Nadciąga kryzys? Trump potrzebuje sukcesu. Iran może poczekać
Nadciąga kryzys? Trump potrzebuje sukcesu. Iran może poczekać. fot. naTemat

Piotr Kuczyński przewiduje globalny kryzys zadłużenia, przy którym wstrząs z czasów upadku Lehman Brothers może wydać się niewielki. Nie zapowiada katastrofy od razu, mówi o perspektywie kilku lat i narzędziach, które pozwalają jeszcze odsunąć zagrożenie. Dlaczego mimo to uważa kryzys za nieunikniony – i co może wydarzyć się, zanim nadejdzie?

REKLAMA

Zanim przyjdzie wielkie załamanie, możemy zobaczyć tańszą ropę, słabszego dolara i ulgę w domowych budżetach. W ocenie Piotra Kuczyńskiego te scenariusze się nie wykluczają. Analityk DI Xelion w "Rozmowie naTemat" pokazuje, jak decyzje Donalda Trumpa przekładają się na ceny, dlaczego złoto wciąż ma siłę i co może czekać Polaków, gdy skończy się wyborcza ochrona przed drożyzną.

Świat ma jeszcze czas, żeby się obronić

Piotr Kuczyński uważa globalny kryzys zadłużenia za docelowo nieunikniony. Jego zdaniem skala takiego wstrząsu mogłaby sprawić, że kryzys z lat 2007–2009 wyglądałby przy nim jak "betka". Zastrzega jednak, że mówi o najbliższych kilku latach. Dziś spadek cen ropy i działania banków centralnych mogą jeszcze rozładować napięcie.

– Naprawdę świat ma dużo możliwości, żeby jeszcze teraz się obronić. Po pierwsze może być duży spadek ceny ropy. Po drugie mogą pojawić się odpowiednie działania banków centralnych, na przykład wspólne interwencje – wyjaśnia.

Trump potrzebuje sukcesu. Iran może poczekać

Najbliższe miesiące analityk wiąże z wyborami w USA. Zwraca uwagę, że Trump zabiega o sukces, który pomoże Republikanom, ale Iran nie musi być zainteresowany ustępstwami przed głosowaniem. W ocenie Kuczyńskiego władze w Teheranie mogą liczyć, że zwycięstwo Demokratów zwiększy szanse na zakończenie wojny.

Rosji przypisuje przeciwny interes: ograniczenie rozmiarów porażki Republikanów. Przestrzega też, że ewentualne przejęcie obu izb przez Demokratów mogłoby rozpocząć bardzo burzliwy okres amerykańskiej polityki, zwłaszcza przy próbie impeachmentu Trumpa.

Od rozwoju konfliktu z Iranem uzależnia perspektywy rynku ropy. Utrudnienia w żegludze i drogie ubezpieczenia tankowców podtrzymują presję na ceny. Gdyby przepływ surowca wrócił do normy, a później doszło również do zawieszenia broni między Rosją a Ukrainą, Kuczyński nie wyklucza ropy po około 50 dolarów za baryłkę. Analityk dopuszcza jednak także ponowną eskalację.

Drogi gaz wróci do nas w cenach żywności

Dla europejskich odbiorców szczególnie dotkliwy jest gaz. Kuczyński wskazuje na przepaść między jego ceną w Europie i USA. Ostrzega, że konsekwencje odczujemy zarówno przy ogrzewaniu domów, jak i w kosztach nawozów, a później żywności.

Firmy, w jego ocenie, jeszcze próbują nie obciążać klientów pełnym wzrostem kosztów. Właśnie tak interpretuje powolny wzrost inflacji bazowej.

– To mówi o tym, że przedsiębiorcy starają się nie przerzucać swoich rosnących kosztów na klientów. I dlatego ta inflacja bazowa rośnie powoli. Ale gdzieś będzie ten moment, w którym powiedzą: "to już za dużo" i zaczną podnosić ceny. I wtedy rzeczywiście będzie problem – ostrzega.

Podobne zagrożenie widzi w rachunkach za prąd: długoterminowe kontrakty amortyzują wzrost kosztów, lecz utrzymująca się drożyzna surowców może wymusić wyższe taryfy.

Jednocześnie Kuczyński nie spodziewa się listopadowej podwyżki stóp procentowych w Polsce, licząc na poprawę odczytu inflacji po działaniach osłonowych dotyczących paliw.

Złoto wytrzymuje presję. Co odblokuje wzrosty?

Piotra Kuczyńskiego zaskakuje obecna siła dolara, którą uważa za nadmierną. Wskazuje na oczekiwania dotyczące stóp Fed oraz obawy o Francję osłabiające euro. Mocny dolar i wysokie rentowności obligacji szkodzą złotu, dlatego utrzymywanie się kruszcu powyżej 4000 dolarów odczytuje jako oznakę dużego popytu.

– Wystarczy zmiana kierunku euro-dolara albo uspokojenie dłuższe na rynku obligacji, żebyśmy zobaczyli złoto dużo wyżej. Kiedy to się stanie? Nie wiem, bo to nie ode mnie zależy – zaznacza.

Po wyborach rachunek za zbrojenia i osłony

W Polsce Kuczyński spodziewa się dojścia do progu ostrożnościowego zadłużenia w 2027 lub 2028 roku. Przewiduje, że minister finansów będzie próbował odsunąć ten moment, aby przed wyborami nie przedstawiać budżetu dotkliwego dla obywateli. Później, jego zdaniem, pozostaną mocne cięcia albo próba usunięcia progu, którą może zablokować prezydent Karol Nawrocki.

Sam kwestionuje skalę i kierunek wydatków obronnych. Uważa, że Polska zbroi się do wojny, która już była, a atmosfera zagrożenia ułatwia finansowanie wojskowych zachcianek. Przychylnie ocenia też przywołany w rozmowie pomysł Grzegorza Kołodki, by część rezerw walutowych wykorzystać na zbrojenia i ograniczyć zadłużanie.

Nawet jeśli świat uniknie najgorszego scenariusza, polski budżet będzie wymagał trudnych decyzji. O tym, kto może ponieść ich koszt, więcej w całej "Rozmowie naTemat". Można ją obejrzeć na górze strony lub pod tym linkiem na naszym kanale YouTube.