
– Zarówno prezydent Putin, jak i urzędnicy innego szczebla wielokrotnie mówili, że nie chcemy rozejmu. Chcemy długoterminowego pokoju – stwierdził rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, w reakcji na niedawną propozycję ze strony Wołodymyra Zełenskiego. Padły też wymowne słowa w kontekście niedzielnego ogłoszenia rozejmu energetycznego przez Donalda Trumpa.
Wołodymyr Zełenski po ostatnim spięciu z Donaldem Trumpem zaproponował, że jeśli Rosja zgodziłaby się na 60-dniowy rozejm, to w Ukrainie zostałyby przeprowadzone wybory prezydenckie. Dmitrij Pieskow zasugerował, że takie rozwiązanie nie wchodzi w grę.
Rosja odrzuca propozycję Ukrainy. Stawia swój warunek
– Na Kremlu zarówno prezydent Putin, jak i urzędnicy innego szczebla wielokrotnie mówili, że nie chcemy rozejmu. Chcemy długoterminowego pokoju i jesteśmy gotowi uczynić wszystko, co możliwe, by go osiągnąć – powiedział, cytowany przez agencję TASS. Pieskow miał też wspomnieć, że "jeśli Ukraina rzeczywiście chce przeprowadzić wybory, to Putin może polecić wojsku, by nie atakować Ukrainy w dzień głosowania".
Ponadto rzecznik Kremla miał też odpowiedzieć na pytania o "energetyczne zawieszenie broni" między Rosją a Ukrainą, które w niedzielę ogłosił Donald Trump. Prezydent USA przekazał, że wchodzi ono w życie natychmiast. Mimo to już w nocy z niedzieli na poniedziałek Moskwa atakowała obiekty w Ukrainie. Pieskow pytany o tę kwestię stwierdził, że rozmowy w sprawie rozejmu energetycznego "trwają".
Zobacz także
Zełenski złożył propozycję po spięciu z Trumpem
Przypomnijmy, że propozycja od Zełenskiego wyszła po tym, jak zaatakował go Trump. A wszystko zaczęło się od tego, że amerykański prezydent zdecydował, iż będzie kupował miliony ton diesla prosto z Rosji. Wówczas Zełenski nazwał go "słabym". Przyznał, że takie "prezenty dla Putina nie przyniosą pokoju ani żadnego pożytku cywilizowanemu światu".
Trump nie czekał długo z odpowiedzią. Odwrócił kota ogonem i rzucił oskarżenia wobec Ukraińców: – Powiedzieliśmy mu: możecie robić z Rosją, co chcecie. Nie atakujcie rafinerii, ponieważ to stwarza problem dla całego świata. A on chce przysparzać problemów światu – stwierdził prezydent USA przed Białym Domem i zaznaczył, że "nadszedł czas, aby Ukraina wybrała nowego prezydenta". Jego zdaniem ukraiński przywódca "mógł wiele razy zakończyć wojnę, ale woli tego nie robić".
Zełenski zareagował i na te zarzuty amerykańskiego prezydenta. "Ukraina jest gotowa podjąć symetryczne kroki deeskalacyjne, a amerykańska ekipa zna nasze stanowisko. Nasze ataki na rosyjskie rafinerie naftowe i inne instalacje naftowe to odpowiedź na wieloletnią kampanię terroru Rosji przeciwko ukraińskiemu sektorowi energetycznemu. Ukraina nie podpali rosyjskich rafinerii naftowych, jeśli Rosja nie będzie niszczyć naszej infrastruktury energetycznej. To właśnie taki rodzaj umowy proponujemy Ameryce, i wierzymy, że Stany Zjednoczone mają wystarczającą siłę, by osiągnąć taki kompromis" – wskazał we wpisie na platformie X.
Niedługo później pojawiła się deklaracja ze strony Zełenskiego. Prezydent w rozmowie z ABC News powiedział, że jeżeli Władimir Putin zgodzi się na 60 dni rozejmu, to wtedy Kijów zorganizuje wybory.




