Donald Trump
Rosyjski diesel uratuje amerykańskich farmerów? Szokujący wpis Trumpa po telefonie na Kreml Fot. WhiteHouse.gov

Tego jeszcze nie graliśmy: Donald Trump ogłosił, że będzie kupował miliony ton diesla prosto z Rosji. To desperacki krok, odpowiedź na skok cen paliw w USA o 70 proc. Z tą zapowiedzią są dwa problemy. W Rosji brakuje paliwa, poza tym obowiązują sankcje na rosyjską ropę. Jak Trump chce to obejść?

REKLAMA

Miliony ton paliwa z Rosji mają w rekordowym tempie obniżyć ceny na stacjach benzynowych w USA. Donald Trump pochwalił się ustaleniami z Władimirem Putinem, ignorując fakt, że Moskwa sama zmaga się z paraliżem własnych rafinerii po ukraińskich atakach.

"Niezwykle udana rozmowa". Trump dogadał się z Putinem na rosyjski diesel

6,28 dolara za galon diesla i rosnący gniew amerykańskich kierowców ciężarówek zmusiły Biały Dom do radykalnych kroków. Trump twierdzi, że uzgodnił z Putinem gigantyczne dostawy oleju napędowego dla USA i świata. Według relacji prezydenta USA, rozmowa była "niezwykle udana", a jej bezpośrednim efektem ma być zalanie amerykańskiego i światowego rynku rosyjskim dieslem.

"Właśnie zakończyłem niezwykle udaną rozmowę z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, podczas której uzgodniono, że Rosja natychmiast dostarczy ponad 300 000 ton oleju napędowego na rynek amerykański i światowy, kolejne 500 000 ton w listopadzie i 1 000 000 ton natychmiast potem. Dodatkowo, w zależności od stanu ich rafinerii, Rosja dostarczy w krótkim czasie kolejne 3 000 000 ton oleju napędowego" – napisał Donald Trump.

Prawie 5 milionów ton na stół

Harmonogram i wolumeny dostaw przedstawione przez Donalda Trumpa wyglądają na papierze imponująco. Trump zadeklarował, że dzięki tym dostawom oraz "całkowitej kontroli nad cieśniną Ormuz" ceny diesla spadną "w rekordowym tempie i szybko", co ma uratować portfele kluczowego elektoratu polityka: amerykańskich farmerów, hodowców i kierowców ciężarówek.

Gwałtowna reakcja Waszyngtonu nie bierze się znikąd. Od momentu wybuchu amerykańsko-izraelskiego konfliktu z Iranem, ceny oleju napędowego w USA wystrzeliły w górę o blisko 70 procent, osiągając średnią cenę 6,28 dolara za galon.

Sytuację drastycznie pogorszyły zawirowania wokół cieśniny Ormuz – kluczowej morskiej tętnicy naftowej świata, przez którą przed wybuchem walk przechodziło około 20 procent światowych dostaw ropy i paliw. Zablokowanie tankowców w Zatoce Perskiej wywołało globalną panikę cenową.

Aby ratować sytuację na rynku wewnętrznym, administracja Trumpa szukała dotąd rozwiązań ratunkowych na własnym podwórku – zezwolono m.in. na poruszanie się po drogach publicznych ciężarówkom zatankowanym rolniczym, nieopodatkowanym (barwionym na czerwono) dieslem. To jednak nie ugasiło pożaru, co pchnęło amerykańskiego prezydenta do rozmów z Kremlem.

Ten sam kryzys uderzył w polskich kierowców

Skutki globalnego szoku podażowego odczuliśmy także nad Wisłą. Dopiero po dziewięciu dniach przerwy saudyjski ropociąg znów zaczął działać, choć jeden atak dronowy odciął wcześniej około 5 proc. światowej podaży surowca.

Polska odpowiedziała własnym mechanizmem osłonowym. Po podpisaniu ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków cięcie cen przyniosło oszczędność rzędu 60–65 zł na jednym tankowaniu.

Zderzenie z rzeczywistością. Czy Rosja w ogóle ma co sprzedać?

W optymistycznej narracji Trumpa kryje się jednak potężny zgrzyt logiczny i gospodarczy. Nie wiadomo bowiem, czy Rosja w ogóle ma co sprzedawać. Jeszcze pod koniec września 2026 roku rząd w Moskwie ogłosił przedłużenie całkowitego zakazu eksportu oleju napędowego. Rosja podjęła tę decyzję z desperacji – na jej własnym rynku wewnętrznym brakuje paliwa. Co miałaby więc eksportować?

Skalę problemu dobrze oddają dane z rosyjskich regionów. Kryzys paliwowy w Rosji zwiększa presję na Kreml – niedobory benzyny objęły co najmniej 30 regionów, a pierwszeństwo przy dystrybutorach dostały służby państwowe.

Od miesięcy Kijów przeprowadza zmasowane i skuteczne ataki bezzałogowców na rosyjską infrastrukturę naftową. Przestoje w potężnych zakładach przetwórczych mocno obniżyły zdolności produkcyjne Rosji. Zresztą sam Trump jeszcze we wrześniu publicznie zauważył, że Moskwa "straciła kontrolę" nad produkcją diesla z powodu unieruchomienia części rafinerii.

Polska dyplomacja wskazywała zresztą, że to właśnie stan rafinerii jest kluczem do całej wojny. Mówiąc o grze Putina, Sikorski odsłaniał kulisy jego strategii – Moskwa ma siły na prowadzenie wojny rok, najwyżej dwa lata, chyba że Ukraińcy zniszczą ponad połowę jej mocy przerobowych.

Stany Zjednoczone od 2022 roku obowiązuje formalny zakaz bezpośredniego importu rosyjskiej ropy i produktów naftowych. Nawet jeśli rosyjski diesel miałby trafić wyłącznie na "rynek światowy", odciążając globalne indeksy i pośrednio obniżając ceny w USA, wymagałoby to skomplikowanych roszad w egzekwowaniu reżimu sankcyjnego.

Groźba pod adresem Teheranu

Wpis Trumpa na Truth Social nie ograniczył się wyłącznie do wyliczanek ton i galonów. Zwieńczył go krótki, jednoznaczny akcent geopolityczny skierowany bezpośrednio w stronę Bliskiego Wschodu: "Dodatkowo trzeba zrozumieć, że Iran nie będzie miał broni jądrowej! Dziękuję za uwagę w tej sprawie. Prezydent DONALD J. TRUMP".

Zestawienie zapowiedzi o opanowaniu cieśniny Ormuz, wielkich dostawach paliwa od Putina i twardym ostrzeżeniu dla Teheranu wskazuje, że Waszyngton próbuje zagrać na wielu fortepianach jednocześnie. Sygnał o przełamaniu paliwowego klinczu przy pomocy Rosji wywołał już zresztą pierwszą reakcję giełd – ceny ropy na światowych rynkach zaczęły spadać w odpowiedzi na nadzieje na deeskalację w Zatoce Perskiej.

Wyciąganie Putina z izolacji budzi niepokój w Europie

Kolejny gest wobec Kremla wpisuje się w szerszy trend. Gdy Trump zaprosił Polskę i… Putina na grudniowy szczyt G20, europejskie stolice nie kryły konsternacji.

Szef polskiej dyplomacji ocenił to bez ogródek. Mówiąc "nie podałbym ręki Putinowi", Radosław Sikorski stwierdził, że biznesowe podejście Trumpa do wojny jest ahistoryczne i "wyciąga Putina z izolacji".

Czy porozumienie na linii Trump-Putin rzeczywiście przełoży się na płynący strumieniami z Rosji olej napędowy, czy okaże się jedynie słowną interwencją mającą uspokoić panikę na giełdach i stacjach benzynowych? Kluczowa odpowiedź nadejdzie wraz z weryfikacją zapowiadanych na listopad wolumenów.