lodziarnia, lody truskawkowe, karmelowe, straciatella i malinowe
IJHARS wybrał się na kontrole lodziarni. To, co znalazł w ich ofertach może zaskoczyć. Fot. Pexels.com / Abhishek Navlakha

Lato w pełni, a IJHARS nie próżnuje. Po szalenie popularnych w sezonie smażalniach przyszedł czas na lodziarnie. Choć urząd potrafi docenić fantazję sprzedawców mrożonych pyszności, nie akceptuje on sytuacji, w których nazwa nie idzie w parze z tym, co dostajemy w rożku. Niestety, większość skontrolowanych podmiotów ma z oznakowaniem poważny problem.

REKLAMA

Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych ponownie ruszyła w teren. Tydzień temu informowaliśmy o oszustwie metodą "na dorsza", gdzie praca inspektorów wykazała naruszenia w 38 z 50 skontrolowanych lokali. W świecie słodkości jest co prawda lepiej, ale niewiele lepiej.

Kontrole IJHARS dotyczyły przede wszystkim: sposobu przechowywania lodów (chodzi tu o warunki zapewniające jakość i bezpieczeństwo), parametrów fizykochemicznych lodów, ich cech organoleptycznych (np. smaku, zapachu, barwy, konsystencji) i oznakowania.

Na szczęście dla sprzedawców (i konsumentów!) w trakcie kontroli nie wykazano żadnych wad poza wadliwym oznakowaniem.

60 proc. lodziarni kłamie lub ukrywa ważne informacje

Jak czytamy w komunikacie IJHARS "sprawdzono 20 partii lodów. W 12 przypadkach, czyli w 60 proc., zakwestionowano sposób oznakowania". Czego konkretnie dotyczyły nieprawidłowości? Inspektorzy wymieniają przede wszystkim:

  1. brak udostępnienia konsumentom wykazu składników,
  2. prezentowanie w punkcie sprzedaży składu lodów, który nie pokrywa się z dokumentacją i deklaracjami producenta użytych półproduktów,
  3. używanie nazw wprowadzających w błąd i niedostosowanych do rzeczywistego składu, np. określanie lodów jako "czekoladowe", gdy dodano do nich wyłącznie kakao, lub jako "śmietankowe", podczas gdy wyprodukowano je na bazie pełnego mleka w proszku lub komponentu o smaku waniliowo-śmietankowym (zamiast prawdziwej śmietanki),
  4. stosowanie niespójnego nazewnictwa w obrębie jednej placówki, poprzez jednoczesne używanie określeń "śmietankowe" i "o smaku śmietankowym" lub "czekoladowe" i "o smaku czekoladowym",
  5. bezpodstawne nazywanie lodów "rzemieślniczymi", w sytuacjach gdy produkt pochodził z hurtowni lub od podmiotu prowadzącego masową produkcję,
  6. pominięcie informacji o producencie towaru.

Wnioski? IJHARS poleca "przełamać lody"

Urząd zaleca niekierowanie się hasłami takimi jak "naturalne", "tradycyjne" czy "rzemieślnicze". Marketing nie zawsze odzwierciedla rzeczywistą jakość danego deseru.

Dalsza część artykułu poniżej.

Co więcej, wiele lodziarni nie oznacza w prawidłowy sposób alergenów. Te powinny zawsze być wyszczególnione. Część punktów gastronomicznych nie udostępnia klientom składu wafelków, sosów i posypek.

Niektóre lodziarnie stawiają na nader fantazyjne nazwy smaków lodów, takie jak bekonowe, solone smerfowe czy tęczowe. Według IJHARS takie oznaczenie nie wystarczy i należy przy nim zawrzeć dodatkową informację odnoszącą się bezpośrednio do składu produktu.

Mniej oczywistą kwestią jest to, że każdy punkt z lodami musi podawać pełne dane ich producenta. Mowa tu o nazwie firmy lub imieniu i nazwisku. Informacja ta musi być dostępna dla każdego kupującego, nie może być tak, że klient musi pytać o nią obsługę.

Skoro lody, to nieuczciwym lodziarniom zdecydowanie się "nie upiekło". IJHARS skwitował swoje chłodne śledztwo słowami "Wobec stwierdzonych nieprawidłowości zastosowano sankcje przewidziane w obowiązujących przepisach prawa żywnościowego".