Florence Pugh w serialu "Na wschód od Edenu"
Recenzja serialu "Na wschód od Edenu" Zoe Kazan. Florence Pugh nie gra zła wcielonego Fot. materiał prasowy / Netflix

"Na wschód od Edenu" Zoe Kazan rzuca nowe światło na magnum opus Johna Steinbecka, traktujące o dobru i złu. Serial Netflixa nie odrzuca biblijnych alegorii, choć jego uwagę jeszcze bardziej przykuwa definicja człowieczeństwa. Cathy Ames, grana przez Florence Pugh, nie jest po prostu sukkubem, ze stopami przypominającymi końskie kopyta. To postać, która w ujęciu twórczyni przestaje być tylko "czystym złem".

REKLAMA

"Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka. Po czym Kain odszedł od Pana i zamieszkał w kraju Nod, na wschód od Edenu" – John Steinbeck pochylił się nad pierwszymi rozdziałami Księgi Rodzaju i z bogactwa ich alegorii uszył współczesny retelling opowieści o pierwszym morderstwie w dziejach ludzkości. Powieść "Na wschód od Edenu", wydana po raz pierwszy w 1952 roku, nie ograniczała się jedynie do Starego Testamentu. Inspiracje czerpała z wnętrza noblisty i jego życiowych przeżyć. Dzięki temu całokształt wydawał się niemalże żywy; organiczny w sposobie, w jaki ujęto cykl życia mieszkańców Doliny Salinas w Kalifornii.

Trzy lata po publikacji książki Elia Kazan ("Tramwaj zwany pożądaniem") nakręcił kultową adaptację z udziałem Jamesa Deana ("Buntownik bez powodu"), niepozbawioną zmian względem oryginalnej narracji. 71 lat później z arcydziełem Steinbecka postanowiła zmierzyć się wnuczka reżysera. Zoe Kazan ("Ruby Sparks", "Ballada o Busterze Scruggsie") zabrała się za "Na wschód od Edenu" z niespotykaną dotąd empatią, widząc w postaci uosabiającej na kartach powieści "czyste zło" produkt swoich czasów. Serialowa Cathy Ames, owszem, jest potworem, ale każdy potwór był kiedyś człowiekiem.

Recenzja serialu "Na wschód od Edenu" Netflixa. "Możesz panować na grzechem"

Serial "Na wschód od Edenu" zaczyna się od dwóch braci zamieszkujących farmę w Connecticut i wychowywanych przez ojca, niezdolnego do kochania obu synów jednakowo. Dobroduszny Adam (Christopher Abbott) jest oczkiem w głowie Cyrusa Traska (Tracy Letts), weterana wojny secesyjnej, który na kłamstwie zbił spory majątek. Patriarcha nie poświęca takiej samej uwagi Charlesowi (Mike Faist). Brak akceptacji – bo tata faworyzuje jedno z dzieci – popycha chłopaka w objęcia zazdrości, której celem staje się Adam. Trauma transgeneracyjna, przechodząca z pokolenia na pokolenie, napędza cykl przemocy, a kainowe piętno pojawia się na czole jednego z Trasków.

W dorosłości bracia znajdują pod płotem dotkliwie pobitą kobietę. Charles dostrzega w niej coś, czego Adam – ze względu na swą ufność – nie jest w stanie zobaczyć. Cathy Ames przekracza próg rodzinnego domu Trasków, przynosząc jego lokatorom zagładę.

Mike Faist, Christopher Abbott i Florence Pugh w serialu "Na wschód od Edenu"
Mike Faist, Christopher Abbott i Florence Pugh w serialu "Na wschód od Edenu". Fot. materiał prasowy / Netflix

W ośmiu odcinkach Zoe Kazan zdołała zawrzeć najistotniejsze wątki dzieła Steinbecka, począwszy od płynącego z niej morału (hebrajskiego słowa "timszel", oznaczającego "możesz panować nad grzechem"), a skończywszy na paralelizmie losów kolejnych pokoleń rodziny Trasków a biblijną historią o Kainu i Ablu.

Nie obyło się jednak bez zmian typowych dla formuły. Adaptacji pozbawiono kilku kluczowych moich zdaniem scen, które jeszcze dobitniej podkreśliłyby intencje przyświecające Kazan przy przenoszeniu "Na wschód od Edenu" na mały ekran, tym bardziej że autorka starała się przeanalizować postać Cathy – a zwłaszcza jej genezę – przez pryzmat feministycznej teorii.

Dalsza część artykułu poniżej.

Ludzka twarz Cathy Ames. Florence Pugh nie gra diabła wcielonego

Nie, Kazan nie czyni z Cathy wzoru do naśladowania. W zasadzie nie robi niczego, co nie byłoby zgodne z filozofią Steinbecka. Oczywiście w alegorycznej powieści opisom jej fizyczności towarzyszą porównania do szatana. Stopy kobiety przywodzą na myśl kopyta, a jej wargi zwilżane są gadzim językiem. Serial nie interpretuje tych obrazów dosłownie, natomiast z pełną klarownością zaznacza, po której stronie odwiecznej walki dobra ze złem stoi w danej chwili antybohaterka. Kazan nie klasyfikuje Ames w sposób definitywny, za to daje widzom narzędzia do tego, by na własną rękę ocenili, czy faktycznie mają do czynienia z diabłem wcielonym.

W swoim przesłaniu "Na wschód od Edenu" kładzie nacisk na znaczenie wolnej woli i na fakt, że człowieczeństwo nie jest monolitem. W serialu Cathy, którą z zaskakującą wrażliwością odegrała Florence Pugh ("Małe kobietki", "Midsommar. W biały dzień"), nie urodziła się zła. Życie dało jej w kość, a w wyniku przeżytych w młodości traum została zmuszona do wyrobienia sobie pewnych mechanizmów obronnych.

Czy rany odniesione za młodu usprawiedliwiają jej grzechy? W żadnym wypadku, niemniej czynią jej portret psychologiczny bardziej złożonym.

Hoon Lee i Joseph Zada w serialu "Na wschód od Edenu"
Hoon Lee i Joseph Zada w serialu "Na wschód od Edenu". Fot. materiał prasowy / Netflix

W warstwie scenariuszowej i aktorskiej serial znakomicie radzi sobie z tematem dualizmu natury ludzkiej. Postaci, niezależnie od tego, czy kroczą ścieżką dobra, czy ścieżką zła, są niedoskonałe. Jedne bardziej, drugie mniej.

Moralnym trzonem i bijącym sercem opowieści wciąż pozostają irlandzki imigrant Samuel Hamilton (Ciarán Hinds) i chińsko-amerykański służący Lee (Hoon Lee). To dzięki ich emocjonalnej mądrości toczące się nieprzerwanie koło wielopokoleniowych krzywd ma szansę wreszcie się zatrzymać. Obaj przemawiają głosem dalekim od moralizatorstwa, popychając fabułę ku naturalnym konkluzjom, które w finale przekuwają serię bolesnych błędów w nadzieję na nowy początek. Kazan udaje się uchwycić nastrój towarzyszący czytelnikom przy ostatnich stronach książki. Po seansie jej serialu widz poczuje, że żyje.

Fabuła "Na wschód od Edenu" rozgrywa się przy akompaniamencie elegijnej wręcz muzyki, która w zderzeniu z ponurą kolorystyką i surową scenerią może w pierwszych minutach bardzo przytłaczać. Dramat skacze między Connecticut, Massachusetts a Kalifornią, każde z tych miejsc zanurzając w XIX-wiecznej i XX-wiecznej beznadziei. Serial Netflixa męczy duszę, ale wynagradza ten emocjonalny wysiłek. Ostatnia scena z Calem Traskiem (Joseph Zada) i Abrą Bacon (Zoe Phillips) przynosi oczyszczenie.