
Dziecko może mieć dobre relacje z rodzicami, doświadczać przemocy i nikomu o niej nie powiedzieć. Po doniesieniach o atakach w szkołach wracają postulaty kontroli, bramek i surowszych kar. Prof. UAM Jacek Pyżalski w "Rozmowie naTemat" wskazuje jednak na problem, którego takimi środkami nie rozwiążemy: brak zaufania i więzi, dzięki którym ktoś zauważy krzywdę, a uczeń odważy się poprosić o pomoc.
Przez polskie szkoły przetacza się seria ataków i prób ataków młodocianych przestępców. Kiedy dochodzi do tragedii, chcemy natychmiastowej odpowiedzi: kto zawinił i co zrobić, żeby to się nie powtórzyło?
Prof. UAM Jacek Pyżalski, badacz przemocy rówieśniczej, w "Rozmowie naTemat" przestrzega przed budowaniem całego systemu bezpieczeństwa pod wpływem najbardziej dramatycznych przypadków.
Nie bagatelizuje zagrożenia. Przekonuje, że skuteczna profilaktyka zaczyna się znacznie wcześniej niż w chwili, gdy ktoś przynosi do szkoły niebezpieczne narzędzie.
Bramka nie rozwiąże problemu poza szkołą
Prof. Pyżalski zwraca uwagę, że ciężar pojedynczego zdarzenia i skala przemocy to dwie różne kwestie. Jak mówi, w polskich statystykach dotyczących czynów nieletnich związanych z przemocą nie widać stałej tendencji wzrostowej. Dramatyczne doniesienia nie powinny więc automatycznie prowadzić do traktowania całej młodzieży jak zagrożenia.
Bramka wykrywająca metal może oznaczać kontrolę wejścia do budynku. Nie odpowiada jednak na pytanie, co stanie się w drodze do szkoły, w parku czy na przystanku. Profesor nie wyklucza dodatkowych zabezpieczeń w trudnych środowiskach. Ostrzega przed przekonaniem, że jedna techniczna decyzja usunie przyczyny przemocy.
Przywołuje sytuację, w której zagrożenie udało się zatrzymać, ponieważ uczniowie przekazali dorosłym niepokojące informacje o koledze. W jego ocenie istotne jest właśnie to, że zdecydowali się poprosić o pomoc i ją otrzymali. Taka reakcja wymaga zaufania, którego nie da się zarządzić dopiero w momencie kryzysu.
Dzieci cierpią w milczeniu?
Młodzi ludzie obawiają się, że po wkroczeniu dorosłych będzie jeszcze gorzej. Boją się etykiety donosiciela i nieprzemyślanej interwencji. Dochodzi do tego wstyd: powiedzenie o krzywdzie oznacza ujawnienie, że inni mogą mnie w ten sposób traktować.
– Przemoc rówieśnicza występuje również w szkołach uznawanych za prestiżowe. Status placówki ani sytuacja rodzinna nie dają gwarancji bezpieczeństwa – podkreśla prof. Pyżalski.
Przywołuje polskie wyniki badania dotyczącego trudnych doświadczeń online. Według podanych przez niego danych 18 proc. badanych, którzy mieli takie doświadczenie, nie powiedziało nikomu, około 40 proc. zwróciło się do rówieśnika, a zaledwie 3 proc. do nauczyciela. To ważny sygnał, jak rzadko szkolny dorosły staje się adresatem takiego zwierzenia.
Zobacz także
Szkoła nie może tylko czekać na alarm
Zdaniem prof. Jacka Pyżalskiego za dużo uwagi poświęcamy reagowaniu na problemy, a za mało tworzeniu warunków, w których trudniej kogoś skrzywdzić. Chodzi o codzienne relacje, współpracę i poczucie odpowiedzialności za innych.
– Bo powiem szczerze, że w miejscach, gdzie istnieje wspólnota, nie jest tak łatwo o przemoc. O przemoc jest łatwo w miejscach, gdzie nie ma relacji między ludźmi. I to w każdym, na przykład w zawodowych sytuacjach, także przemoc typu mobbing w pracy i tak dalej. Jak jest wspólnota, jest to bardzo trudno zrobić – mówi prof. Pyżalski.
Jak taką wspólnotę budować? Badacz podaje prosty przykład: wspólne przygotowanie przez klasę spotkania z zaproszonym gościem. Uczniowie współpracują, angażują się i czują gospodarzami. Spotkanie się kończy, ale powstałe przy tej okazji więzi mogą pozostać.
Potrzebna jest również dostępna pomoc psychologiczno-pedagogiczna, odpowiadająca rzeczywistym potrzebom szkoły. Profesor przypomina, że przemoc nie musi oznaczać bicia. Może polegać na wykluczaniu i traktowaniu kogoś jak powietrze.
Świadek nie musi być bohaterem
Przełamanie obojętności nie zawsze wymaga wielkiego gestu. Prof. Pyżalski wskazuje, jak wiele może znaczyć reakcja jednej osoby.
– Jednym ze sposobów przeciwdziałania przemocy rówieśniczej jest budowanie takiego klimatu, żeby chociaż jeden świadek coś zrobił. I on niekoniecznie musi być wielkim bohaterem, że on stanie na ringu ze sprawcą. Wystarczy, że usiądzie koło tego, kto doświadcza przemocy, i z nim pogada w sytuacji takiej kryzysowej, i już zrobił bardzo dużo – podkreśla.
W rozmowie z naTemat profesor wyjaśnia również, dlaczego sposób relacjonowania przemocy może sprzyjać naśladownictwu i jak rozmawiać o zagrożeniach bez podsycania strachu. Stawia przy tym pytanie, które powinno towarzyszyć każdemu postulatowi zaostrzenia represji: czy proponowane działanie rzeczywiście coś zmieni?
"Rozmowa naTemat", której gościem jest badacz przemocy rówieśniczej prof. UAM Jacek Pyżalski, dostępna jest na górze strony oraz na naszym kanale YouTube pod tym linkiem.




