
Zaledwie 14 minut trwało pierwsze wystąpienie nowej rzeczniczki Białego Domu Katie Zacharii. Mimo krótkiego czasu briefing przyniósł falę komentarzy, językowe potknięcie oraz głosy krytyki ze strony doradców prezydenta. Okazuje się, że był to dopiero początek ciekawych wątków z jej udziałem.
Zdecydowaną większość debiutanckiego występu Katie Zacharii zajęło odczytanie oświadczenia o sukcesach Donalda Trumpa. Do zadania pytań dopuszczono jedynie przedstawicieli trzech mediów: Breitbarta, Fox News i Daily Mail, po czym spotkanie zakończono.
Krótka konferencja i niezręczna wpadka nowej rzeczniczki Trumpa
Mimo tego nie zabrakło jednak niezręcznych sytuacji. Gdy jeden z dziennikarzy zapytał Zacharię, jak zamierza łączyć nowe obowiązki z wychowywaniem czwórki dzieci, rzeczniczka zaliczyła przejęzyczenie. Chcąc podkreślić rolę swojego partnera, wypaliła: – Mój prezydent… przepraszam, mój mąż.
Spore emocje wzbudziła również kwestia relacji z Kijowem, w czasie gdy Europa uważnie śledzi układ Trump – Putin – Zełenski. Prezydent Ukrainy informował we wtorek (13 października), że nie otrzymał ostrzeżenia przed rosyjskim atakiem. W kierunku rzeczniczki padło więc pytanie, czy USA nadal udostępnia dane wywiadowcze Ukrainie, czy już nie. Zacharii nie potrafiła udzielić konkretnej odpowiedzi. – Będę musiała do was z tym wrócić – ukróciła temat. Dopiero później Donald Trump mówił, że wsparcie USA dla Ukrainy jest kontynuowane.
Wystąpienie wywołało konsternację nawet w samym otoczeniu prezydenta. Jak informuje CNN, doradcy i urzędnicy Białego Domu mówili, że jej pierwszy występ zapamiętają jako nietypowy i mało komfortowy dla wszystkich. Na przykład dziennikarka "The Independent" Holly Baxter oceniła, że pierwszy briefing prasowy nowej rzeczniczki Białego Domu był "katastrofą". "Zaliczyła kompromitującą wpadkę, a następnie zakończyła spotkanie zaledwie po kilku minutach. Sytuacja ta rodzi poważne pytania o to, czy ona sama wierzy w to, co mówi" – napisała Baxter.
Zobacz także
Z kolei ma łamach "New York Post" czytamy, że widoczne było zdenerwowanie rzeczniczki. Pojawiły się również pytania, dlaczego Zacharia wystąpiła już drugiego dnia pracy. – Powinna przez dwa tygodnie przechodzić symulacje trudnych pytań, zanim tam stanęła – przyznał jeden z doradców prezydenta.
Mimo powszechnej krytyki Donald Trump wziął w obronę nową współpracowniczkę, oświadczając krótko: – Uważam, że była bardzo dobra. W podobnym tonie wypowiedział się szef komunikacji Białego Domu Steven Cheung, twierdząc, że Zacharia jest "wspaniałym wzmocnieniem zespołu".
Przyjrzeli się też dawnym wpisom Zacharii
Spore kontrowersje wzbudziła również internetowa przeszłość nowej rzeczniczki. Jak ujawniła stacja CNN, w 2022 roku Zacharia udostępniła na platformie Truth Social wpis powielający narrację o rzekomej wojnie Władimira Putina z lewicową, tajną kliką elit powiązanych z Ukrainą.
W sieci odnaleziono także jej starsze posty nawiązujące do obalonej teorii spiskowej "Pizzagate". Co ciekawe, w przeszłości nie oszczędzała również własnego obozu politycznego – w usuniętym już wpisie na platformie X ostrzegała, że "bez zmiany kursu wybory uzupełniające (w 2026 roku) będą rzezią". Dziś sondaże pokazują, co się stanie podczas wyborów, i nie wróżą Republikanom nic dobrego.
Największe emocje budzą jednak jej realne kwalifikacje zawodowe. Choć Donald Trump wielokrotnie przedstawiał Zacharię jako prawniczkę, to ustalenia newslettera Popular Information mówią coś innego. Podobno Katie Zacharia nie figuruje w rejestrze kalifornijskich adwokatów ani nie posiada licencji prawniczej.




