Książulo, Zielona Góra
Księżulo wywołał burzę swoim filmem z Zielonej Góry. Fot. YouTube / Książulo

Książulo wywołał niezłą burzę swoim filmem z Winobrania w Zielonej Górze. Po jego materiale lokali producenci i politycy PSL zorganizowali nawet konferencję, na której mieli wiele do zarzucenia youtuberowi. Teraz sam zainteresowany opowiedział im w kolejnym wideo i rzucił wyzwanie.

REKLAMA

Książulo swoimi wizytami na jarmarkach wywołał już nie raz niezłe zamieszanie. Tak było między innymi kilka tygodni temu na Jarmarku Dominikańskim, gdzie poziom żartu sięgnął bruku – oceniała w naTemat Klaudia Zawistowska. Nie ma się jednak co dziwić, że wideo youtubera wywołują tak duże poruszenie, w końcu twórca ma naprawdę ogromną liczbę odbiorców. Subskrybuje go na YouTube ponad 2,4 mln użytkowników. A poszczególne filmy mają po 1,5–4 mln odsłon.

Książulo w Zielonej Górze był zażenowany

Ostatnio Książulo wybrał się na Winobranie, zorganizowane w formule jarmarku w Zielonej Górze. Był wyraźnie rozczarowany tym, co zastał na niektórych stoiskach. Była między innymi naprawdę słabo wyglądająca i spalona od spodu zapiekanka za 40 zł. Z grilla Książulo spróbował kiełbasy, szaszłyka, karkówki, do tego dobrał kajzerkę i ogórka kiszonego, a za wszystko zapłacił 160 zł. Wtop na jarmarku zielonogórskim było jednak o wiele więcej.

Po tym, jak filmik poniósł się w sieci, w mieście zorganizowano konferencję prasową z udziałem lokalnych producentów oraz przedstawicieli PSL. Jej uczestnicy przekonywali, że sposób przedstawienia Winobrania przez Książula był krzywdzący dla producentów regionalnych i nie pokazywał pełnego charakteru wydarzenia.

Książulo odpowiada na zarzuty z konferencji w Zielonej Górze

29 września na Instagramie Książula pojawiło się nowe wideo. To jego odpowiedź na zarzuty uczestników wspomnianej konferencji. Na wstępie ponownie odniósł się do jakości jedzenia, które próbował podczas Winobrania.

– Spalona zapiekanka za 40 zł, stoisko z obrzydliwym grillem i obsługą, która nie wydaje paragonu i sprzedaje podejrzane wyroby w kosmicznych cenach, no i wisienka na torcie w postaci radnego, ale to już zostawmy na inny temat – wymieniał, po czym przytoczył słowa innego radnego.

– Chcielibyśmy, żeby w strefie wina byli lubuscy producenci ze swoimi produktami, a jeżeli będzie ktoś chciał spieczoną zapiekankę, to te strefy komercyjne są na każdym jarmarku – mówił Arkadiusz Dąbrowski. – Wariacie, przypieczona? Przypieczona może być na złoto, a nie k***a na czarno – reagował zażenowany Książulo.

Youtuber przytoczył też wypowiedź Magdaleny Dec, przewodniczącej Rady Lubuskiego Centrum Produktu Regionalnego. – W ten sposób nie możemy pokazywać produktu regionalnego, bo to jest wielki błąd. Uważam, że jest to nieznajomość tematu. Nie takie winobranie jest, jakie zostało przedstawione – oceniła Dec. – Ja tego nie rozumiem, to jest moja wina w takim razie – odbijał piłeczkę Książulo.

Książulo odpiera zarzuty: Lokalni wystawcy sami wrzucili się do jednego worka z komercyjnymi

Po chwili wyjaśnił, dlaczego tak naprawdę nie pokazał większej liczby stoisk z regionalnymi produktami. Zaznaczył przy tym, że widział tam zaledwie tylko kilka wystawców regionalnych. – Widziałem jakieś stoisko z kabanosami i wędlinami. Ominąłem je, bo wolałem zjeść coś na ciepło. Widzieliśmy też stoisko z serami, do którego poszliśmy. Oprócz tych dwóch stoisk nie pamiętam nic więcej regionalnego – przyznał.

Influencer odniósł się również do argumentu, że w swoim materiale wrzucił do jednego worka lokalnych producentów oraz wystawców oferujących komercyjne jedzenie. – Proponuję za rok dołączyć wystawcom banery: "Nie kupuj tutaj, bo to jest stoisko komercyjne. Idź, zobacz, gdzie mamy regionalne sery". Jeśli lokalni wystawcy czują się wrzuceni do jednego worka z nimi, to sami się do niego wrzucili, bo biorą udział w tym samym wydarzeniu – ripostował.

Na koniec zapowiedział, że zajrzy na jarmark do Zielonej Góry za rok, aby zobaczyć, czy w tej kwestii coś się zmieni, czy będzie więcej stoisk regionalnych.