Quentin Tarantino zachwyca się pewnym reżyserem.
Quentin Tarantino zachwyca się Davidem Fincherem. Foto: rewelda/Shutterstock

Quentin Tarantino to wielki miłośnik kina, co widać w jego twórczości. W programie "The Graham Norton Show" zaczął nagle chwalić pewnego kolegę po fachu. Okazuje się, że jest fanem twórcy, którego filmy z pewnością wielokrotnie oglądaliście.

REKLAMA

Twórca "Pulp Fiction" w czasie wywiadu wszedł na temat filmu "Dalsze perypetie Cliffa Bootha". Tak, chodzi o kontynuację "Pewnego razu... w Hollywood" z 2019 roku, w której znowu zagra Brad Pitt (nagrodzony za rolę Bootha Oscarem). Okazało się przy okazji, że Tarantino uwielbia kino Davida Finchera, który wyreżyserował wspomniany obraz. – To mój ulubiony reżyser, poza mną samym – powiedział w "The Graham Norton Show".

Tarantino uwielbia Finchera

Właściwie słowa te nie powinny aż tak zaskakiwać, gdyż to Tarantino napisał scenariusz "Dalszych perypetii...", a już i wcześniej cenił filmy Finchera. Choćby "Zodiaka" i "The Social Network" określił mianem arcydzieł. "Zabójcę" nazwał jednym z najlepszych filmów, jakie widział w tej dekadzie.

Co ważne, Tarantino początkowo nie planował ekranizować swojego scenariusza o Cliffie, ale zmienił zdanie pod wpływem Brada Pitta, który do tego zaproponował, by za kamerą stanął właśnie Fincher.

Film "Dalsze perypetie Cliffa Bootha" będzie miał premierę na Netfliksie 23 grudnia. Akcja rozgrywa się w 1977 roku, czyli osiem lat po wydarzeniach z "Pewnego razu... w Hollywood". Booth nie pracuje już jako kaskader, ima się innych zajęć i do tego popada w kłopoty. Na ekranie zobaczymy m.in. Elizabeth Debicki, Scotta Caana, Carla Gugino, Yahya Abdula-Mateena II, Petera Wellera, Holta McCallany'ego i Timothy'ego Olyphanta.

Poniżej dalsza część artykułu.

David Fincher to król thrillerów

Wszyscy fani kina wiedzą, że Fincher stał za wspomnianymi już "Zodiakiem", "The Social Network", kultowym "Siedem", równie wspaniałym "Fight Club" ("Podziemny krąg") czy "Zaginioną dziewczyną". Wzruszał nas też na seansie "Ciekawego przypadku Benjamina Buttona" czy intrygował fabułą w czasie oglądania "Gry". Maczał też palce w "House of Cards" (nakręcił 2 odcinki) czy w "Mindhunter" (7 odcinków).

Nie jest jednak też tak, że to twórca, który tworzy same udane filmy. Nieco rozczarował mnie "Dziewczyną z tatuażem", choć wydawało się, że to fabularny samograj, oparty przecież na wspaniałej powieści Stiega Larssona. Poległ też przy "Obcym 3". Filmowi daleko było do kultowej jedynki, która sprawiła, że od lat patrzymy w kosmos z pewnym lękiem i niepewnością, co dokładnie przed nami skrywa.

Oczywiście owe wpadki nie sprawiają, że Finchera nie można uznać za jednego z najwybitniejszych reżyserów w historii. Sprawdził się w końcu w roli twórcy nierzadko skrajnie różnych gatunków filmowych, co sprawia, że można postawić go obok m.in. Davida Lyncha ("Zagubiona autostrada" i jednocześnie "Prosta historia"), Stanleya Kubricka ("2001: Odyseja kosmiczna", "Lśnienie", "Mechaniczna pomarańcza") czy Christophera Nolana ("Memento", "Odyseja").