
Przez miesiąc układa z dzieckiem klocki, uczy jeździć na rowerze, przynosi ulubione żelki. Potem znika, a w jego miejsce pojawia się ktoś nowy. Dla dorosłego to poszukiwanie szczęścia i próba sklejenia życia po rozwodzie. Dla dziecka – emocjonalny rollercoaster, w którym obcy ludzie stają się bliscy tylko po to, by bez słowa wyparować. – Warto zbadać, jaka niezaspokojona potrzeba dorosłego generuje ten schemat – mówi dr Marta Majorczyk, psycholożka i doradczyni rodzinna.
– Myślałam: powiem jej to prosto w oczy, przecież w przyjaźni można powiedzieć sobie wszystko. Potem: wiem, napiszę do niej list. W końcu poprosiłam o poradę czata: "Jeśli się wtrącisz, to spodziewaj się, że stracisz koleżankę".
Więc Beata się nie wtrąca. Obserwuje tę karuzelę i aż jej wiruje w głowie: pół roku temu był B., trzy miesiące później K. Teraz jest J.
Teraz mam nauczkę
Beata wie, że Aśka tego nie planowała. Z każdym próbuje być "naprawdę" i "na zawsze", ale to nie wychodzi. Aśka jest ostatnią osobą, która ma w głowie zabawę. Ona za każdym razem suknię ślubną wybiera, dom poszerza, żeby dla wszystkich miejsca starczyło, widzi w snach jak idą za rękę: starzy, pomarszczeni, utrudzeni życiem. Potem – pach! – wszystko rozsypuje się na drobne kawałki, a Beata musi pocieszać Aśkę i sklejać ją na nowo.
I pociesza.
Wysłuchuje w słuchawce szlochów, pisze wspierające wiadomości, że żaden nie był jej wart i że na pewno miłość sama do niej przyjdzie. Nie ma w tym ani odrobinki kłamstwa, Beata wie, że Aśka na złote góry zasługuje jak mało kto.
– Ale kto pociesza Stasia i Antoninę, dzieci Aśki? – Beata nie oczekuje odpowiedzi. – Przecież one też się przywiązują do jej partnerów. I to jak! Staś jest jeszcze mały, ledwie do szkoły poszedł. Po jednym takim to dwa lata płakał. Asia to już nastolatka, ale sama świadomość, że mama co chwilę wprowadza nowego partnera do domu, też raczej nie jest dla niej łatwa. Może dlatego coraz więcej nie ma jej w domu, niż jest? Z koleżankami lata całymi dniami.
Raz tylko Beata zapytała ją, dlaczego tak szybko wprowadza kolejnych mężczyzn w życie swoich dzieci. Usłyszała: "Chcę w końcu być szczęśliwa. Dzieci kiedyś dorosną, a ja zostanę sama". I jeszcze uszczypliwe: "Nie każdy lubi tak żyć, jak ty".
Bo Beata przyznaje, że swoje życie osobiste zawiesiła na kołku. Jej córka źle znosiła kolejnych partnerów, a teraz jest jeszcze w trudnym wieku. Beata, jeśli już wyrwie się na randkę, robi to w wielkiej tajemnicy. Poprzedniego partnera córka długo odchorowywała.
– Żałuję, że w ogóle ich ze sobą poznałam – przyznaje. – Teraz mam nauczkę, że trzeba chronić swoje dziecko. Poznać można dopiero wtedy, kiedy jest się z kimś na 100 proc.
Wystarczy jej to, co dzieje się w domu przyjaciółki. Sama gubi się już w rachubach, myli imiona jej partnerów.
– A co dopiero dzieci? Jednego z jej partnerów nauczył synka jeździć na rowerze. To taki ważny moment w życiu każdego dziecka, tego się nie zapomina. Ile tych wujków Staś będzie miał jeszcze w życiu?
Dr Marta Majorczyk, psycholożka, doradczyni rodzinna z Uniwersytetu SWPS mówi wprost, że powtarzający się schemat rozstań mocno odbija się na najmłodszych.
– Dla dziecka brak stabilności jest szkodliwy. Wykształca w nim lękowy wzorzec relacyjny, oparty na przyciąganiu i odpychaniu, co w przyszłości może utrudniać mu budowanie własnych, dojrzałych związków.
Cioci Kasi już nie ma i nie wolno o nią pytać
Wiktoria z kolei liczy ciocie swojej córeczki. Poprzednia miała długie włosy, następna nosiła kolorowe sukienki, a ta teraz jest obcięta na krótko. Między nimi było kilka innych. Sześcioletnia Hania uwielbiała każdą i chciała być taka jak one. Ale one znikały.
– Jak były mąż zaczął spotykać się z kobietą, ucieszyłam się. Ulżyło mi. Bo w pierwszych latach po rozwodzie był jak tykająca bomba: uszczypliwy, wypominający, szukający awantur. Zakochał się i złagodniał. Pomyślałam: Boże, wreszcie.
Wiktoria też po cichu wierzyła, że taka zmiana wyjdzie Hani na dobre. Wreszcie przestanie spędzać całe weekendy z tatą przed telewizorem.
Ale nie wyszło. Cóż, zdarza się. Pierwsza nowa "ciocia" Hani zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Hania płakała, bo robiła jej najładniejsze warkoczyki na świecie.
Potem pojawiła się kolejna. I kolejna.
– Mam wrażenie, że Hania przez to jest zdezorientowana. Najpierw się zapala, dopytuje, czy znowu pójdą na basen z "ciocią Kasią", a potem widzi, że "cioci Kasi" już nie ma i w ogóle nie wolno o nią pytać.
Wścieka się, że dla jej byłego męża nie ma w ogóle etapu próbowania bez dziecka. Od razu jest wspólna sobota w zoo i robione we trójkę niedzielne gofry.
– Nie podoba mi się, ale na to nie ma na to paragrafu. Tylko jak to wytłumaczyć komuś, kto uważa, że co weekend funduje córce nową, wspaniałą przygodę?
Wiktoria zapytała, czy nie mógłby poczekać z przedstawianiem kolejnych partnerek, aż będzie pewien, że to coś poważnego. Odpowiedział " Zazdrość cię zżera"”.
Jak reagują dzieci, które przy każdym kolejnym związku rodzica przeżywają emocjonalną huśtawkę? Z tym pytaniem wracam do psycholożki.
– Dzieci potrzebują stabilności i powtarzalności – mówi dr Marta Majorczyk. – Uczą się przez obserwację. Jeżeli widzą chwiejne relacje, mogą powielać ten model w dorosłości. Dlatego taż ważna jest praca dorosłego nad sobą, a w wielu przypadkach – podjęcie własnej terapii.
Nowy partner mamy albo taty pojawia się w życiu całej rodziny. Co taka zmiana oznacza dla dziecka i jakie emocje może w nim wywołać?
– Proszę pamiętać o jednej rzeczy: kiedy rozpada się związek, zmienia się struktura rodziny. Wszyscy jej członkowie – zarówno osoba, która odchodzi, jak i ta porzucona, a także dzieci – przeżywają proces straty – mówi dr Marta Majorczyk.
Jak tłumaczy ekspertka, osoba porzucona doświadcza tego szczególnie mocno. Z kolei ten, kto odchodzi, zazwyczaj wcześniej rozpoczął proces rozstania, choć dla niego również było to trudne.
– Najtrudniejsza jest jednak sytuacja dziecka, ponieważ traci ono dotychczasowy świat i poczucie dostępności obojga rodziców. Musi poradzić sobie z rozpadem znanego mu systemu, a proces ten może trwać nawet kilka lat – wyjaśnia dr Majorczyk.
Jak dodaje, nie należy zakładać, że młodsze dzieci przeżywają rozpad rodziny mniej intensywnie. One mogą po prostu jeszcze nie w pełni rozumieć to, co się wydarzyło.
– Kiedy dziecko rośnie i wchodzi w nowe środowiska, zaczyna porównywać swój dom z innymi. Zauważa różnice i musi to emocjonalnie przepracować – mówi psycholożka. – Stratę przeżywa także nastolatek czy dorosłe dziecko, choć okazuje to inaczej, bo dysponują już większymi kompetencjami i strategiami.
Ciąg dalszy tekstu poniżej
Zobacz także
Marta Majorczyk podkreśla, że rodzic, który po rozstaniu chce na nowo ułożyć sobie życie – niezależnie od tego, czy odszedł, czy został z dzieckiem – ma do tego pełne prawo. Pojawienie się nowego partnera często wywołuje jednak u dziecka trudne emocje.
– Przede wszystkim pojawia się zazdrość i poczucie zagrożenia. Nowa osoba zabiera uwagę, czas i przestrzeń rodzica, a czasami dziecko ma wrażenie, że traci również jego miłość – tłumaczy ekspertka.
Jak mówi dalej, w takiej sytuacji dziecko może reagować wrogością, ignorować nową osobę lub otwarcie się buntować.
– U najmłodszych częstą reakcją bywa płacz na widok nowego partnera. Dodatkowo dziecko może czuć, że akceptując tę osobę, okazuje nielojalność wobec drugiego rodzica. Jeśli jednak mama lub tata rozumieją te emocje i nie wywierają presji, z czasem może pojawić się akceptacja, a nawet ciekawość.
– To w końcu ktoś, kto wnosi nową energię i pomysły. Przy łagodnym, ciepłym podejściu można z powodzeniem zbudować pozytywną relację – dodaje dr Majorczyk.
Trzeba to przepracować
Marcelina wymyśliła sobie tak: dla nastoletnich dzieci jest mamą, która po trudnym rozwodzie myśli tylko o pracy i domu. Dla Marka – kobietą, z którą można śmiać się do rana w hotelowym pokoju. Woli żyć w podwójnej rzeczywistości, niż martwić się, jak dzieci przyjmą kogoś nowego.
Marka zapisała w telefonie jako "Monikę". Kiedy dzieci są u ojca, staje się jego partnerką. Spotykają się gdzieś w połowie drogi. Nikt ich razem nie zobaczy, bo Marek mieszka w innym mieście.
– Wolę to, niż znowu tłumaczyć dzieciom, kim jest mężczyzna, który pojawił się w moim życiu. Już raz przechodziłyśmy przez rozwód i wiem, ile je to kosztowało. Nie chcę, żeby przywiązały się do Marka, a potem musiały przeżywać kolejne rozstanie. Więc kiedy dzieci są u ojca, mam swoje życie. Kiedy wracają, znowu jestem tylko mamą.
Dlaczego jedni rodzice od razu mówią dziecku o nowym partnerze, a inni zwlekają?
– Część rodziców uważa, że nie należy niczego ukrywać. Znają swoje dzieci i uznają, że najlepiej powiedzieć im wprost o nowej relacji, stopniowo tłumacząc zachodzące zmiany – mówi dr Marta Majorczyk.
Inni rodzice uznają z kolei, że skoro dziecku trudno jest zaakceptować samo rozstanie, nie będą dodatkowo zmuszać go do kontaktu z nowym partnerem.
– Czasami sami nie są pewni trwałości tej relacji – wyjaśnia psycholożka. – Zależy to także od wcześniejszych doświadczeń. Jeśli rodzic został skrzywdzony lub oszukany, wolą najpierw upewnić się co do intencji nowego partnera, zanim włączą go w życie dziecka. W ten sposób próbują je chronić.
A co ma zrobić matka, która lata po rozwodzie chce w końcu ułożyć sobie życie, być szczęśliwa, ale dziecko jej na to nie pozwala? Ma je okłamywać, ukrywać przed nim nową relację?
– W tej sytuacji kluczowa jest szczera rozmowa, a w razie potrzeby- konsultacje ze specjalistą, który pomoże obu stronom nazwać i zrozumieć swoje potrzeby – radzi dr Marta Majorczyk.
Jak tłumaczy, dziecko może nie dostrzegać prawa rodzica do własnego szczęścia, a rodzic może nie rozumieć, skąd bierze się opór ze strony syna czy córki.
– Za takim oporem zawsze kryje się lęk lub niezaspokojona potrzeba. Wspólna rozmowa ze specjalistą może pomóc tę trudność rozwiązać.
Co w sytuacji, kiedy rodzic kompulsywnie wchodzi w kolejne związki, bardzo pragnie miłości, ale te relacje wciąż się rozpadają? Dzieci przywiązują się do kolejnych partnerów, a potem oni znikają.
Marta Majorczyk
psycholożka, doradczyni rodzinna
Problem nie kończy się na w dzieciństwie. Okazuje się, że temat nowych partnerów rodziców wciąż budzi emocje także u dorosłych już dzieci. Pod postami w mediach społecznościowych 30- i 40-latkowie wracają do własnych doświadczeń i opowiadają o tym, jak przeżywali kolejne związki swoich mate ojców.
Wśród wielu komentarzy wyjątkowo mocno wybrzmiewa ten z Facebooka:
"Nienawidziłam i nienawidzę do dzisiaj męża mojej matki, a mam już czterdzieści lat. Zabrał mi ją (jej uwagę) w najważniejszych momentach mojego życia. Ona w fazie zakochania, a ja potrzebująca uwagi. (..) Nigdy nie stawiaj partnera nad dziecko. To tylko parę lat, nim wyfrunie, a resztę życia i tak masz dla siebie i partnera".




