
Premier Bułgarii Rumen Radew potępił atak dronów na dwa statki handlowe u wybrzeży kraju. Jeden z nich zatonął, a prom, który pierwszy dopłynął na miejsce, znalazł tylko wywróconą łódź, tratwy i kamizelki ratunkowe. Z płonącego drugiego statku uratowano 18 marynarzy.
We wtorek 6 października około godz. 3:00 czasu bułgarskiego (2:00 w Polsce) drony uderzyły w dwa statki na Morzu Czarnym, ok. 70 mil morskich (ok. 130 km) na wschód od miasta Byala. Oba znalazły się w bułgarskiej wyłącznej strefie ekonomicznej, a więc w pasie morza, w którym państwo odpowiada za ratowanie żeglarzy. Premier opowiedział o szczegółach podczas narady z przedstawicielami instytucji.
Radew o ataku dronów na statki: co powiedział premier Bułgarii?
– To absolutnie niedopuszczalny atak w bułgarskiej strefie ekonomicznej – powiedział premier Rumen Radew podczas narady. To polityk, który w styczniu jako prezydent Bułgarii podał się do dymisji, by wystartować w wyborach parlamentarnych.
Jak relacjonuje państwowa agencja BTA, premier poinformował, że statki zaatakowały drony morskie i powietrzne. Jednostka pod banderą Togo, która zatonęła, płynęła na północ, a druga, z pszenicą na pokładzie, na południe. Ładunek pierwszej nie jest znany.
Załoga promu DIOSCURIA, który był w pobliżu, zobaczyła wybuch na pierwszym statku i ruszyła na miejsce. Znalazła wywróconą łódź, trzy wywrócone tratwy i kamizelki ratunkowe, ale żadnego człowieka. Los marynarzy z zatopionego statku pozostaje nieznany. Radew przekazał, że do tej pory "nie odnaleziono ocalałych".
Premier podkreślił, że Bułgaria musi prowadzić poszukiwania i ratownictwo niezależnie od tego, kto ponosi odpowiedzialność za atak. Akcją kieruje Morskie Centrum Koordynacji Ratownictwa w Warnie, a służby sprawdzają też, czy nie dochodzi do wycieków ropy.
– Monitorujemy ten statek, żeby nie wpłynął na bułgarskie wody terytorialne. Jeśli w jakikolwiek sposób zacznie zbliżać się do naszego wybrzeża, jesteśmy w pełni gotowi do działania – zapowiedział Radew o jednostce uderzonej w sierpniu, która dryfuje bez załogi po awarii układu sterowniczego. Nad statkiem przeleciało bułgarskie lotnictwo wojskowe.
W relacji BTA Radew nie wskazał sprawcy. Przypomnijmy, że w lipcu, Rumen Radew ogłosił, że Bułgaria nie dołączy do koalicji chętnych wspierających Ukrainę.
Zobacz także
Statki trafione dronami u wybrzeży Bułgarii. Kto został uratowany?
Maritime.bg informuje, że chodzi o ALFA WATAN pod banderą Togo, który zatonął, i ABLE pod banderą Palau, na którym po uderzeniu wybuchł pożar. Załoga ABLE opuściła płonącą jednostkę i trafiła na pokład DIOSCURIA, bułgarskiego promu pasażersko-samochodowego (ro-ro, na takie jednostki pojazdy wjeżdżają o własnych siłach). Prom pomógł też w ratowaniu rannych.
Premier dodał, że część marynarzy z ABLE zabrała szybka jednostka bułgarskiej marynarki wojennej. Dwóch rannych, jednego z oparzeniami i drugiego z urazem głowy, przewieziono w stronę Warny, gdzie czeka zespół ze Szpitala Marynarki Wojennej. Pozostałych 16 marynarzy płynie na brzeg na pokładzie łodzi patrolowej Straży Granicznej.
Wśród 18 uratowanych jest 11 obywateli Turcji i siedmiu obywateli Indii, jak podał Radew.
Atak dronów na Morzu Czarnym. Skąd ta eskalacja?
Premier ostrzegł, że wojna rozlewa się geograficznie i zwiększa ryzyko globalnego konfliktu, a eskalacja dotarła już do ataków na cywilne statki handlowe. Według niego takie zdarzenia poważnie zakłócają żeglugę po Morzu Czarnym, jeszcze bardziej podnoszą koszty ubezpieczeń i bardzo ją utrudniają. Na tym tle wyróżnia się rosyjska flota cieni, która nie tylko wymyka się sankcjom, ale często pływa bez ubezpieczenia.
Dzień wcześniej, w poniedziałek (5 października), w rumuńskiej strefie ekonomicznej zatonął turecki statek ze zbożem. Rumuńskie MSW poinformowało, że zginęły dwie osoby, a 11 uratowano. Rumunia zna to zagrożenie nie od dziś – w maju rosyjski dron przebił się nad NATO i uderzył w blok w Gałaczu.
Kto stoi za atakiem koło Byali, nie wiadomo. Wołodymyr Zełenski wskazał w sprawie poniedziałkowego incydentu w Rumunii na Rosję, a Moskwa nie potwierdziła swojej odpowiedzialności. Rumunia i Bułgaria należą do NATO, tak jak Polska.
Warunki do poszukiwań są dobre, bo morze jest niemal gładkie, a widoczność przekracza 18 km, a premier zapewnił, że przeszukany zostanie cały obszar.





