Kadr z filmu "The Social Reckoning"
"The Social Reckoning" to przede wszystkim popisowa rola Jeremy'ego Stronga. Fot. materiał prasowy

"The Social Reckoning: W sieci konsekwencji" to kontynuacja "The Social Network" z 2010 r. Ten drugi film to dziś produkcja wręcz kultowa. Czy jednak nowy film Aarona Sorkina, który tym razem nie tylko napisał scenariusz, ale też wyreżyserował całość, jest równie udana?

REKLAMA

Każdy z nas pamięta "The Social Network", poruszającą opowieść o socjopatycznym Marku Zuckerbergu i początkach Facebooka. Aż dziwne, że na kontynuacje musieliśmy poczekać kilkanaście lat. W końcu jednak "The Social Reckoning: W sieci konsekwencji" pojawiło się w kinach. Czy warto było czekać?

Jak social media wpływają na społeczeństwo?

Social media są już nieodłączną częścią naszego życia: o tym, co dzieje się u naszych znajomych, częściej dowiadujemy się z ich kont na Instagramie czy Facebooku, śledzimy rolki na TikToku, a newsy czytamy na X (jednocześnie tęskniąc za jego starą nazwą, Twitterem). Czy jednak nowoczesne media społecznościowe nie mają jeszcze większego wpływu na nasze życie? Na to pytanie odpowiedziano już lata temu, a teraz głos w debacie zabrał Sorkin.

Od razu więc przyznam, że film "The Social Reckoning: W sieci konsekwencji" o wiele większe wrażenie robiłby na widzach parę lat temu, jakieś parę miesięcy po słynnym szturmie na Kapitol w USA. Z drugiej strony w Polsce możemy film ten odebrać inaczej, choćby przez pryzmat tego, co działo się ostatnio w polskich szkołach. Obraz dotyka w końcu poważnego problemu: tego, jak social media już nie tylko informują nas o tym, co dzieje się w koło, ale też antagonizują i "wrzucają" do baniek informacyjnych.

O tym, że tak się dzieje, wiemy od 2021 r. Wtedy do Frances Haugen, była menedżerka ds. uczciwości obywatelskiej na Facebooku, w tajemnicy skopiowała i przekazała mediom oraz Kongresowi USA tysiące stron wewnętrznych dokumentów i raportów firmy. Z tych "akt Facebooka" świat dowiedział się, że jego kierownictwo doskonale wiedziało o destrukcyjnym wpływie swoich platform na społeczeństwo, ale ignorowało te fakty dla zysków. Na platformach giganta działały algorytmy promujące nienawiść i mające destrukcyjny wpływ na nastolatki.

Dalsza część artykułu poniżej.

"The Social Reckoning: W sieci konsekwencji", czyli co nowego u Marka

I właśnie o tym rozdziale w historii niepozornej "Twarzoksiążki" opowiada film. Poznajemy Haugen (w tej roli Mikey Madison) i dziennikarza Jeffa Horowitza (Jeremy Allen White), który mimo braku zrozumienia nowoczesnej technologii stara się upublicznić i nagłośnić sprawę. Początkowo w tle, a potem już częściej na pierwszym planie jest jeszcze on: sam Mark Zuckerberg (tym razem zagrał go Jeremy Strong).

Fabuła toczy się na dwóch głównych płaszczyznach czasowych i fabularnych. Widzimy śledztwo Haugen i Horowitza oraz przygotowania Zuckerberga do złożenia zeznań przed Kongresem USA (już po upublicznieniu "akt Facebooka"). To zabieg znany już z "The Social Network", w którym to filmie poznawaliśmy kulisy zakładania największego portalu społecznościowego świata, ale też obserwowaliśmy rozprawy sądowe, w których o swoje prawa do niego Zuckerberg walczył ze swoimi dawnymi współpracownikami. Zwiększa to dynamizm, do tego obie osie fabularne zgrabnie ze sobą korespondują.

W kwestii gry aktorskiej trudno byłoby mieć zarzuty do kogokolwiek. Jeremy Allen White wypada w roli inteligentnego, ale lekko nieporadnego w kwestii nowych technologii dziennikarza bardzo przekonująco. Podobnie jak Haugen, która okazuje się naprawdę fascynującą nerdką i neurotyczką.

Najbardziej lśni jednak Strong, który po raz kolejny w swojej karierze pokazał, jak wybitnym jest aktorem. Zuckerberg w jego interpretacji to postać bardzo niejednoznaczna: z jednej strony pozostająca w autystycznym spektrum i nieco naiwna, z drugiej, socjopatyczna i cyniczna. Głównie widzimy go, gdy tłumi swoje emocje i wszystko analizuje. Zupełnie jakby więcej było w nim maszyny niż człowieka. Tym większe wrażenie robią jednak na widzu momenty, gdy wykazuje emocje: czy to przerażenie i wątpliwości, gdy musi podjąć niemal historyczną decyzję, czy przebodźcowany wybucha gniewem.

Czy premiera nie odbyła się za późno?

"The Social Reckoning" jako całość nie zawodzi: to inteligentnie i sprawnie napisany scenariusz, chemia między dwójką głównych bohaterów i dynamiczna akcja. Tak jak jednak wspomniałem, szkoda tylko, że nie udało się wprowadzić tego obrazu na wielki ekran parę lat wcześniej. Odnoszę wrażenie, że wtedy mógłby rezonować ze współczesnym widzem o wiele mocniej niż obecnie.

Na koniec warto dodać, że wątek, który podejmuje film, ma też swoją realną kontynuację w sądach. Opisywaliśmy, że Zuckerberg wyłączy Facebooka, jak tak dalej pójdzie – 29 amerykańskich stanów zarzuca Mecie, że zaprojektowała swoje aplikacje tak, by uzależniały dzieci, a stawką są setki miliardów dolarów.

"The Social Network 2" widzieli już krytycy i choć część z nich zarzuca produkcji spóźnienie o kilka lat, niemal wszyscy chwalą tempo, dialogi i kreację Stronga. Ten film to jednak niejedyna mocna premiera tych dni. Moja redakcyjna koleżanka przekonuje, że "Digger" to nie klapa, tylko genialny przekręt.