Promocja w sklepie to nie zawsze okazja
1 grosz czasem kosztuje cię majątek. Ekspert ujawnia, jak sklepy oszukują twój mózg Fot. tomeqs / Shutterstock

Różnica między 19,99 zł a 20 zł to dokładnie 1 grosz, a mimo to nasz mózg widzi tu wyraźną okazję. Podobnie jest z kawą w trzech rozmiarach, bo jeden z kubków pełni wyłącznie rolę tła, które ma nas skusić do wybrania większego, droższego produktu. Takich pułapek w sklepach jest znacznie więcej.

REKLAMA

Zapach świeżego pieczywa przy wejściu, większe wózki i droższe produkty na wysokości wzroku to dopiero początek. O tym, jak markety namawiają nas do większych zakupów, pisała już MamaDu, a INNPoland tłumaczył, jak dyskonty utrudniają policzenie ceny jednej sztuki.

Do tego dochodzą czerwone etykiety, downsizing, przekreślone ceny i napisy "ostatnie sztuki". Triki sprzedawców mnożą się tak szybko, że jeden z ekspertów mówi wręcz o ich... inflacji.

Promocje w sklepach i 10 kg cukru zamiast wiertarki

W "Pytaniu na śniadanie" o promocjach w sklepach rozmawiali Iwona Mazurkiewicz i Gerard Makosz, uczestnicy drugiej edycji "Sanatorium miłości". Para sama przyznała się do wpadki sprzed dwóch, trzech lat. Poszli do sklepu po wiertarkę, a wrócili z 10 kg cukru.

– Wchodzimy do środka, ja idę za wiertarką, a taka kobieta przychodzi do Iwonki. 'Pani, pani, cukier jest w promocji!' Iwonka wtedy za głosem poszła, kupiła 10 kilogramów – opowiadał Gerard Makosz.

W studiu był też Nikodem Lewandowski, ekspert od krytycznego myślenia i wykładowca z profilu Ratio Viva. Wyjaśnił m.in., po co sprzedawcy dokładają kawę w trzech rozmiarach.

Chodzi o tzw. triady cenowe (mała, średnia i duża oferta), które widać też przy popcornie w kinie czy frytkach. Środkowa opcja jest tu tylko tłem, bo ma sprawić, że największa wyda się okazją.

– Bardzo często nazywa się to wabikiem, czyli dokłada się jakąś ofertę taką jak ofertę średnią czy małą tylko po to, aby ujaskrawić, że duża naprawdę się opłaca – tłumaczył Lewandowski.

FOMO w sklepie i fałszywa presja czasu

Promocje typu "trzy w cenie dwóch" działają jak FOMO (od angielskiego Fear of Missing Out ), a czyli strach przed przegapieniem czegoś. W tym wypadku okazji.

– Czasem to się opiera wyłącznie na tym, że jeśli pójdę następnego dnia do sklepu, to tego już może nie być – mówił ekspert.

Ten sam mechanizm stoi za napisami "ostatnie sztuki". Gerard Makosz przyznał, że i jemu zdarzyło się trafić na ofertę leku z dopiskiem, że zostało tylko 12 sztuk.

– Oczywiście, że nie kupiłem, bo parę razy już to spotkałem. Za tydzień znowuż to samo lekarstwo i ta sama ilość jest podana – opowiadał.

O unijnej kontroli takich praktyk wspominał też Lewandowski. Jak wynika z komunikatu Komisji Europejskiej z 30 stycznia 2023 roku, urzędy sprawdziły 399 sklepów internetowych, a w 148 znalazły manipulacyjne praktyki. Aż 42 strony używały np. fałszywych liczników, które odliczały czas na zakup konkretnych produktów.

Efekt lewej cyfry i lista zakupów, czyli jak kupować świadomie

Wróćmy do grosza z początku tekstu. Krem za 19,99 zł wydaje się wyraźnie tańszy niż ten za 20 zł, choć różni je tylko jedna moneta. To tzw. efekt lewej cyfry.

– Zawsze czytamy od lewej strony w naszej kulturze. Więc gdy widzimy jedynkę, a nie dwójkę, no to siłą rzeczy jakoś to na nas oddziałuje – wyjaśnił Lewandowski.

Jak się przed tym bronić? Iwona i Gerard mają prosty sposób. – Jeżeli idziemy na zakupy do sklepu, to idziemy z kartką. Jesteśmy przygotowani do tego, co będziemy kupować – powiedział Gerard Makosz.

Promocję oceniają dopiero na miejscu, gdy zastanowią się, czy dany produkt zużyją szybko. Iwona Mazurkiewicz sprowadziła to do jednego pytania.

– Czy na daną chwilę jest nam to niezbędne i potrzebne? I wtedy zakupy robi się taniej i to, co faktycznie chcemy kupić – podsumowała.

Przy przecenach warto też sprawdzić najniższą cenę z 30 dni przed promocją, o czym przypominał INNPoland w tekście o sztuczkach sprzedawców. Zanim więc kolejna okazja wyląduje w koszyku, zadajmy sobie to jedno pytanie. Inaczej zamiast wiertarki znów wrócimy z cukrem.