kolaż z Grace Marks i Lizzie Borden
"Potwór: Historia Lizzie Borden" nie wyszedł, ale jest alternatywa Fot. Kadry z "Grace i Grace" oraz "Potwora: Historii Lizzie Borden" // montaż: naTemat

"Potwór: Historia Lizzie Borden" zawiódł widzów i rozsierdził krytyków. Opowieść true crime o młodej dziewczynie oskarżonej o morderstwo rodziców miała wszystko, żeby stać się wciągającą historią, ale Netflix poległ na całej linii. Na całe szczęście ma w swojej bibliotece podobną opowieść, która wyszła o niebo lepiej. Znakomita "Grace i Grace" jest tym, czym "Lizzie Borden" chciałaby być.

REKLAMA

"Potwór: Historia Lizzie Borden" to czwarta odsłona netfliksowej antologii Ryana Murphy'ego i Iana Brennana. Po Jeffreyu Dahmerze, braciach Menendezach i Edzie Geinie twórcy tym razem sięgają po historię Lizzie Borden, kobiety oskarżonej o zamordowanie siekierą swojego ojca Andrew i macochy Abby w 1892 roku. Lizzie została ostatecznie uniewinniona, a do dziś nie ma pewności, czy rzeczywiście popełniła tę zbrodnię.

Twórcy wcale nie opowiadają jednak tej historii jako rzetelnego true crime. "Potwór" od początku lubił mieszać fakty z fikcją, ale w tym sezonie robi to na potęgę. Widzowie zarzucają hitowi Netfliksa bajdurzenie – tylko 34 proc. ich ocen na Rotten Tomatoes jest pozytywnych, co mówi samo za siebie. Ocena krytyków to zaledwie 38 proc., co zresztą dobrze pasuje do tego, co widzimy na ekranie: serial o "Lizzie Borden" jest chaotyczny i po prostu słaby.

"Ella Beatty, Sarah Paulson i Rebecca Hall są uwięzione w nieudanej, pozbawionej pomysłu nowej odsłonie 'Potwora', która nie potrafi powiedzieć o historii Lizzie Borden niczego ciekawego" – ocenia jeden z krytyków. Mimo to produkcja pozostaje wielkim globalnym (i polskim) hitem.

Jeśli jednak chcecie obejrzeć naprawdę dobry serial kostiumowy o młodej kobiecie oskarżonej w XIX wieku o morderstwo, na Netfliksie czeka coś znacznie lepszego. To miniserial z 2017 roku, ale starzeje się jak wino.

"Grace i Grace" pokazuje jak powinien wyglądać "Potwór: Historia Lizzie Borden"

"Grace i Grace", ekranizacja powieści Margaret Atwood, autorki "Opowieści podręcznej", bierze na warsztat prawdziwą historię z 1843 roku. Grace Marks, młoda irlandzka służąca, została oskarżona o udział w morderstwie swojego pracodawcy Thomasa Kinneara i jego gospodyni Nancy Montgomery (którą gra laureatka Oscara Anna Paquin). Serial nie jest jednak kolejną prostą historią true crime, w której od początku wiemy, kto jest winny. Twórczynie Sarah Polley i Mary Harron robią coś znacznie ciekawszego.

Grace, znakomicie zagrana przez Sarah Gadon (znaną m.in. z inspirowanej prawdziwą historią "Belle"), opowiada swoją wersję wydarzeń doktorowi Simonowi Jordanowi (Edward Holcroft), który próbuje dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się w domu Kinneara. Ma też ustalić, czy młoda służąca jest chora psychicznie, czy może doskonale wie, co robi i świadomie manipuluje wszystkimi wokół. Wraz z kolejnymi odcinkami coraz trudniej połapać się w tym, co jest prawdą, a co tylko kolejną opowieścią Grace. Kim tak naprawdę jest ta kobieta?

Oglądając kanadyjski miniserial, zmieniamy zdanie o bohaterce dosłownie co chwila. Czy była ofiarą? Czy była szalona? A może opętana? Od początku doskonale wiedziała, jak rozegrać wszystkich wokół? A może po prostu w XIX-wiecznym świecie, który nie dawał kobietom (w dodatku imigrantkom z niższych warstw społecznych) żadnej sprawczości, zbrodnia i udawanie szaleństwa były jedynym dostępnym językiem buntu? Ta nieoczywistość to w dużej mierze zasługa Sarah Gadon. Aktorka potrafi w jednej chwili wyglądać jak przestraszona, niewinna dziewczyna, a chwilę później jak mistrzyni manipulacji.

Rewelacyjny serial Netfliksa ma znacznie więcej do zaoferowania niż samą zagadkę kryminalną. To inteligentna i bezlitosna analiza tego, jak społeczeństwo konstruowało i wciąż konstruuje "prawdę" o kobietach, co jest zresztą charakterystyczne dla twórczości Margaret Atwood. Nie oszczędza też XIX-wiecznych nierówności społecznych i skupia się na ciężarze traumy. "Grace i Grace" nie jest true crime, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni – to historyczny thriller psychologiczny, który robi z mózgu sieczkę. Nie daje prostych odpowiedzi, jest ciężki, niepokojący i momentami psychodeliczny.

Dalsza część artykułu poniżej.

Serialowa perełka, z której twórcy "Potwora" powinni brać przykład

"Grace i Grace" zachwyciła krytyków, a i większość widzów była pod wrażeniem – nie brakowało nawet określeń "arcydzieło" i "najlepszy miniserial". Na Rotten Tomatoes ma aż 99 proc. pozytywnych ocen od krytyków oraz 88 proc. od widzów. Hillary Kelly napisała w swojej recenzji w "Vulture": "'Grace i Grace' przedstawia bohaterkę, która wydaje się jeszcze bardziej poruszająca i aktualna. 'Oczywiście system jest ustawiony przeciwko nam' – mówi Grace. 'Więc nie próbuj go obalać. Wykorzystaj go na własną korzyść'".

Sophie Gilbert z "The Atlantic" oceniła, że "to niepokojąca, wciągająca i niezwykle trafna produkcja telewizyjna", a Brian Welk z "TheWrap" zauważył, że "'Grace i Grace' potrafi być zarówno lekką i przyjemną historią, jak i wnikliwym, surrealistycznym oraz melodramatycznym studium bohaterki". "To pięknie zrealizowany serial. Każdy jego szczegół ma znaczenie w sposób, który rzadko zdarza się dziś w telewizji, szczególnie na platformach streamingowych. Co więcej, to opowieść o kobietach stworzona przez kobiety" – recenzowała Karen Han w "The Daily Beast".

Sześcioodcinkowa "Grace i Grace" na Netfliksie niby opowiada podobną historię co "Potwór: Historia Lizzie Borden", ale jest głębokim, dojrzałym i świetnie napisanym studium psychologicznym. Robi dokładnie to, co antologii Brennana i Murphy'ego zupełnie nie wyszło. Nie pomogła nawet próba stworzenia uniwersalnej historii o kobiecej wściekłości (female rage), która skończyła się wrzuceniem do jednego serialu jeszcze dwóch seryjnych morderczyń: Aileen Wuornos i... Elżbiety Batory. Efekt? Zupełnie odwrotny od zamierzonego.