
"Rozważna i romantyczna" w ujęciu Georgii Oakley nie zachwyca tak jak wersja Anga Lee z 1996 roku. Nie jest też powtórką z "Dumy i uprzedzenia" Joe Wrighta, a mimo to potrafi ujmować. Film reżyserki "Blue Jean" w sposób fascynujący operuje kamerą, która bez cienia strachu zamienia brzydotę w piękno, a piękno w brzydotę. Niestety nieidealne panny Dashwood zahaczają swoimi sukniami o kałużę błota, będącą pozostałością po przedziwnych decyzjach kreatywnych.
Jane Austen w sposób bezczelny rozprawiała się ze światopoglądem społecznym XVIII i XIX wieku, dostrzegając niewidzialne kajdany zaciśnięte wokół kobiecych nagarstków. Tworzyła ponadczasową prozę, którą można w nieskończonośc obierać z jej warstw, za każdym razem odsłaniając nietknięte dotąd światłem możliwości. W końcu uniwersalne dzieła literatury są otwarte na nowe interpretacje i uwspółcześnione retellingi. Pod tym względem pisarka epoki regencji ma wiele wspólnego z wybitnym dramaturgiem Williamem Shakespearem.
Gdy usłyszałam, że Georgia Oakley – reżyserka kameralnego dramatu "Blue Jean", który cztery lata temu zrobił na mnie wrażenie – pochyli się nad "Rozważną i romantyczną", wiedziałam, że jej adaptacja nie zdoła wyprzeć z mojego serca filmu Anga Lee ("Przyczajony tygrys, ukryty smok"). Ta nieustępliwa perspektywa pozwoliła mi rozkoszować się powrotem Elinore i Marianne Dashwood na duży ekran, dostrzegając w nim więcej dobrego niż złego. Oczywiście podczas seansu przez myśl stale przemykała mi krytyka. Kierunek artystyczny obrany przez filmowczynię zrodził w mojej głowie wiele dokuczliwych pytań.
Recenzja filmu "Rozważna i romantyczna" Georgii Oakley
Elinor, Marianne i Margaret Dashwood po śmierci ojca otrzymują w spadku zaledwie 500 funtów rocznie. Sytuacja materialna zmusza panny i ich matkę do przeprowadzki do ciasnego – w porównaniu z ich dotychczasowymi warunkami życia – domku w Devonshire. Marianne zakochuje się tam w czarującym młodzieńcu, który wyszukanymi komplementami potrafi owinąć sobie wokół palca każdą dziewczynę w okolicy, a Elinor ukrywa przed bliskimi fakt, że tęskni za Edwardem Ferrarsem, arystokratą o wyższym statusie społecznym niż ona. Młodsza z sióstr naiwnie pragnie namiętności, a starsza zamyka swoje emocje przed resztą świata.
Georgia Oakley, w podobny sposób jak James Ivory w "Okruchach dnia", przygląda się wydarzeniom na angielskiej wsi. Patrzy na dramaty i komedie omyłek zza okiennic, chowając kamerę w trawie polnej lub wśród wydm. Zamyka ujęcia w najmniej oczywistych momentach, pozwalając widowni chłonąć sceny rodzajowe, które w innym filmie kostiumowym zapewne raziłyby swoją prozaicznością. Ta wersja "Rozważnej i romantycznej" zrywa z romantyzowaniem epoki georgiańskiej, co nie gryzie się jakoś wybitnie z filozofią Jane Austen, która wykorzystywała satyrę jako narzędzie do obnażania wad funkcjonującej wówczas hierarchii społecznej.

Elinor i Marianne po cichu przeciwstawiają się normom, jakie narzucano dawniej kobietom. Gdy nie uczestniczą w balach lub wystawnych kolacjach, widzimy je z rozpuszczonymi włosami, które regencja uznawała za swoistą gafę. Panny Dashwood potykają się o własne nogi, zwilżonymi malinowym sokiem dłońmi niechcący brudzą sobie twarz, a po zdjęciu kapeluszy z głów ich włosy są obciążone u nasady. Oakley stawia miejscami na naturalizm, który w oczach kogoś, kto jest przyzwyczajony do oglądania dzieł pokroju "Bridgertonów", będzie graniczył z bluźnierstwem.
Współczesne wpływy "Rozważnej i romantycznej" są niepodważalne. Sekwencje balowe, zamiast skręcać w stronę sprawdzonej prostoty znanej z "Dumy i uprzedzenia" z 2005 roku, skłaniają się raczej w kierunku eksperymentalnego tańca współczesnego. U Oakley nie brakuje momentów, które wybijają widza z immersji, tak sumiennie budowanej w pierwszych kilkudziesięciu minutach filmu. Siłą tej adaptacji jest jej intymność opasany zarówno żywą, jak i martwą naturą; słabością zaś niepotrzebne – przeważnie techniczne – urozmaicenia, które sprawiają, że widz przestaje wierzyć w istnienie tego, na czym skupia swój wzrok.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Daisy Edgar-Jones ("Normalni ludzie") od początku jest wiarygodną Elinor, natomiast Esmé Creed-Miles ("Hanna") potrzebuje chwili, aby jej Marianne stała się choć trochę znośna. U Lee występy odtwórczyń głównych ról – Emmy Thompson ("W imię ojca") i Kate Winslet ("Titanic") – równoważyły się, czego nie można powiedzieć o pierwszoplanowym aktorstwie u Oakley.
W każdej wersji "Rozważnej i romantycznej" dobór pani Jennings jest udany. Fiona Shaw ("Andor") oddaje całą siebie samotnej gadule. Tak samo jak Bodhi Rae Breathnach ("Hamnet"), ekranowa, nieokrzesana Margaret Dashwood. George MacKay ('1917") tworzy sympatyczny portret Edwarda Ferrarsa, a w oczach Herberta Nordruma ("Najgorszy człowiek na świecie"), któremu powierzono postać pułkownika Brandona, maluje się niewysłowiona tęsknota. Johnowi Willoughby'emu, w którego wcielił się Frank Dillane ("Łobuz"), zabrakło subtelnej nikczemności, szkoda.
Urokliwy dramat kostiumowy o dwóch siostrach ukoił moje zmysły, aczkolwiek pełną przyjemność z jego oglądania osiągałam tylko wtedy, gdy powstrzymywałam swojego wewnętrznego krytyka przed kąśliwymi uwagami (w moim odczuciu uzasadnionymi).




