Zespół Planet Hell
Ojciec i syn grają w jednym zespole metalowym. mat. zespołu

Co łączy zespoły Demonfeuer i Planet Hell? W obu gra Mikołaj Latacz. Ta pierwsza formacja to jego "główna" grupa, druga to kapela jego... taty. Tak, okazuje się, że ojciec potrafi nauczyć syna grać metal. I wychować młodego wirtuoza.

REKLAMA

Metal niekoniecznie powinien być dziś kojarzony z muzyką młodzieżową. Powoli możemy mówić już o dźwiękach ponadpokoleniowych. Przykładem może być rodzina Lataczów, w której ojciec nie tylko nauczył syna słuchać przesterowanych gitar, ale też na nich grać.

Jak wychować syna na metalowca?

Mikołaja Latacza poznałem na koncercie jego zespołu Demonfeuer. Zaskakiwał pewnością siebie na scenie oraz gitarową wirtuozerią. Pokażcie mi innego 19-latka, który potrafi zagrać gitarowe solo z gitarą trzymaną za głową!

Okazało się, że Mikołaj to syn Przemysława Latacza, lidera zespołu Planet Hell, który od dekady nagrywa bardzo interesujące, złożone albumy metalowe. Mało tego, w tej grupie gra też Mikołaj. Mamy więc interesującą sytuację, w której ojciec zaprosił syna do świata muzyki metalowej. Jak dokładnie wygląda więc wychowanie młodego "metala"? O to zapytałem samego najbardziej zainteresowanego.

– Jak miałem jakieś może 4 lata, rodzice zauważyli, że bardzo interesuję się gitarami ojca i koncertami, które często oglądaliśmy z płyt DVD. Wtedy ojciec kupił mi gitarę wielkości połowy normalnego instrumentu. Gdy już miałem własny sprzęt, tata zabrał mnie na salkę prób jego zespołu The No-Mads, gdzie mogłem pierwszy raz zagrać na wzmacniaczu od ojca – wspominał w rozmowie ze mną Mikołaj.

– Takim momentem "przełomowym" dla mnie był pierwszy koncert, na który poszedłem, festiwal Metalfest w 2013 roku (pamiętam do dzisiaj, nawet mam plakat z tego festiwalu). Wtedy też zobaczyłem na scenie ojca z The No-Mads – dodał.

Okazuje się jednak, że nie tylko tata był tutaj pomocny – także mama Mikołaja przyczyniła się do tego, że sięgnął on i po płyty z przesterowanymi gitarami oraz szybką perkusją, i wreszcie po sam instrument.

– Mając obu rodziców słuchających metalu i działających aktywnie w środowisku muzyki metalowej właściwie od urodzenia miałem do czynienia z mocnymi muzycznymi dźwiękami. Rola moich rodziców w rozpoczęciu mojej przygody z muzyką jest ogromna, ale najważniejsze jest to że nigdy do niczego mnie nie zmuszali, nie próbowali na siłę wpychać mi gitary do rąk albo wysyłać do szkoły muzycznej. Nie starali się na siłę znajdować mi zainteresowań – daje rady rodzicom innych dzieci Mikołaj.

Gitara dla 4-latka

O sprawę postanowiłem zapytać też Przemysława Latacza, weterana polskiej sceny. Okazuje się, że sam odkrył talent syna dość wcześnie. Ten faktycznie miał jako 4-latek otrzymać w prezencie zabawkową gitarę. Sąsiedzi zapewne przeklinają ten moment do dziś!

– Wiesz, plastik, druty udające struny, które aktywowały wgrane elektroniczne solówki, przewiercające ci mózg na wylot – opisuje pierwszy "instrument" syna muzyk Planet Hell. – Planowałem Mikołajowi kupić prawdziwą gitarę, ale jak będzie trochę starszy, ale cóż… Pierwsze co zrobiłem, to wywaliłem baterie z tej zabawki i dałem mu swoją kostkę. Wtedy zauważyłem, że jak markuje grę – bo przecież widział i mnie, i te wszystkie koncerty na DVD, które oglądaliśmy – to prawa ręka pracuje mu idealnie rytmicznie, wręcz wzorowo! Wbrew pozorom u gitarzysty ważniejsza jest prawa ręka niż lewa – tłumaczy laikowi arkana gry Latacz-senior.

Już na następne urodziny Mikołaj otrzymał od ojca "zestaw dla dzieci sygnowany przez Zakka Wylde'a [chodzi o ówczesnego gitarzystę Ozzy'ego Osbourne'a – red] – Epiphone Les Paul Bull's Eye w rozmiarze 1/2 i malutki Marshall na baterie".

– Pokazałem mu podstawy, Zakk został nazwany wujkiem i po kolejnych – już szóstych – urodzinach dzięki Tomkowi [Ochab] z Knock Out Production i managerowi Zakka, który obejrzał covery Black Label Society [zespół Wylde'a] w wykonaniu Mikołaja, spotkaliśmy się z Zakkiem przed koncertem BLS w Krakowie. Myślę, że to spotkanie do dziś dodaje mu skrzydeł! – wspominał teraz po latach dumny ojciec.

Inspiracje młodego muzyka

Do dziś Mikołaj uważa, że jego "największą inspiracją" jest właśnie Zakk Wylde i jego zespół, Black Label Society. Do tego dochodzą grupy Nevermore, Gojira, Opeth czy polski Vader. Młody muzyk jest zdania, że "każda z nich ma w sobie coś wyjątkowego, coś, co inspiruje do stworzenia nowych wyjątkowych dźwięków".

Dalsza część artykułu poniżej.

– Nawet przy tworzeniu muzyki deathmetalowej sięgam do klasyków takich jak Led Zeppelin czy Jimi Hendrix, ponieważ oni z najprostszych dźwięków, praktycznie z niczego potrafili robić niesamowite rzeczy – zapewnia.

Jak jednak jego muzykę ocenia ten, przez którego wszystko się zaczęło? Sam Mikołaj jest zdania, że jego ojciec nie jest surowym krytykiem, ale jednocześnie, gdy prezentuje mu nowe demo Demonfeuer, podpowiada, co można jeszcze na nim poprawić – najczęściej chodzi jednak o brzmienie, sposób grania i ogólną jakość.

Ojciec i syn w jednym zespole, czyli o Planet Hell

Z Demonfeuer Latacz-junior nagrał już debiutancką EP-kę "Demonfeuer" i pełnoprawną, "dużą" płytę "The Fall". Jednocześnie gra u boku ojca w Planet Hell.

– Mikołaj gra w Planet Hell już trzy lata. Chrzest bojowy miał na koncercie, na którym supportowaliśmy Hate [znany polski zespół metalowy – red.], gdzie na dodatek mieliśmy dość poważne problemy sprzętowe – wspomina jego ojciec.

Okazuje się, że początkowo obawiał się, czy granie w jednej grupie z synem to dobry pomysł. – Na początku miałem obawy, że wejście syna w moją enklawę, odskocznię od życia zawodowego i rodzinnego, zaburzy tę równowagę ale tak się nie stało. Na pewno wiele ułatwia talent Mikołaja i wspólne geny. W Planet Hell gra na basie, jego podstawowym instrumentem – opanowanym wirtuozersko – jest gitara, śpiewa, dobrze gra na pianinie, a rewelacyjnie na garach – obecnie w Cry Of The Nile – chwali syna.

– Ta elastyczność Mikołaja jest ogromnym atutem. Wspomaga mnie też wokalnie na koncertach, co zdecydowanie dodaje nam poweru. Nie bez znaczenia jest jego entuzjazm i energia oraz znajomości i klimat w jego grupie wiekowej – podsumował swoją decyzję personalną Przemysław Latacz.

Takich historii na polskiej scenie jest więcej, choć nie wszystkie kończą się sukcesem. Opisywałem już 3 polskie zespoły metalowe, które mogły podbić świat, ale miały ogromnego pecha, a także grupę, która nagrała jedną z najlepszych polskich płyt metalowych i mogła podbić nią Zachód.