Książulo z rzekomym zakazem do hotelu Gołębiewski w Pobierowie po wybuchu medialnej afery
Zakończenie głośnej sprawy Książula z dużą siecią luksusowych hoteli Gołębiewski Fot. Zrzut ekranu / YouTube / KSIĄŻULO

Finał głośnej afery z Książulem i nowym hotelem Gołębiewski w Pobierowie. Czy po opublikowaniu krytycznego nagrania słynny youtuber faktycznie dostał zakaz wstępu do obiektów popularnej sieci? Sprawa przybrała bardzo nieoczekiwany i momentami wręcz komiczny obrót.

REKLAMA

Otwarciu potężnego kompleksu wypoczynkowego w Pobierowie towarzyszyły od samego początku skrajne emocje. Moloch mierzący 13 pięter i mający 1240 pokoi zyskał miano największej inwestycji tego typu na rodzimym wybrzeżu.

Miejscowi rozprawiali się o jego luksusowym wykończeniu, bardzo wysokich cenach za nocleg oraz silnej ingerencji w nadmorski naturalny krajobraz. Ośrodek od razu przyciągnął uwagę wielu internetowych twórców, chętnych do zweryfikowania standardów zamożnego giganta.

Koszmarna noc Książula w hotelu Gołębiewski. Upał i brudna woda

Szymon Nyczke, znany szerzej jako Książulo, postanowił zbadać jakość usług ośrodka krótko po jego hucznym otwarciu. Twórca zapłacił blisko 5 tys. zł za noc w Gołębiewskim, konkretnie za jedną dobę w apartamencie ze śniadaniem i obiadokolacją. Na miejscu spotkało go jednak ogromne rozczarowanie, ponieważ m.in. w wynajętym lokum zawiodła nowa klimatyzacja.

Termometr natychmiast wskazał temperaturę znacznie przekraczającą 32 stopnie Celsjusza. Z hotelowego kranu z kolei popłynęła brudna wodna. Zgłoszenie usterek na główną recepcję stanowiło też wyzwanie z uwagi na permanentnie zajęte linie.

Pracownicy ogromnego obiektu nie przenieśli youtubera do innego pomieszczenia, tłumacząc to globalną awarią wewnętrznej instalacji. Zmęczony influencer ostatecznie opuścił hotel i odzyskał zainwestowane pieniądze.

Odpowiedź hotelu i nagonka na Pobierowo

Hotel Gołębiewski zareagował na film Książula. Zarząd wydał oficjalne oświadczenie wyrażające szczere ubolewanie z powodu organizacyjnych wpadek. Podkreślił, że wcześniejsze rutynowe testy niczego wadliwego nie wykazały, a przedstawiciele znanej sieci zażądali szybkich i wyczerpujących wyjaśnień od swojego dostawcy sprzętu.

Tymczasem mieszkańcy w rozmowie z naTemat.pl stanowczo bronili świeżej inwestycji, wyraźnie sugerując istnienie krzywdzącej i napędzanej nagonki na hotel Gołębiewski. Urzędujący sołtys przypomniał opinii publicznej, że gigant operuje od niedawna i siłą rzeczy musiał zmierzyć się z falą ekstremalnych czerwcowych upałów.

Zresztą wystarczyło rzucić okiem na hotelowy parking, na którym obłożenie już na starcie sezonu sięgało 90 proc. Miejscowi przedsiębiorcy podeszli do całej afery ze sporym dystansem. Jako doświadczeni hotelarze doskonale wiedzieli, że zgranie tak ogromnej, nowej ekipy pracowników po prostu musi wiązać się z drobnymi wpadkami.

Tajny zakaz i ostatni zjazd na Cebuli

Niedługo po wybuchu afery Książulo otrzymał od jednego z pracowników rzekome wewnętrzne pismo sieci Hotel Gołębiewski. Dokument zakładał wpisanie twórcy oraz jego ekipy na listę osób "niemile widzianych" od 7 lipca 2026 roku.

Zakaz miał objąć noclegi, punkty gastronomiczne oraz popularne parki wodne Tropikana. Powodem wdrożenia nowych procedur dla gości VIP była chęć uniknięcia kolejnych wizerunkowych kryzysów.

Youtuber postanowił od razu sprawdzić autentyczność przecieku i zadzwonił na recepcję, próbując zarezerwować pokój. Odpowiedź obsługi potwierdziła przypuszczenia. "Szanowny panie, zgodnie z decyzją hotelu nie możemy przyjąć pana rezerwacji ani świadczyć usług hotelowych. Decyzja ta wynika z wcześniejszego naruszenia zasad obowiązujących na terenie hotelu" – usłyszał w słuchawce Książulo.

Przed oficjalnym wejściem zakazu w życie internetowy twórca wyruszył do Mikołajek. "Ja jako fan zjeżdżalni Cebula, która jest zawsze w hotelu Gołębiewski w każdym, w którym jest Tropikana (...) chcę dziś jeszcze przed tym, jak zakaz wejdzie w życie siódmego, ostatni raz z niej zjechać" – tłumaczył przed kamerą.

Na miejscu nastąpił jednak totalny zwrot akcji, ponieważ obsługa aquaparku kompletnie nic nie wiedziała o nowych obostrzeniach i wpuściła youtubera bez problemu. Chwilę później Książulo spotkał lokalną dyrektor oraz... głównego właściciela sieci, Jarosława Gołębiewskiego. Szefostwo stanowczo zaprzeczyło istnieniu jakiejkolwiek czarnej listy, sugerując wręcz celowy sabotaż.

Twórca podsumował całe zamieszanie, zdecydowanie broniąc swoich intencji. "To nie było, nie wiem, pojechanie tam, podkładanie włosów do jedzenia. (...) My pokazaliśmy, że nie działa klima, która nie działała. Pokazaliśmy to, czy nam smakowała krewetka, czy nie. (...) My nigdy nie mówimy czegoś pod film, pod kamerę" – wyjaśnił.

Zaskakujący finał afery na recepcji

Finałem całego nieporozumienia okazał się ponowny telefon do tej samej recepcji, która wcześniej stanowczo odmówiła rezerwacji. Pracownica błyskawicznie rozpoznała po głosie dzwoniącego youtubera i wycofała się ze swoich poprzednich deklaracji.

Kobieta poinformowała, że rzekomy zakaz już nie obowiązuje, a twórca może swobodnie wynajmować pokoje w obiektach sieci. Zaskoczony, ale wyraźnie rozbawiony Książulo przyjął to z z ulgą, odpowiadając jedynie, że jeszcze przemyśli ewentualny przyjazd do nadmorskiego hotelu.

Pod filmem youtubera zaroiło się od komentarzy. Jedni piszą o "samozaoraniu hotelu", inni sugerują, że pracownicy odpowiedzialni za markieting i PR w Gołębiewskim powinni ponieść konsekwencje. "Złamałeś zasady regulaminu, który nie istniał" – brzmi jeden z komentarzy. Kolejni zwracają uwagę na porażkę hotelowej komunikacji, a jeszcze inni napisali, że po obejrzeniu kolejnej odsłony afery odwołują rezerwacje.