
Anita od 15 lat jest żoną, ma dwoje dzieci i mówi, że kocha męża. A jednak w dni, kiedy wie, że minie na osiedlu Rafała, wstaje godzinę wcześniej, dłużej układa włosy i sięga po perfumy odkładane na specjalną okazję. Nie rozmawiają, nigdy się nie dotknęli. – Przecież nic nie zrobiłam – powtarza. Witajcie w czasach mikrozdrady – bez pocałunków i hotelowych pokoi, za to z lajkami pod zdjęciami, jagodziankami dla koleżanki z pracy i sekretami, które potrafią zranić nie mniej niż romans.
Zna jego grafik. Wie, o której godzinie ich drogi przetną się na ulicy. W te dni wstaje godzinę wcześniej, dłużej układa włosy. Już wieczorem wybiera sukienkę, maluje paznokcie. Sięga po najlepsze perfumy. Te, które miały czekać na specjalną okazję.
"Co się tak stroisz? Znów ważne spotkanie w pracy?" – mąż cmoka ją w policzek.
Odpowiada mu uśmiechem.
– Bo co mam mu powiedzieć? Że dla innego tak się stroję? – Anita, gdy o tym opowiada, sama kurczy się ze wstydu.
Na stanie: piętnastoletni staż małżeński, dwoje dzieci i dwa koty. Z mężem poznali się jeszcze w liceum. Mówi, że się kochają.
Ale rok temu Anita poznała jego. Zupełny przypadek.
– To jakiś chichot losu, że w czasach, kiedy nikt nikogo poznać nie może, ludzie podobno cierpią na samotność, to ja, dosłownie na ulicy, poznałam Rafała – opowiada. – Piorun sycylijski, niebo się rozstąpiło.
Tyle że na jego dłoni też błysnęła obrączka.
Rafał: żona, też dwoje dzieci, pies. Anita zdusiła w sobie wszystko, co poczuła i wróciła do domu.
Szybko okazało się, że mieszkają na jednym osiedlu. Była tylko ta jedna, jedyna rozmowa. Kiedy się mijają, patrzą na siebie. Krótkie skinienie głową i każde idzie w swoją stronę. Anicie serce łomocze, cała się poci.
– Tego dnia, kiedy wiem, że go spotykam, zachowuję się jak 15-latka – Anita załamuje ręce. – Mam motyle w brzuchu, wszystko mnie cieszy. O co dzieci mnie nie poproszą, to się od razu zgadzam.
Ale zaraz pośpiesznie dodaje:
– Ale przecież do niczego nie dochodzi, to chyba nie robię nic złego? Ludzie się zdradzają na lewo i prawo, a ja tylko męża w życiu miałam. Są chyba gorsze historie od mojej?
Gdyby mąż się dowiedział...
Anita dość elastycznie przechodzi od samobiczowania się do usprawiedliwiania. Bo z jednej strony ukrywa przed mężem to, że w ogóle jest taki ktoś, jak Rafał. Z drugiej – skoro między nią a Rafałem nie padło żadne wyznanie i do niczego nie doszło, trudno jej nazwać to zdradą.
– Myślę, że gdyby mój mąż wiedział, jak bardzo czekam na te przypadkowe spotkania, byłoby mu przykro. Bardzo. A potem sobie tłumaczę: przecież nic nie zrobiłam. Nie dotknęłam Rafała, nie powiedziałam mu, że coś do niego czuję. Nawet ze sobą nie rozmawiamy, tylko mijamy na ulicy. To co właściwie takiego robię? – Anita zawiesza głos. – Może po prostu przeżywam sobie coś w głowie. Tylko dlaczego tak bardzo nie chcę, żeby mój mąż o tym wiedział?
Michał też żony nie zdradza. I zrobiłby dla niej wszystko. Ale to Kaśka, jego koleżanka z pracy, zna wszystkie jego sekrety. To do niej pierwszej dzwoni, kiedy dzieje się coś ważnego. Jej opowiada o tym, co go naprawdę martwi, czego się boi, z czego się cieszy.
Rano stoi w kolejce do osiedlowej piekarni. Malutka, taka, że trzeba stać na zewnątrz, na chodniku. Powinien już dawno jechać do biura. Ale chce Kasi kupić drożdżówkę z jagodami. Jeszcze ciepłą, oprószoną kruszonką.
"Zdążyć położyć ją na biurku Kaśki, zanim przyjdzie" – powtarza jak zaklęcie.
Nie uważa, że robi coś złego. Gdyby ktoś zarzucił mu romans, oburzyłby się. Przecież nie pisze do Kaśki dwuznacznych wiadomości, nie spotykają się po godzinach, nigdy nawet nie wziął jej za rękę.
Tyle że swój czas i energię coraz częściej kieruje właśnie do Kaśki. To o niej myśli po pracy.
Kiedy żona pyta, jak minął dzień, Michał odpowiada zdawkowo: "Zwyczajnie, nudy". Nie opowie o żartach Kaśki, z których śmiał się do rozpuku. O wspólnej kawie wypitej w pośpiechu w firmowej kuchni. O tym, jak wybrudziła się jagodzianką, którą rano jej kupił, też nie.
Raz żona poprosiła, żeby w końcu coś o tej Kaśce opowiedział.
"Nijaka taka. Nawet brzydka" – skłamał pospiesznie.
Mikrozdrada, czyli co?
O zdradzie w jej klasycznym wydaniu napisano i powiedziano już właściwie wszystko. Granice wydają się jasne.
Ale co, jeśli żadnego takiego momentu, o jakim myślimy, nie ma?
Jeśli zamiast pocałunku jest serduszko pod zdjęciem? Zamiast nocnych, długich rozmów – uśmiech na samą myśl, że znów kogoś zobaczymy? Jeśli dzieje się w nas tyle, a nie możemy o tym powiedzieć partnerowi?
Właśnie tutaj zaczyna się mikrozdrada.
– Mikrozdradą nazwałabym drobne zachowania, przez które budujemy flirt albo szczególną bliskość z kimś poza związkiem, przekraczając granice naszej relacji. Nie musi dochodzić do spotkania czy fizycznej zdrady, żeby druga osoba poczuła się zraniona – wyjaśnia Sylwia Sitkowska, znana i ceniona psycholożka i psychoterapeutka.
Ekspertka zwraca uwagę, że problemem nie są same narzędzia czy technologia:
– Granica nie przebiega jednak między światem online i offline. Ważne jest to, jaka stoi za zachowaniem intencja, czy coś ukrywamy i na co umówiliśmy się z partnerem – tłumaczy.
I natychmiast dodaje:
– Dla jednej pary pewne zachowanie będzie neutralne, dla innej okaże się przekroczeniem granicy.
Ciąg dalszy tekstu poniżej
Zobacz także
Jedno kliknięcie. Serduszko pod zdjęciem. Szybka reakcja na relację. Komentarz napisany późnym wieczorem, kiedy partner już śpi. Media społecznościowe zrobiły z takich drobiazgów codzienność – i dały nam niezliczoną liczbę okazji, żeby skierować uwagę gdzie indziej.
Wystarczy wejść na dowolną grupę dla kobiet czy forum internetowe. Pytają: "Czy to normalne, że on lajkuje jej relacje z plaży?". "Czy przesadzam, że boli mnie, gdy ciągle komentuje zdjęcia byłej?", "Czy powinnam zrobić o to awanturę, czy to ja jestem toksyczna?".
Pod spodem lawina komentarzy. "Dziewczyno, uciekaj, on cię nie szanuje" – pisze jedna internautka. "To tylko serduszko na ekranie, masz kompleksy" – odpowiada druga.
Trudno z tych odpowiedzi wyłuskać coś więcej niż kolejne opinie. A przecież za każdym takim pytaniem kryje się coś konkretnego: gdzie właściwie kończy się niewinne zachowanie, a zaczyna przekraczanie granicy?
Czy takie zachowania jak wysyłanie komuś serduszek, lajkowanie zdjęć na Instagramie, regularne oglądanie czyichś relacji albo częste zaglądanie na profil można uznać za mikrozdradę? Od czego to zależy? Z tymi pytaniami wracam do ekspertki.
– Samo serduszko, lajk czy obejrzenie relacji nie jest zdradą. Gdybyśmy tak do tego podchodzili, każda aktywność w mediach społecznościowych mogłaby stać się powodem do podejrzeń – zaznacza Sylwia Sitkowska.
Ekspertka podkreśla, że klucz leży w głębszych intencjach i częstotliwości takich interakcji:
– Znaczenie ma kontekst: komu wysyłamy te sygnały, jak często, czy próbujemy w ten sposób zwrócić czyjąś uwagę i czy między nami rozwija się flirt.
Zwraca też uwagę na prosty, ale skuteczny sprawdzian szczerości wobec samego siebie i partnera:
– Zapytałabym też, czy potrafilibyśmy swobodnie opowiedzieć o tym partnerowi. Nie robiłabym z pojedynczego lajka dowodu nielojalności, ale nie lekceważyłabym zachowania, które stało się częścią ukrywanej relacji.
Bartek aż się uśmiecha do telefonu, kiedy widzi zdjęcia Ani, swojej byłej dziewczyny. Przestał zostawiać jej lajki, bo obecna partnerka miała o to pretensje. Najpierw się oburzał: "Przesadzasz”", "Jesteś histeryczką". Potem odpuścił. Uznał, że może rzeczywiście lepiej jej nie drażnić.
Tyle że trudno mu było pogodzić się z jednym: nie może już napisać Ani, że świetnie wygląda.
Więc znalazł rozwiązanie: założył drugie konto. Fałszywe. Zdjęcie profilowe wygenerował mu czat. Z tego konta może już pisać, co chce.
I pisze. Ale tylko wtedy, gdy partnerka nie widzi.
Pewnego dnia partnerka sama zauważyła, że Ania ma chyba jakiegoś adoratora. Pokazała Bartkowi profil i zaczęła się nawet cieszyć, że jego była dziewczyna najwyraźniej kogoś poznała.
Bartek nie wyprowadził jej z błędu." No widzisz, może w końcu kogoś ma" – skwitował krótko.
Psycholożka: Problemem przestaje być samo serduszko
Ale czasem nie trzeba zakładać drugiego konta, żeby zachowywać się jak singiel. Wystarczy, że po prostu nie wspomnisz, że w domu ktoś na ciebie czeka.
Wiktor zawsze używał tylko liczby pojedynczej: "W weekend jadę nad jezioro", "Wieczorem mam jeszcze plany", "W przyszłym tygodniu lecę na kilka dni". Ani razu nie powiedział: "jedziemy", "mamy", "u nas", choć z Emilią mieszkał już trzy lata.
Kiedy słyszał od obcych kobiet zalotne "Szkoda, że tacy faceci jak ty są pewnie zajęci", nigdy nie potwierdził.
W mediach społecznościowych nie miał żadnych zdjęć z partnerką. W towarzystwie prawił kobietom komplementy, dopytywał o ich plany, pamiętał drobiazgi, które wcześniej mu opowiadały. Kiedy mówiły o swoich związkach, słuchał uważnie, kiwał głową.
O swoim nie mówił nic. Był łasy na czułe słówka. Nigdy nie przerywał flirtu.
Emilia dowiedziała się o tym wszystkim od kobiety, która była zupełnie zaskoczona jej istnieniem. Wiktor wykrzyczał wtedy, że przecież nie zrobił niczego złego.
Czy mikrozdrada może zagrozić związkowi?
– Tak, mikrozdrada może zagrozić związkowi, zwłaszcza jeśli takie zachowania się powtarzają, są ukrywane albo jedna osoba mówi, że ją ranią, a druga to bagatelizuje – odpowiada wprost psycholożka. – Wtedy problemem przestaje być samo serduszko, a staje się utrata zaufania i poczucie, że nie można otwarcie porozmawiać o tym, co dzieje się między nami.
Ekspertka podkreśla jednak, że taki moment nie musi oznaczać katastrofy, lecz szansę na poukładanie relacji na nowo:
– To nie musi oznaczać końca związku. Może być momentem, w którym para ustali, gdzie przebiegają jej granice i czego każda ze stron potrzebuje, żeby czuć się bezpiecznie.





