
Todd Rundgren, piosenkarz, autor tekstów i producent stojący za takimi przebojami jak "Hello It’s Me" i "I Saw the Light", skrytykował Taylor Swift, twierdząc, że jest ona "uosobieniem przeciętności" i zarzucając jej, że "zrujnowała muzykę". Ma rację? Nie bardzo.
Taylor Swift od lat budzi kontrowersje. Cieszy się ogromną popularnością, mogąc rywalizować na tym polu z największymi gwiazdami rocka i popu. Jednocześnie bywa krytykowana za, zdaniem niektórych, płytkie teksty i nieszczególnie imponujące umiejętności wokalne. Czy obwinianie ją jednak o doprowadzenie do upadku muzyki to już nie krok za daleko?
Taylor Swift to uosobienie przeciętności? Tak twierdzi Todd Rundgren
Kolejną osobą, która wyraziła swoją niechęć do piosenkarki, jest Todd Rundgren. W rozmowie z serwisem Vulture 78-letni amerykański muzyk powiedział, że w jego oczach "Taylor Swift to uosobienie przeciętności".
Zaczęło się od tego, że Rundgrena zapytano, kogo wziąłby na celownik, gdyby miał wyprodukować album będący parodią współczesnego artysty. Było to nawiązanie do jego słów sprzed lat o płycie "Bat Out of Hell" Meat Loafa, którą produkował – stwierdził wtedy, że nie obchodzi go, czy ta odniesie sukces, gdyż przy jej produkcji chciał jedynie zakpić z Bruce'a Springsteena. Rundgren teraz chętnie zaatakowałby Taylor Swift, która, jak stwierdził, "zrujnowała muzykę".
Jak to możliwe, że jedna wokalistka zniszczyła jedną z tak ważnych dziedzin działalności człowieka? Twórca tej dość szokującej tezy wytłumaczył, że chodziło jednak nie tyle o nią, a o cynizm osób, które za nią stoją.
– W latach 90. chłopcy przestali wydawać pieniądze na muzykę, a zaczęli na gry wideo, co postawiło rynek muzyczny przed pytaniem: 'Co teraz?'. Wtedy stwierdzono: 'Cóż, mamy mnóstwo młodych dziewczyn, które też dysponują kieszonkowym' – powiedział. – 'Dlaczego by nie zacząć tworzyć muzyki dla młodych dziewczyn zamiast dla Pearl Jam czy tym podobnych wykonawców?' – relacjonował chyba jakieś tajne spotkanie szefów dużych wytwórni płytowych. Dodał, że żyjemy w "erze artystek".
Dalsza część tekstu poniżej.
Zobacz także
Dane przeczą temu, co mówi Rundgren
Sama Swift faktycznie stała się światowym fenomenem. Sam tylko album "The Life of a Showgirl: The Encore" pozwolił jej ustanowić ostatnio aż dwa rekordy na platformie Spotify: utwór "Patient Zero" osiągnął najlepszy wynik pod względem liczby odtworzeń w ciągu jednego dnia w bieżącym roku wśród artystek, a sama Swift zanotowała najwyższą dzienną liczbę odtworzeń spośród wszystkich wykonawczyń w 2026 roku.
To nie koniec jej sukcesów. Bije też rekordy na rynku koncertowym. Przykład? W 2024 r. dała w Warszawie trzy występy na Stadionie Narodowym. I tu pojawia się pierwsze "ale". W tym samym sezonie w naszym kraju niemal taki sam sukces osiągnęła Metallica (wyprzedała ten sam obiekt dwa razy), w tym roku zrobiła to metalowa grupa System of a Down. Swift nie jest więc aż takim fenomenem, choć The Eras Tour jest najbardziej dochodową trasą koncertową w historii z przychodem około 2,2 miliarda dolarów.
Spójrzmy teraz na sprzedaż płyt. W XXI w. – jak wynika z danych Chart Masters – najlepiej sprzedawały się albumy Adele ("21"), Lady Gagi ("The Fame"), Taylor Swift ("1989"), Eminema ("The Eminem Show"), Linkin Park ("Hybrid Theory") czy Eda Sheerana ("Divine"). Na dalszych miejscach znajdują się m.in. Norah Jones, zespół Evanescence czy Rihanna. Jasne, w zestawieniu powraca jeszcze Swift (m.in. album "Red"), ale teza, zgodnie z którą "tylko dziewczyny kupują teraz płyty, bo chłopcy wolą gry" brzmi naiwnie.
Nie, Swift nie zniszczyła muzyki
Jasne, Swift można krytykować za mało skomplikowaną muzykę. Wokalnie też nie ma startu do Tori Amos, Kate Bush czy nawet Madonny (która w pełni pokazała swój talent na albumie "Ray of Light"). Tyle że to piosenkarka pop. Jej utwory muszą być "wciśnięte" w pewien schemat (choć żeby zrozumieć fenomen Swift, warto zajrzeć głębiej w dyskografię Amerykanki, a nie zatrzymywać się na średnich singlach). I dziwi to, że tak doświadczony muzyk jak Rundgren tego nie zauważa.
Nie, Taylor Swift nie zniszczyła muzyki. Nie jest wybitną wokalistką, a już tym bardziej artystką, która przeciera jakieś nowe szlaki. To po prostu bardzo popularna obecnie wokalistka. Jeżeli ktoś nie rozumie jej fenomenu (jak ja), może powinien szukać emocji w muzyce gdzie indziej, a nie doszukiwać się w jej karierze wątków rzekomych teorii spiskowych.




