Donald Tusk i Friedrich Merz
"Die Zeit": brak pieniędzy dla ofiar wojny to podłość Fot. Shutterstock

Polskie ofiary III Rzeszy chcą od Niemiec miesięcznego wsparcia w wysokości 170 euro. Czy to za dużo? – pyta niemiecki tygodnik "Die Zeit". Odkładanie decyzji w tej sprawie na później byłoby podłością.

REKLAMA

"Die Zeit" jest kolejną niemiecką gazetą, która krytykuje niemiecki rząd za brak w budżecie na 2027 r. środków na "humanitarny gest" dla polskich ofiar wojny i okupacji. W ostatnim czasie podobne komentarze ukazały się w "Die Welt" i "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

"Sprawcy zbrodni, dzięki aliantom i Planowi Marshalla, po 1945 roku przeżyli wzrost gospodarczy, dobrobyt i demokrację. A ofiary? Polska dostała się pod obce panowanie i zniknęła za żelazną kurtyną. Przeżyła kierowaną na sowiecką modłę dyktaturę, biedę i niedostatek" – pisze Alice Bota i dodaje: "Polska była pierwszą ofiarą II wojny światowej, a potem stała się ofiarą powojennej historii". 

Odpowiedzialność za zbrodnie to także pieniądze dla ofiar

"Winy się nie dziedziczy. Od winy nie można się wykupić. Odpowiedzialność jest jednak przekazywana kolejnym pokoleniom, a wywiązanie się z niej związane jest także z pieniędzmi. To fundament niemieckiej polityki zadośćuczynienia, która co prawda niczego nie wynagrodziła, ale przynajmniej złagodziła ból" – kontynuuje Bota. Po wojnie RFN uzgodniła z kilkunastoma krajami wypłatę odszkodowań, w 1991 r. także z Polską.

"Spór o pieniądze nie został rozstrzygnięty" – podkreśliła autorka. W Polsce do dziś panuje przekonanie, że Niemcy nie uczynili wystarczająco dużo. W najnowszych sondażach 68 proc. Polaków uważa, że Niemcy nie rozliczyli się za zbrodnie wojenne. Szczególnie polska prawica "podgrzewa temat reparacji wojennych".

W budżecie na rok 2027 nie przewidziano żadnych środków

"Die Zeit" przypomniał, że PiS wyliczyło szkody wojenne na prawie półtora biliona euro. Autorka zaznaczyła, że obecnie przedmiotem rozmów rządu niemieckiego ze stroną polską jest "humanitarny gest" – dobrowolna wypłata. Strona polska myśli o kwocie w wysokości ok. 10 tys. zł rocznie, czyli ponad 2 tys. euro, co oznacza niecałe 170 euro miesięcznie na osobę. Dotychczas nic nie zostało postanowione, a w budżecie na rok przyszły nie zaplanowano żadnych środków na ten cel.

Kanclerz Friedrich Merz, do którego w końcu należy decyzja, "jeszcze się zastanawia" – pisze Bota. Jak podkreśliła, w kręgach politycznych nie można uzyskać odpowiedzi na pytanie, dlaczego Merz zwleka.

Czy chodzi o dziurę w budżecie? Czy o obawę, że żadna suma przekazana przez Niemców nie wystarczy? Czy o to, że jeszcze więcej ludzi z innych krajów będzie się domagało odszkodowania? Czy może chodzi o nadzieję, że historia kiedyś się kończy? – czytamy w "Die Zeit".

Niemiecki rząd ma jeszcze czas

"Historia jest częścią polskiej tożsamości. Jest żywa i jest ważnym argumentem w politycznych sporach" – podkreśliła Bota przypominając, za rok w Polsce odbędą się wybory parlamentarne, a polska prawica jest silna. 

Niemiecki rząd ma jej zdaniem jeszcze czas na wydanie zgody na pieniądze dla ofiar. Przełożenie tej decyzji na przyszły rok oznaczałoby, że dla bardzo wielu ludzi pieniądze przyjdą za późno. "To byłoby rozwiązanie najbardziej podłe. Czas ureguluje kiedyś kwestię odszkodowań. Byłby to symboliczny gest, którego nie da się już nigdy naprawić" – czytamy w konkluzji komentarza w "Die Zeit".

Opracowanie: Jacek Lepiarz