Dorosłe dziecko żąda przeprosin od sędziwego rodzica
60-latka wypominająca złe dzieciństwo 80-letniej matce? Zjawisko częstsze niż się wydaje. Fot. naTemat.pl / Canva Elements

"A pamiętasz, jak miałem trzy latka i postawiłaś mnie do kąta?”, "Ja miałam pięć, jak zamknęłaś mnie w ciemnym pokoju. Bałam się wtedy. Kojarzysz?". Tylko że ona nie pamięta. Trzęsą jej się ręce. Jak chodzi po domu, musi się o coś podpierać. Posikuje w pampersy. A oni wciąż wypominają matce to, co zrobiła przed laty.

REKLAMA

Matce albo ojcu. On też nie był idealny. W zasadzie nigdy go nie było. A jak już wracał do domu, trzeba było chodzić na paluszkach. Co innego ojciec Mietka. Ten to i na sanki zabrał, i w warsztacie dał porobić.

Dziś siedzi w rozciągniętym dresie. Z kącika ust zwisa mu cienka nitka śliny  Nie może nawet sam odkręcić słoika z dżemem. Robisz to za niego. Ale w uszach wciąż brzęczy ci jego głos sprzed kilkudziesięciu lat: "Nic nie potrafisz, nic z ciebie nie będzie".

"Ale jest", myślisz z satysfakcją. Masz pięćdziesiąt lat i jesteś ważnym gościem w korpo, ale w środku masz pięć lat i tupiesz nogą: "A właśnie, że potrafię!".

Stoisz nad ojcem z tym swoim żalem. 

A on? Coraz gorzej się czuje. Zastanawia się, czy nie wziąć leków, bo znowu coś go ściska w środku. Nie wie, dlaczego jesteś taki zły. Gdyby go spytać, jakim był ojciec, zdziwiłby się na pewno. Co to w ogóle za pytanie?

Nie pił, nie bił, wypłatę do domu przynosił. Matki nie zdradzał. 

Wypominam swojej mamie przeszłość

Monika. Dwójka dorastających dzieci, mąż, siwe włosy. Do starszej matki jeździ do pobliskiego miasteczka zrobić zakupy. Chciała wziąć ją do siebie, ale matka mówi, że nigdzie się nie ruszy.

Monika oddycha z ulgą.

Boi się dnia, w którym będzie musiała się nią zająć. Tego, że wtedy zacznie rozliczać ją z dzieciństwa.

Już wypomina, ale na razie delikatnie. Cedzi przez zęby. Sączy, jak jest okazja.

– Szmatą przez łeb. Takie to było wychowanie – uśmiecha się gorzko.

Nie musi sobie nawet specjalnie przypominać. Pamięta wszystko. "Wyjdziesz, jak nauczysz się szacunku" – mówiła do niej matka przez zamknięte drzwi. Monika bardzo się bała. Zegar w ciemnym pokoju tykał tak głośno, że mało co jej nie eksplodowało serce. Miała wtedy pięć lat i minuty zamieniały się w długie godziny. Pokój był pełen potworów.

Raz jak przyszła do starzejącej się matki z siatką pełną leków, wypluła z siebie tamtą sytuację.

"Przecież miałaś buty do szkoły. Przecież nie głodowałaś. I ciasto co niedzielę było" – odpowiedziała matka, zupełnie zdezorientowana.

– Wróciłam do domu i ryczałam jak bóbr – opowiada Monika. – Miałam wrażenie, że kompletnie się nie rozumiemy. I chyba już nie ma na to nadziei, żeby sobie wszystko powyjaśniać.

Czasem Monice żal swojej mamy. Patrzy na nią słabą, zgiętą w pół, zależną od niej. W niczym nie przypomina tamtej hardej matki z przeszłości, która nie znosiła sprzeciwu.

Innym razem zaciskają jej się pięści. Monika naczytała się w kolorowych pismach, że trzeba odciąć się od tego, co nam szkodzi. Czasem chciałaby się zemścić na matce. Mieć ją gdzieś. Nie przyjeżdżać, nie robić zakupów, nie pamiętać.

Tylko że nie potrafi.

Mimo wszystko ją kocha.

Próbuję sobie wytłumaczyć, że mama nie umiała inaczej. Że tak jak ją moja babcia, a jej mama, biła ścierką po głowie za błędy w zeszycie, tak ona robiła to samo. W tamtych czasach nie mówiło się przecież o tym, że dzieci trzeba kochać i szanować.

Monika

ma żal do matki

Moja kolejna bohaterka, Krystyna, ma sześćdziesiąt lat. Jej matka – dziewięćdziesiąt. To Krystyna zabrała ją do siebie. Nie starsze rodzeństwo, chociaż to Krystyna przez całe życie była tą, która miała najmniej do powiedzenia.

Najmłodsza, trochę na doczepkę. Często miała wrażenie, że pojawiła się w rodzinie nie w porę.

Teraz matka siedzi w jej domu. Krystyna podaje jej leki, gotuje, pomaga się umyć. Wozi po lekarzach. I coraz częściej łapie się na tym, że wypomina swojej mamie przeszłość:

"A pamiętasz, jak zawsze mówiłaś, że Basia jest zdolniejsza? Że po mnie niczego wielkiego nie można się spodziewać? Albo jak musiałam nosić tylko ubrania po rodzeństwie? Na nic nigdy nie było pieniędzy. Mogłaś pójść do pracy"

Matka milczy.

Krystyna jest coraz bardziej nerwowa. Ze złością rzuca pigułki na kolorowy talerzyk. Sama jest już babcią, ale w tej chwili, gdyby mogła, naburmuszyłaby się jak przedszkolak.

"Nie wiem, o czym mówisz, Krysiu. Zupełnie nie wiem" – odpowiada matka.

Jej ręka drży nad kolorowym talerzykiem.

Psycholożka: Nie mieli odwagi, żeby o tym porozmawiać

Czy dorosłe dziecko ma prawo wypominać rodzicowi krzywdy sprzed lat, kiedy dziś samo musi przejąć nad nim opiekę?

– Ta sytuacja pokazuje, jakie relacje często mamy w rodzinach – zaznacza Żaneta Rachwaniec, psycholożka i socjolożka.

 Jak tłumaczy, ludzie, którzy dziś mają 50 czy 60 lat, wychowywali się w czasach, gdy powszechnie obowiązywało przekonanie, że "dzieci i ryby głosu nie mają". W tamtych realiach dziecko miało niewiele do powiedzenia, a o jego emocjach czy potrzebie bliskości raczej się nie rozmawiało.

Ciąg dalszy tekstu poniżej

Ekspertka zwraca uwagę, że wiek dojrzały sprzyja wracaniu do dawnych zranień. – To jest też taki moment życia, kiedy człowiek robi bilans. Zaczyna widzieć, co wyniósł z domu i co z tego, co przekazali mu rodzice, okazało się krzywdzące – mówi psycholożka. 

Jak dodaje, konsekwencje dawnego wychowania dają o sobie znać w dorosłym życiu: – Może zauważyć, że pewne przekonania sprawiły na przykład, że nie był w stanie zbudować związku albo że został w jakiś sposób pokaleczony.

Problem w tym, że to pokolenie często nie miało przestrzeni, żeby takie doświadczenia przepracować.

– Dlatego po latach mogą wracać złość i inne trudne emocje związane z rodzicami. Nigdy nie mieli też odwagi, żeby otwarcie z nimi o tym porozmawiać – tłumaczy Żaneta Rachwaniec. – Młodsze pokolenia częściej szukają dziś pomocy u psychologa, żeby poukładać własne doświadczenia z domu rodzinnego

Jak zauważa psycholożka, nawet jeżeli chcemy porozmawiać o uczuciach, nie zawsze potrafimy znaleźć wspólny język ze swoimi rodzicami.

– Kiedy mówimy: "Słuchaj, mamo, jest mi trudno z tym, że w dzieciństwie wydarzyło się to czy tamto", ona może odebrać to jako zarzut. I od razu pojawia się: "Bo ty masz najgorszą matkę na świecie", "Ty masz tylko pretensje" – wyjaśnia Rachwaniec. – Być może więc nie zawsze chodzi o to, że dorosłe dzieci wylewają swoje żale. Czasem starsi ludzie po prostu tak odbierają każdą próbę rozmowy o tym, co bolało.

Dobre rodzicielstwo? Dwie różne pamięci

Kolejna różnica dotyczy tego, jak obie strony rozumieją dobre rodzicielstwo. Dorosłe dzieci po latach mogą wspominać swoje dzieciństwo zupełnie inaczej niż ich starzejący się rodzice. Ci drudzy pamiętają, że dziecko było nakarmione, ubrane, miało ugotowane i uprane. Dorosłe dzieci mogą pamiętać przede wszystkim to, czego w tym wszystkim zabrakło: bliskości, empatii, poczucia bezpieczeństwa czy zainteresowania ich emocjami.

– Starsze pokolenia często koncentrują się na tym, czy dziecko miało co jeść. Ale przecież nie ma za co dziękować rodzicowi za to, że nie zostawił dziecka na ulicy. Być dobrym rodzicem to coś więcej niż nie zagłodzić dziecka i nie pozwolić mu zmarznąć – mówi Żaneta Rachwaniec.

Dorosłe dziecko może więc po latach uznać, że samo zaspokojenie podstawowych potrzeb nie wystarczyło. 

Do tego dochodzi pamięć o rodzicielskim poświęceniu. – Kto z nas nie słyszał: "Ile ja dla ciebie poświęciłam"? Dzieci czasem odpowiadają: "Ja się na ten świat nie pchałem. To był twój wybór" – przypomina ekspertka.

Jak ostrzega, ten mechanizm łatwo się utrwala: – Jeśli przez całe życie słyszałeś, że rodzic poświęcił dla ciebie wszystko, to później może pojawić się podobny sposób myślenia: "Skoro ja teraz się tobą zajmuję, to też ci powiem, że się dla ciebie poświęcam".

"Byłem kiepskim rodzicem" nie cofnie przeszłości

Ekspertka zwraca uwagę, że starsze pokolenia wychowywały dzieci po prostu tak, jak potrafiły – według wzorców i zasad, które wtedy obowiązywały.

– Nie mieli blogerów i psychologów w internecie, którzy mówili, że dziecko potrzebuje emocjonalnego ciepła, cierpliwości, empatii i wrażliwości. Kiedyś dziecko, jak tylko trochę odrosło od ziemi, szło w pole, bo akurat były wykopki. Trudno więc oczekiwać, że człowiek wychowany w takim świecie po kilkudziesięciu latach spojrzy na swoje rodzicielstwo dokładnie tak, jak my patrzymy na nie dzisiaj – tłumaczy Żaneta Rachwaniec.

Czy dorosłe dziecko ma prawo oczekiwać, że sędziwy rodzic wreszcie go przeprosi? 

Ekspertka wskazuje na trudną rzeczywistość: kiedy rodzic jest już w bardzo podeszłym wieku i nie do końca rozeznaje się w tym, co się wokół niego dzieje, domaganie się od niego skruchy nie przyniesie oczekiwanej ulgi. 

– Właściwym adresem, żeby to przepracować, jest terapia, a nie ten rodzic – podsumowuje Żaneta Rachwaniec. – Bo nawet jeśli po kilkudziesięciu latach usłyszymy: "Tak, byłem kiepskim rodzicem", co właściwie nam to da? To nadal będzie wymagało przepracowania z psychologiem.