Rosyjska operacja informacyjna przed wyborami na Węgrzech. Trop prowadzi do Matrioszki.
Rosyjska operacja informacyjna przed wyborami na Węgrzech. Trop prowadzi do Matrioszki. Fot. Shutterstock; montaż: naTemat.pl

Na niespełna miesiąc przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech zaobserwowano falę dezinformacji, którą wiąże się z Rosją. W mediach zaczęły krążyć sfabrykowane materiały dotyczące Ukrainy i relacji Budapesztu z Kijowem. Zbiega się to z momentem, w którym kampania Viktora Orbána weszła w decydującą fazę.

REKLAMA

Punktem wyjścia były ustalenia rosyjskiego portalu opozycyjnego "The Insider", który opisał operację prowadzoną przez sieć Matrioszka. Według tej publikacji badacze z Bot Blocker zauważyli w obiegu serię materiałów podszywających się pod zachodnie media i organizacje. Celem kampanii miało być wykorzystanie napięć między Węgrami a Ukrainą oraz wpuszczenie do obiegu dużej liczby fałszywych treści powielanych następnie przez skoordynowane konta.

Wśród rozpowszechnianych fałszywych przekazów znalazła się historia o rzekomym zatrzymaniu ukraińskiego uchodźcy po próbie ataku na ambasadę Węgier w Paryżu. Pojawił się też materiał sugerujący, że Human Rights Watch (pozarządowa organizacja zajmująca się ochroną praw człowieka) miała udokumentować ponad 1000 ataków ukraińskich uchodźców na Węgrów w kilku państwach Europy.

Inne nagrania przypisywały Wołodymyrowi Zełenskiemu nieistniejące groźby wobec Budapesztu albo obraźliwe wypowiedzi o Węgrach. "The Insider" zaznaczył, że takie incydenty i cytaty nie miały miejsca.

Szczególnie istotny jest sposób podawania tych treści. Jak opisano w analizie, fałszywki były opatrzone logotypami Reutersa, Euronews, Human Rights Watch, RFI czy Institute for the Study of War. To klasyczny mechanizm tego rodzaju operacji: treść jest zmyślona, ale opakowanie ma wyglądać jak materiał renomowanej redakcji albo rozpoznawalnej organizacji, dzięki czemu odbiorca szybciej uznaje ją za wiarygodną.

Czym jest Matrioszka?

Matrioszka nie jest nowym tworem propagandowym. Francuska agenda "VIGINUM", odpowiedzialna za monitorowanie zagranicznych ingerencji cyfrowych, opisała tę operację już w czerwcu 2024 r. i uznała ją za formę zagranicznej ingerencji informacyjnej.

Według "VIGINUM" kampania działa co najmniej od 2023 r., a jej konstrukcja opiera się na dwóch warstwach kont: tzw. seederach, które wrzucają fałszywy materiał do obiegu, oraz quoterach, które później rozsyłają go dalej, odpowiadają pod wpisami mediów, dziennikarzy i fact-checkerów, próbując wymusić reakcję i zwiększyć zasięg treści.

Od września 2023 r. operatorzy Matrioszki przeprowadzili co najmniej 90 kolejnych operacji. W typowym schemacie 2 lub 3 konta publikują materiał niemal równocześnie, a po kilkudziesięciu minutach kolejne konta zaczynają go masowo cytować i podrzucać do sprawdzenia redakcjom lub organizacjom zajmującym się weryfikacją informacji. W jednej operacji sieć potrafi kierować przekaz jednocześnie do 50-150 podmiotów i osób, najczęściej do mediów, fact-checkerów oraz osób publicznych.

Celem takiej kampanii nie jest wyłącznie przekonanie odbiorcy do jednej konkretnej tezy. Równie istotne jest przeciążenie systemu informacyjnego. Redakcje, badacze i użytkownicy mają poświęcać czas na sprawdzanie kolejnych zmyślonych historii, a przy okazji fałszywe narracje dostają dodatkową widoczność.

Dlaczego akurat Węgry?

Kampania wyborcza na Węgrzech wchodzi właśnie w najostrzejszą fazę, a premier Viktor Orbán mierzy się obecnie z najpoważniejszym wyzwaniem od 16 lat rządów. Według badania 21 Research Centre opozycyjna Tisza ma 53 proc. poparcia wśród zdecydowanych wyborców, a Fidesz 39 proc. Wśród wszystkich badanych Tisza notowała 38 proc., a Fidesz 30 proc.

Dodatkowo kampania Orbána jest od tygodni bardzo mocno oparta na wątku ukraińskim. Premier przedstawia wybory jako wybór między wojną a pokojem i oskarża przeciwników o działania, które miałyby wciągnąć Węgry w konflikt po stronie Ukrainy. Orbán coraz częściej oskarża Kijów o finansowanie opozycyjnej Tiszy, nie przedstawiając publicznie dowodów na poparcie tych twierdzeń.

Fałszywe historie o agresywnych uchodźcach z Ukrainy, rzekomych groźbach Zełenskiego wobec Budapesztu czy presji wywieranej przez Kijów nie tworzą więc nowego sporu od zera. One doklejają się do konfliktu, który już trwa, i który stał się jednym z centralnych elementów kampanii przed 12 kwietnia.