
Rząd stracił czas, a teraz ryzykuje, że rozliczenia PiS zostaną odebrane jako przedwyborcza operacja – ostrzega prof. Radosław Markowski. W "Allegro ma non troppo" Jacka Pałasińskiego politolog domaga się konsekwencji w sprawie Trybunału Konstytucyjnego i wyjaśnień dotyczących rozmowy Władysława Kosiniaka-Kamysza z Donaldem Trumpem. Stawia też niewygodne pytanie: jak wymagać szacunku do prawa od obywateli, jeśli państwo nie potrafi wyegzekwować go na szczytach władzy?
Prof. Radosław Markowski wystawia rządowi Donalda Tuska gorzki rachunek za zaniechania. W rozmowie z Jackiem Pałasińskim przekonuje jednak, że odwrót byłby jeszcze gorszy.
Jego zdaniem najważniejszego problemu nie rozwiążą ani kolejne wystąpienia premiera, ani oczekiwanie, że instytucjonalny konflikt z czasem wygaśnie. Stawką jest przywrócenie zasad, dzięki którym polityczna walka nie prowadzi do paraliżu państwa.
Rząd czekał. Teraz może za to zapłacić
Zdaniem politologa zasadniczą próbę uporządkowania sytuacji w Trybunale Konstytucyjnym należało podjąć już jesienią 2023 roku, najpóźniej wiosną następnego. Zwyciężyło jednak podejście, które – w jego ocenie – przywiązywało nadmierną wagę do ustawowych rozwiązań pozostawionych przez PiS, zamiast szukać podstaw działania bezpośrednio w konstytucji.
Prof. Markowski krytykuje również kalkulację, według której zmiany personalne miały stopniowo przynieść rozwiązanie kryzysu. Sam upływ kadencji nie gwarantuje przecież, że druga strona zaakceptuje utratę wpływu.
Pytany o nasilenie rozliczeniowego przekazu Tuska, dopuszcza możliwość, że taki harmonogram przyjęli doradcy premiera. Zastrzega jednak, że byłby to błąd: wyborcy mogą zobaczyć w nim przyznanie się do wcześniejszej bezradności, a późniejszą ofensywę uznać za działanie obliczone na wybory. Dostrzega zarazem drugą możliwość – procedury trwają, a kolejne informacje o nadużyciach wychodzą na jaw stopniowo.
– Ja bym namawiał ekipę rządzącą do konsekwencji. Po prostu, jeżeli już się coś zaczęło i to, co się zadziało wczoraj w Trybunale Konstytucyjnym, doprowadzić do końca. Najgorsze, co się może wydarzyć dla tego rządu, to jest wycofanie się, odpuszczenie teraz i powiedzenie, że nie udało się – podkreśla.
Kosiniak-Kamysz powinien wyjaśnić rozmowę z Trumpem
Pałasiński pyta także o hipotezę, że Donald Trump namawiał lidera PSL do zmiany koalicji i porozumienia z PiS. Markowski zaczyna od istotnego zastrzeżenia, że nie wiemy wciąż, czy to prawda.
Nie przedstawia więc domniemanego nacisku jako ustalonego faktu. Oczekuje natomiast od wicepremiera wyjaśnienia, w jakim trybie doszło do spotkania, kto je organizował i czego dotyczyła rozmowa. To odpowiedź należna obywatelom, szczególnie gdy pojawiają się wątpliwości dotyczące politycznych zobowiązań członka rządu.
Sceptycznie traktuje przy tym opowieści o wpływach Adama Bielana w Waszyngtonie. Wskazuje na nieprzewidywalność Trumpa i kwestionuje przekonanie części polskiej prawicy, że można na nim bezwarunkowo polegać.
Jednocześnie nie domaga się, by Tusk publicznie odpowiadał na każdą wypowiedź amerykańskiego prezydenta. Powściągliwość premiera interpretuje jako możliwą kalkulację: reagowanie na deklarację, którą Trump za chwilę porzuci, nie zawsze służy polskim interesom.
Zobacz także
Polska nie musi mówić jednym głosem
Czy zakończenie instytucjonalnego konfliktu przyniosłoby społeczne pojednanie? Markowski podważa samo założenie, że demokracja potrzebuje powszechnej zgody. Partie reprezentują odmienne interesy. Spory o podatki, wydatki czy politykę społeczną są jej naturalną częścią.
W tej diagnozie sednem kryzysu nie jest istnienie dwóch zwalczających się obozów, lecz naruszenie zasad, które pozwalają im rywalizować. Władza musi podlegać kontroli, a procedury obowiązywać także tych, którzy mają polityczną siłę, by je kwestionować. Dlatego przywrócenie sprawności państwa nie wymaga zniknięcia przeciwników z życia publicznego. Wymaga wspólnych, nienaruszalnych reguł.
Media też mają rachunek do zapłacenia
Pod koniec rozmowy Markowski kieruje krytykę również do dziennikarzy. Zarzuca telewizjom, że seria dramatycznych zdarzeń przesłania w ich przekazie codzienne życie milionów ludzi, osiągnięcia i społeczne zmiany. Pojedyncze tragedie zaczynają wówczas zastępować wiedzę o skali zjawiska.
Nie bagatelizuje przemocy w szkołach. Przekonuje jednak, że alarm powinien wynikać z danych, a nie z intensywności relacji. Nadgorliwość wobec nastolatków zestawia z bezradnością państwa wobec ludzi zajmujących wysokie stanowiska.
W pełnym odcinku "Allegro ma non troppo" prof. Radosław Markowski mówi również o przemianach społecznych, radykalnej prawicy i obniżaniu wymagań na uczelniach. Jego diagnoza wykracza daleko poza rozliczenie jednej partii. Odcinek można zobaczyć na górze strony lub na naszym kanale YouTube pod tym linkiem.






