
"Digger" Alejandro Gonzáleza Iñárritu zrobił nas wszystkich w konia. Wykiwał widzów zmylonych kampanią promocyjną i krytyków, których recenzje sugerują marną kopię "Doktora Strangelove" Stanleya Kubricka. Film z Tomem Cruisem wychodzi od oczywistych tematów (pokroju kryzysu klimatycznego i korupcji władzy), by pomówić o szerszym znaczeniu sztuki oraz eskapizmu. To coś więcej niż karykaturalna opowieść o magnacie ropy naftowej.
Tekst zawiera spoilery dot. filmu "Digger" Alejandro Gonzáleza Iñárritu.
"Digger" Alejandro Gonzáleza Iñárritu przypomina satyrę science fiction "Mickey 17" Joon-ho Bonga. Obie produkcje nie miały dobrego startu w box officie i obie szydzą z dystopijnych elementów rzeczywistości, w jakiej się obracamy. Nowy film reżysera "Birdmana" i "Zjawy" nie zatrzymuje się jednak na farsie. Właściwy mu cel znajduje się daleko za nią, zastępując moralizatorski ton i dyskusje na temat szalonego świata puentą poświęconą relacji człowieka ze sztuką.
Czy "Digger" to arcydzieło, do którego jeszcze nie dojrzeliśmy jako widzowie? I tak, i nie. Iñárritu próbuje na różne kreatywne sposoby prowokować, zaskakiwać i zachęcać publiczność do głębszej refleksji, niemniej podejmuje jedną decyzję, która – co zresztą pokazują wyniki w kasach biletowych – obraca się przeciwko niemu. W wyreżyserowanej przez niego czarnej komedii czuć ducha osobliwej twórczości Jorgosa Lantimosa ("Biedne istoty") i Terry'ego Gilliama ("Człowiek, który zabił Don Kichota"). "Digger" jest zatem zupełną przeciwnością prostoty, tak potrzebnej przeciętnemu odbiorcy. I nie sądzę, by kiedykolwiek miał trafić pod strzechy.
Recenzja filmu "Digger" Alejandro Gonzáleza Iñárritu z Tomem Cruisem. Sztuka dla mas
Wyciek metanu i podnosząca się kurtyna. Już w pierwszej minucie "Diggera" możemy domyślić się, jakie będą tematy przewodnie filmu, choć zwrotu akcji na tym etapie trudno przewidzieć. Digger Rockwell (noszący wymowne nazwisko jak na barona naftowego, przywodzące na myśl Johna D. Rockefellera) budzi się z samego rana w swojej wytwornej posiadłości pełnej wypchanych zwierząt, poroży i trofeów łowieckich. Podstarzały potentat troszczy się jedynie o własnego kota – sztucznie podtrzymywanego przy życiu zwierzaka, który już lata temu powinien odejść z tego świata (skoro miliarderzy z branży tech chcą żyć wiecznie, nieważne w jakiej formie, to czemu nie pupil magnata?).
Rockwell ledwo wstaje, a już zasypują go telefony i informacja o wybuchu rafinerii na Grenlandii, który doprowadza do oderwania się wielkiego kawałka szelfu lodowego. Bryła zmierza w kierunku północnej części Europy, wszczynając czerwony alarm. W obliczu śmiercionośnej katastrofy bogacz razem z prezydentem USA i jego zapleczem przygotowują plan działania oparty na ich własnej głupocie, zuchwałości i "nieomylności".
"Digger" traktuje apokaliptyczny wręcz scenariusz jak samonakręcającą się farsę, utrwalającą przekaz, że ludzie u władzy są oderwani od rzeczywistości, w sposób właściwy dla karykatury. Nagromadzenie intryg, dziwnych zbiegów okoliczności i mało subtelnych odniesień do polityki współczesnych Stanów Zjednoczonych po kilkudziesięciu minutach wywołuje uczucie przesytu. I gdy z obawą zaczynamy myśleć, że tak będzie do końca seansu, wtedy Iñárritu przełamuje czwartą ścianę (SPOILER!), ujawniając, że przez ten cały czas przyglądaliśmy się aktorowi Curtisowi Marksonowi, który na potrzeby semibiograficznej sztuki "Fossil Fools" wciela się w prawdziwego wroga publicznego numer jeden.

Nagle dziwaczna komedia przeobraża się w wielowarstwową opowieść o teatrze i zacieraniu się granic między prawdą a fikcją, która katastrofą klimatyczną wywołaną przez piekielnie dzianego okrutnika posługuje się jako tłem dla mniej oczywistych rozważań. Sztuka w tym przypadku staje się głosem uciskanych, potwierdzeniem zżerającego ich od środka poczucia niesprawiedliwości. Poprzez śmiech i zniekształcenia pomaga odbiorcy uciec przed ponurą rzeczywistością.
"Digger" to niełatwa lekcja o społeczeństwie
Oczywiście scenariusz nie wybiera prostej ścieżki, gdyż upycha między zdaniami gorzką pigułkę do przełknięcia, o której w eseju "Realizm kapitalistyczny. Czy nie ma alternatywy?" pisał nieżyjący już brytyjski teoretyk kultury Mark Fisher: "Odzyskiwanie realnej politycznej sprawczości oznacza, po pierwsze, zaakceptowanie naszego zanurzenia na poziomie pragnienia w bezlitosnej maszynie Kapitału. Przypisując fantazmatycznym Innym zło i ignorancję, wypieramy się naszego własnego współudziału w planetarnej sieci opresji. Należy pamiętać, że kapitalizm jest zarówno hiperabstrakcyjną bezosobową strukturą, jak i to, że jest niczym bez naszego współuczestnictwa".
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
W "Diggerze" zderzają się różne definicje spektaklu, począwszy od tej kładącej nacisk na wierne odwzorowywanie rzeczywistości, a skończywszy na tej, która postrzega sztukę jako swoiste katharsis dla ludzi. Ponadto Iñárritu stawia tezę, że sztuka – z zasady polityczna – nie jest wolna od bezpośredniego wpływu elit, które rzadko kiedy opadają na dno, za to stale się przeobrażają. Choćby się waliło i paliło.
Świetnym tego przykładem jest siostrzeniec Diggera, mający pełną świadomość tego, że jego wujek doprowadził świat do stanu jak z "Ludzkich dzieci" Alfonsa Cuaróna. Przyświecają mu dobre intencje, gdy wykłada kasę na produkcję "Fossil Fools", aczkolwiek nie można przejść obojętnie obok faktu, że jego osobistą ropą naftową (maszynką do robienia pieniędzy) staje się biznes z sektora bezpieczeństwa i wywiadu, który posiada niebezpiecznie dużą liczbę uprawnień jak na prywatną firmę.
Ziemia może chylić się ku upadkowi – ba, może nawet doznać wywołanego ręką człowieka wstrząsu, który na zawsze odmieni losy ludzkości – ale jeden element naszej natury pozostanie niezmienny. "Digger" pokazuje, że potrzeba ludzi do obcowania ze sztuką jest niemal tak naturalna jak ich pragnienie bycia częścią wspólnoty (zoon politikon).
Tomowi Cruise'owi udaje się stać niewidzialnym
Tom Cruise ginie pod grubą warstwą charakteryzacji i kleju do silikonowych protez. Znika, a w jego miejscu pojawia się starszy miliarder w kowbojkach z wężowej skóry, którego gra Curtis Markson. Na czas filmu zapomniałam, że przede mną na ekranie występuje ten sam facet, który na potrzeby "Mission: Impossible – Rogue Nation" trzymał się startującego samolotu.
Z twarzy amerykańskiego gwiazdora schodzi dziarski uśmieszek Ethana Hunta. Chaos "Diggera" sprawia, że w spojrzeniu Cruise'a dostrzegłam przebłysk jego nieujarzmionego Lestata z "Wywiadu z wampirem". Czysta zabawa aktorstwem, zastępująca kaskaderskie wyczyny złożonym portretem aktora próbującego wczuć się w "niszczyciela świata". Za sam monolog w surowej auli fikcyjnego Parlamentu Europejskiego nazwisko Cruise'a powinno trafić na listę nominacji do Oscara w kategorii pierwszoplanowej.

W konwencji satyry do twarzy również Rizowi Ahmedowi, któremu Iñárritu powierzył postać naukowca pracującego dla firmy Rockwell United. Dr Nirav Ganesh pełni rolę kompasu moralnego spektaklu "Fossil Fools" i uosobienia wyrzutów sumienia, które powinien mieć tytułowy potentat. W "Diggerze" nikt nie jest odporny na szaleństwo, nawet racjonalny ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa ekologicznego. Kreację laureata Oscara za krótkometrażowy film fabularny "Długie pożegnanie" można podsumować słowami: desperacka walka środowiska naukowego z wiatrakami.
Dalsza część artykułu poniżej.
QUIZ: Czy poznasz oscarowy film po kadrze?
1 / 17 Jak nazywa się ten film? W 1992 roku zdobył Oscara w najważniejszej kategorii.
Fot. materiał prasowy
W obsadzie, którą zasilili Sandra Hüller ("Ojczyzna"), John Goodman ("Big Lebowski") i Jesse Plemons ("Bugonia"), muszę zwrócić szczególną uwagę na Sophie Wilde. Gwiazda horroru "Mów do mnie!" nadała swojej niewielkiej roli autentyzmu. Podczas seansu odniosłam wrażenie, że to jedyna osoba na ekranie, która od początku przemawia w "Diggerze" prawdziwym głosem.
Czas "Diggera" jeszcze nadejdzie
"Digger" męczy zmysły, lecz robi to w sposób zamierzony. Zderza widza z płytkimi ludźmi i przerysowaną sztuką, cicho stawiając pytanie o to, czy eskapizm jest właściwą drogą, jaką powinna obrać sztuka przyszłości. Iñárritu nakręcił niejednoznaczny film artystyczny z rozmachem wysokobudżetowej produkcji, z którego każdy wyciągnie inne wnioski. W kinie może sobie nie radzi, ale gdy tylko wyląduje w streamingu, zrodzi więcej dyskusji, wychodząc jednocześnie poza bańkę krytyków filmowych oraz kinomanów.



