Książulo z wujowskimi żartami na jarmarku w Gdańsku
Książulo zrobił materiał z Jarmarku Dominikańskiego w Gdańsku. Jeden fragment wolałabym odzobaczyć Fot. Książulo/Facebook/Konoplytska/Shutterstock

15 lipca ruszył 766. Jarmark św. Dominika w Gdańsku. Dla miasta to najważniejsze wydarzenie lata, które przyciąga ogromne liczby turystów. W tym roku pojawił się tam także Książulo, który swoim zwyczajem zaczął testować jedzenie. Ale naprawdę, na kebabach mógł poprzestać, bo idzie to w złym kierunku.

REKLAMA

Książulo na przestrzeni lat stał się ikoną i poniekąd wyrocznią w kwestii kulinariów w Polsce. Ostatnio wziął się również za recenzowanie hoteli. Wszędzie tam, gdzie zje i powie, że było smacznie, lada moment ustawiają się ogromne kolejki. Za napędzanie małych biznesów czy nawet ocenianie ulicznego jedzenia naprawdę można mu kibicować. Ale wujowskie śmieszki z regionalnej potrawy w Gdańsku były co najmniej niesmaczne.

Ruchanki z fjutem wielkim przebojem kolejnego jarmarku

Już zimą o jarmarku bożonarodzeniowym w Gdańsku było głośno za sprawą serwowanych tam ruchanek z fjutem. Jak widać, potrawa ta na tyle przypadła do gustu odwiedzającym, że stanowisko z nią pojawiło się także na Jarmarku Dominikańskim. Tym razem lokalny przysmak wpadł także w ręce Książula.

Jego test zaczął się dość niewinnie. Ot, szybki kęs czy dwa, informacja, że danie kosztuje 21 zł, jest chrupkie i podobne do pączka. Pojawiła się nawet informacja, że fjut, czyli słodka polewa, robiona jest z buraka. Chwilę później zaczęło się już nakręcanie żenująco niskiej spirali śmiechu. "Kawał fjuta", "czasami bym się na takiego fjuta skusił", "stoi tu mnóstwo dzieci i słucha, co gadam, a ja mam po prostu fjuta w gębie" – zaczęły się kolejne seksistowskie żarty. Co najgorsze, w komentarzach podłączyło się do tego nawet miasto.

I właśnie w tym jest problem. Książulo bez doświadczenia, bez wiedzy i umiejętności został kulinarną wyrocznią. Jego oceny potrafią zresztą zaboleć, co pokazała choćby afera Książulo kontra "Wędliny z Jedliny". Dla wielu młodych obserwatorów jest po prostu idolem i kimś, kogo chcą naśladować, a o tym, jak youtuberzy manipulują twoimi dziećmi, mówi się dziś przy okazji kolejnych afer. Szkoda tylko, że jego materiały tak często nie zawierają po prostu nic merytorycznego albo – tak jak w tym przypadku – są wręcz krzywdzącym utrwalaniem stereotypów.

Zamiast "hehe fjut" można sięgnąć po historię. Choć może lepiej, że Książulo tego nie zrobił

Zamiast żarcików o wiadomym podtekście rodem z zakrapianego wesela, Książulo mógł pójść o krok dalej i po prostu opowiedzieć ludziom o tej nietypowej pozycji z Jarmarku św. Dominika. Bo uwaga – nie jest to zabieg czysto marketingowy, a nazwy dwóch regionalnych pozycji.

Ruchanki to danie z woj. pomorskiego. Jest to nic innego jak smażone ciasto drożdżowe, które naszym babkom zostawało po przygotowaniu chleba. Skąd taka nazwa? Pochodzi ona od słowa "wyruchane", czyli dobrze wyrobione, wyrośnięte. Może lepiej, że Książulo nie sięgnął po tę wiedzę, bo dopiero miałby powód do żartowania.

Fjut to natomiast tańszy zamiennik miodu. Efekt pracy pszczół przez większość historii ludzkości był towarem luksusowym zarezerwowanym dla nielicznych. Robiony z buraka cukrowego fjut był natomiast znacznie tańszy, a dawał miły, słodki posmak polewanym nim daniom. Jego nazwa wywodzi się natomiast od ciągnącej się konsystencji, a samo danie jest bardzo popularne w woj. kujawsko-pomorskim.

I naprawdę szkoda, że w materiale Książula zamiast tej ciekawej historii dostaliśmy jedynie porcję niskich lotów żarcików. Dodatkowo to nie pierwszy raz, kiedy ten domorosły krytyk kulinarny wykazuje się niewiedzą, albo po prostu po nią nie sięga. Niedawno włoska kucharka tłumaczyła mu, na czym polega różnica między sosem bolońskim a ragù. I ze względu na ten jednak niski poziom merytoryczny u Książula zdecydowanie bardziej polecam kanał pana Makłowicza. Tam też jest wesoło, a i ciekawostek można wyciągnąć bardzo wiele.