
Sięgasz po chleb tostowy, tortillę albo pitę i ufasz temu, co napisano na opakowaniu? Kontrolerzy IJHARS sprawdzili 80 producentów i sklepów. W ponad połowie przypadków coś się nie zgadzało: od mylących nazw po zawartość cukru, tłuszczu i soli inną niż ta z etykiety.
Tortille, pity i pinsy jeszcze kilka lat temu można było dostać jedynie przy zamówieniu w knajpie. Dziś stoją na sklepowych półkach obok zwykłego chleba i bułek. Ten asortyment ma dłuższy termin przydatności niż świeże pieczywo z piekarni, a producentów obowiązują przy nim inne wymagania co do etykiety. Jest to sprytnie wykorzystywane.
Kontrola pieczywa ujawniła błędy w 6 na 10 podmiotów
Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych przyjrzała się bułkom do hot dogów, chlebowi tostowemu, tortillom, pitom i pinsom. Smak, zapach i wygląd nie budziły zastrzeżeń, problem pojawił się przy porównaniu składu z etykietą.
W 31,9 proc. partii wykryto nieprawidłowe "parametry fizykochemiczne". Najczęściej niezgodną z deklaracją zawartość cukrów, tłuszczu, białka i soli. Oznakowanie wypadło jeszcze gorzej: błędy dotyczyły 42,8 proc. wszystkich partii.
Inspektorzy kwestionowali między innymi:
"W związku ze stwierdzonymi nieprawidłowościami zastosowano sankcje przewidziane obowiązującymi przepisami prawa żywnościowego" – poinformowała IJHARS w komunikacie. Podobne wnioski przyniosło sprawdzanie, co naprawdę kryją kurortowe lody. Wcześniej pisaliśmy, że kontrola herbat ujawniła przykrą prawdę o niejednej znanej marce.
Tortilla, pita i pinsa. Z czego powinny się składać?
Wspólnym mianownikiem tych produktów jest obowiązek, by nazwa odpowiadała rzeczywistemu charakterowi wyrobu:
Podobnie jest z określeniami "razowy" i "orkiszowy": pierwsze zarezerwowane jest dla mąki pszennej lub żytniej typu 2000 z przemiału całego ziarna, drugie dla produktów, w których mąka orkiszowa faktycznie dominuje.
Zobacz także
Co musi znaleźć się na etykiecie pieczywa?
Na liście składników wymienia się wszystkie surowce w kolejności malejącej, a składniki złożone, na przykład zakwas, rozbija się na to, z czego się składają. Substancje dodatkowe podaje się z nazwą funkcji i numerem E, na przykład "środek do przetwarzania mąki: kwas askorbinowy". Chleba nie wolno barwić, a jedynym wyjątkiem jest karmel w chlebie słodowym.
QUID to obowiązek podania procentowej zawartości składnika wyeksponowanego w nazwie lub na opakowaniu: w toście z masłem trzeba wskazać, ile tego masła jest w środku. Producent przedłużający trwałość gazami musi dopisać "pakowano w atmosferze ochronnej".
Podobne wymogi dotyczą deklaracji o błonniku. Napis "źródło błonnika pokarmowego" wolno umieścić przy zawartości minimum 3 g na 100 g, a "wysoka zawartość błonnika" wymaga już 6 g. Kontrola pokazała, że część producentów sięgała po takim haśle przy wyniku 4,7 g, wyraźnie poniżej wymogu.
Podobne wątpliwości budzą nazwy w rodzaju "fit" czy "dietetyczny". Dietetyk biorący pod lupę chleb w Biedronce zauważył, same określenia niczego nie gwarantują.






