc przypominać się na WhatsAppie. Znajoma nigdy nie odpisała. Nie odebrała też już telefonu. Na ulicy jak widzi Agatę, to odwraca głowę.
Agata nigdy już tego tysiąca złotych nie zobaczyła. Był to dla niej bolesny wydatek, ale nie taki, który zachwiałby jej budżetem. Raczej pozostawił w poczuciu niedowierzania, że tak można.
– Sama oddaję nawet złotówkę, jeśli mi zabraknie. Dwa razy upewniam się, że wszystko rozliczyłam. To, jak zachowała się znajoma, po prostu nie mieści mi się w głowie – przyznaje.
Historia Sandry, samodzielnej mamy, wyglądała zupełnie inaczej. Pożyczyła bliskiej przyjaciółce 30 tys. zł, a pieniądze miały wrócić po tygodniu, najwyżej dwóch.
Pierwsze 10 tys. zł wróciło po półtora miesiąca. Kolejne – miesiąc później. Reszty Sandra już nie zobaczyła.
Tak jak poprzednia bohaterka, początkowo nie upomniała się o dług. Było jej głupio.
– Czułam, że za chwilę nasze relacje tak się pogorszą, że będzie z tym ogromny problem. Miałam poczucie, że prosząc o zwrot pożyczki, tylko doleję oliwy do ognia – uzasadnia.
Później Sandra patrzyła, jak przyjaciółka podróżuje po świecie, kupuje drogie rzeczy i chwali się nimi w mediach społecznościowych. Jej pieniędzy wciąż nie oddawała. Za to wysyłała Sandrze zdjęcia kolejnych domów, które chciała kupić.
W końcu przyjaciółka zablokowała ją na Facebooku. Sandra napisała więc maila. Przypomniała o długu i wyznaczyła termin, do którego chciała odzyskać pieniądze.
Zamiast przelewu dostała… rozliczenie. Przyjaciółka wyliczyła, ile kosztowały ją prezenty dla Sandry i gościna podczas wakacji. Na końcu przelała jej...205 zł.
Sandra zamierza skierować sprawę do sądu.
– I więcej już pieniędzy nikomu nie pożyczę – kwituje gorzko.
Bo kiedy pożyczamy pieniądze bliskiej osobie, nie chodzi już tylko o nie. W grę wchodzi zaufanie i relacja.
– W Polsce pieniądze to wciąż temat tabu. Nie wypada o nich rozmawiać, pytać, ile ktoś zarabia czy ile ma na koncie. Czasem nawet w małżeństwach uważa się, że takie pytania są nie na miejscu – zauważa dr hab. Piotr Krajewski, ekonomista z Uniwersytetu Łódzkiego.
To sprawia, że również przy pożyczaniu bliskim trudno nam rozmawiać o konkretach: kwocie, terminie zwrotu czy spisaniu umowy.
Jak dodaje socjolożka i psycholożka Żaneta Rachwaniec, problem często leży w naszych wewnętrznych obawach przed oceną. Ekspertka zwraca uwagę, że jako społeczeństwo w ogóle mamy trudności z otwartą dyskusją o finansach, nawet w najbliższym gronie. Zauważa to w swoim gabinecie.
– Mamy takie poczucie, że prosząc o zwrot pożyczki, stawiamy pieniądze ponad relację. Robi nam się głupio, bo czujemy się materialistami, małostkowymi ludźmi. Przecież w bliskich relacjach powinniśmy się zrozumieć i nie trzeba się o takie rzeczy upominać. Pojawia się więc wstyd związany z samym upomnieniem się o swoje pieniądze – wyjaśnia ekspertka.
Monika przełamała się i upomniała. W końcu z Danielem byli już dwa lata. Usłyszała, że jest materialistką i widocznie, on "nie jest dla niej ważny". Więc zamilkła. Potem Daniel się wyprowadził do innej, a ona została ze złamanym sercem i brakującymi pięcioma tysiącami złotych.
– Człowiek, któremu oddałam serce i swoje oszczędności, po prostu przestał się odzywać. Stał się dla mnie jak obca osoba. I chyba to bardziej bolało niż utrata tych pieniędzy – opowiada.
Żaneta Rachwaniec: Kiedy prosimy o coś, co nam się należy i co jest nasze, nie robimy niczego złego. Nie czyni nas to materialistami i nie mówi niczego o naszym stosunku do drugiego człowieka ani do relacji. Mówi tylko o tym, że oczekujemy, iż ktoś będzie dotrzymywał umów.
Ekonomista: Powołaj się na skarbówkę
– Kiedy mamy do kogoś pełne zaufanie, wydaje nam się, że nie ma potrzeby niczego formalizować, nawet jeśli pożyczamy spore pieniądze. Problem pojawia się wtedy, gdy ta relacja zaczyna się zmieniać. Nagle okazuje się, że możemy mieć kłopot – zauważa dr hab. Piotr Krajewski.
Ekspert podkreśla, że przy tego typu transakcjach nie warto kierować się wyłącznie emocjami, a jasne reguły mogą uchronić obie strony przed późniejszymi problemami.
dr hab. Piotr Krajewski
ekonomista
Najprostszym sposobem na uniknięcie stresu jest dopilnowanie spraw formalnych już na samym początku.
– Jeśli ktoś zapyta: "Nie ufasz mi?", można odpowiedzieć: "Ufam, ale po prostu zawsze tak robię". Można też powołać się na kwestie związane z urzędem skarbowym. Wtedy nie trzeba przedstawiać umowy jako dowodu braku zaufania, ale jako coś zupełnie naturalnego – podsumowuje dr hab. Piotr Krajewski.
Masz więcej, więc się podziel?
Sam fakt przekazania pieniędzy wpływa na układ sił między ludźmi. Zmienia się dynamika relacji.
– Dłużnik jest relacyjnie trochę na niższej pozycji. W dynamice między dwiema osobami pojawia się więc trzecia rzecz, która zaburza dotychczasową równowagę i sprawia, że jedna ze stron teoretycznie znajduje się wyżej – dodaje Żaneta Rachwaniec.
W grę wchodzą też indywidualne przekonania dotyczące finansów.
– Niektórzy ludzie mają poczucie, że skoro ktoś może im pożyczyć pieniądze, to znaczy, że ma ich więcej i dla niego nie jest to problem. A skoro osoba pożyczająca ma teoretycznie lepszą sytuację, to jej zdaniem może się tymi pieniędzmi podzielić – mówi Rachwaniec.
Z drugiej strony, sam dłużnik również wpada w pułapkę własnych mechanizmów obronnych.
– Tymczasem druga osoba może żyć w pewnego rodzaju wyparciu, na zasadzie: wszystko jest w porządku. Może zacząć unikać spotkań, nie odbierać telefonów. Nieprzypadkowo mówi się przecież, że najlepszym sposobem na stracenie przyjaciela jest pożyczenie mu pieniędzy – dodaje psycholożka.
Koniec z przepraszaniem i tłumaczeniem się
Psycholożka podkreśla przy tym, że samo przypomnienie o długu z definicji nie niesie ze sobą ładunku emocjonalnego.
– Komunikat: "Umawialiśmy się, że pożyczam ci pieniądze na dwa tygodnie. Minęły już dwa miesiące i chciałabym zapytać, kiedy mi je oddasz. Wyznacz jakiś termin" jest w swoim wydźwięku neutralny. Nie powinien budzić emocji ani rzutować na relację. Jest nieoceniający, merytoryczny – tłumaczy Żaneta Rachwaniec.
Jak jednak zauważa, w praktyce bywa zupełnie inaczej.
– Ludzie często mają problem nawet z takimi komunikatami. Możemy mówić o swoich emocjach, o tym, co się wydarzyło, i o swoich oczekiwaniach, bez oceniania drugiej osoby. To nadal nie wyklucza jednak, że druga strona się obrazi. Każda komunikacja i każda relacja jest przecież dwustronna – dodaje ekspertka.
Dr hab. Piotr Krajewski: – Jeżeli ktoś, mimo naszych upomnień, nie oddaje pieniędzy, to nie my powinniśmy czuć się źle z tym, że przypominamy o długu. To ta druga osoba nie wywiązuje się z ustaleń. Pożyczyliśmy pieniądze i umówiliśmy się na ich zwrot, więc dotrzymanie tych ustaleń jest obowiązkiem drugiej strony.
Żaneta Rachwaniec stawia sprawę równie jasno: – Jeżeli nie da się upomnieć o swoje pieniądze tak, żeby nie stracić relacji, to być może od początku nie była to dobra relacja. Ludzie powinni umieć ze sobą rzeczowo rozmawiać.
Przestrzega przy tym przed stawianiem siebie w pozycji osoby winnej.
– Nie mówmy: "Przepraszam, że pytam, kiedy mi oddasz pieniądze". Nie przepraszajmy. Jeśli minął termin, w którym ktoś miał je zwrócić, mamy pełne prawo o to zapytać – instruuje ekspertka.
Punktuje też nasz nawyk nadmiernego usprawiedliwiania się:
Żaneta Rachwaniec
psycholożka, socjolożka
U podłoża tego problemu leżą braki w asertywności.
– Trzeba sobie założyć, że jeśli ktoś nie jest jej nauczony, to asertywne zachowanie na początku może powodować duży dyskomfort. Kiedy odmawiamy komuś albo prosimy o coś, nawet jeśli mamy do tego pełne prawo, często czujemy się z tym źle – diagnozuje psycholożka. – Asertywność trzeba więc ćwiczyć. I trzeba przygotować się na to, że na początku wcale nie będzie to przyjemne.
Bez umowy i bez świadków
A co w sytuacji, gdy o formalnościach przypomnieliśmy sobie dopiero wtedy, gdy pojawiają się kłopoty z odzyskaniem pieniędzy? Termin zwrotu minął, prosimy o oddanie długu, ale druga osoba nadal zwleka.
– Tutaj sytuacja jest trudna, bo bardzo wiele zależy od tego, jak duża to kwota w stosunku do naszego budżetu. Dla jednej osoby tysiąc złotych będzie sumą, o którą warto walczyć na drodze prawnej, dla innej ten próg będzie znacznie wyższy. Trzeba jednak pamiętać, że droga prawna może być kosztowna, czasochłonna i stresująca, a dodatkowo może ostatecznie zniszczyć relację – mówi dr hab. Piotr Krajewski.
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, jeśli pożyczka była zawarta wyłącznie ustnie.
– Jeżeli ktoś przekazał drugiej osobie gotówkę i nie ma na to przelewu ani świadków, udowodnienie, że rzeczywiście doszło do pożyczki, może okazać się trudne. Dlatego przed podjęciem kroków prawnych warto skonsultować się z prawnikiem i ocenić, na ile realne jest odzyskanie pieniędzy. Może się bowiem okazać, że poniesiemy dodatkowe koszty i duży stres, a pieniędzy i tak nie odzyskamy – dodaje ekonomista.
Ciąg dalszy tekstu poniżej
Zobacz także
Jak zaznacza Żaneta Rachwaniec, w trudnych sytuacjach liczy się szczerość, a ciężar pierwszego kroku zawsze spoczywa na osobie zadłużonej.
– Nawet jeśli ktoś nie ma w danym momencie pieniędzy, żeby oddać pożyczkę, odpowiedzialność za wyjaśnienie tej sytuacji leży po jego stronie. To on powinien powiedzieć: "Nie mam teraz pieniędzy. Spóźnię się ze zwrotem. Czy możemy ustalić inny termin?" – podpowiada ekspertka.
Niestety, życiowy scenariusz najczęściej wygląda inaczej.
– Najczęściej jednak zapada cisza – mówi psycholożka. – Pojawia się oczekiwanie, że może druga osoba sama poruszy temat, albo nadzieja, że w ogóle go nie poruszy. Jeśli ktoś miał nam oddać pieniądze i tego nie robi, tracimy do niego zaufanie. Możemy mieć poczucie, że zostaliśmy oszukani albo okłamani.




