
Jeśli oglądacie "The Pitt", wybór magazynu "People" raczej was nie zaskoczy. Jeśli jednak nie śledzicie medycznego hitu HBO, możecie być nieco zdziwieni. Noah Wyle, czyli serialowy doktor Robby, został właśnie "Sexiest Man Alive 2026". I choć sam kultowy plebiscyt brzmi dziś trochę jak relikt epoki, w której męską atrakcyjność oceniano przede wszystkim przez pryzmat kobiecego spojrzenia i patriarchalnych archetypów, trudno nie cieszyć się z tego, że doceniono dojrzałego, zwyczajnego faceta.
Noah Wyle zdobył popularność dzięki roli doktora Johna Cartera w kultowym serialu medycznym "Ostry dyżur" ("ER"), w którym występował u boku George'a Clooneya, Anthony'ego Edwardsa i Julianny Margulies. Produkcja NBC przez lata przyciągała przed ekrany miliony widzów, a jego bohater przeszedł na ich oczach drogę od studenta medycyny na praktykach do doświadczonego lekarza. Choć aktor nigdy nie zdobył za tę rolę Złotego Globu ani Emmy, otrzymał trzy nominacje do pierwszej z nagród i pięć do drugiej.
Serial zakończył się w 2009 roku, ale 16 lat później 55-letni, nieco zapomniany już aktor wrócił na szpitalny oddział. W "The Pitt" HBO, serialu medycznym nowej generacji, wciela się w doktora Michaela "Robby'ego" Robinavitcha, zmęczonego i sfrustrowanego (oraz momentami irytującego) lekarza, który mierzy się z chaosem codziennych dyżurów. Tym razem Wyle nie jest już młodym, zagubionym medykiem, lecz dojrzałym specjalistą, zmęczonym życiem i przytłoczonym odpowiedzialnością.
Rola w rewelacyjnym serialu przyniosła mu Złoty Glob w 2026 roku oraz dwie nagrody Emmy z rzędu dla najlepszego aktora w serialu dramatycznym – w 2025 i 2026 roku. Trzeci sezon medycznego hitu ma zadebiutować w styczniu 2027 roku. Utalentowany Wyle przeżywa więc zawodowy renesans, a tytuł od "People" (choć przyznawany przez redakcję) jest kolejnym dowodem na to, że widzowie wciąż chcą go oglądać i naprawdę bardzo go lubią.
Noah Wyle jest "Sexiest Man Alive 2026". I bardzo dobrze
55-letni aktor nie krył zaskoczenia. W rozmowie z magazynem "People" przyznał, że początkowo podejrzewał, że ktoś robi sobie z niego żarty. "Pomyślałem, że to brzmi jak jakiś prank. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedykolwiek spotka mnie taki zaszczyt" – powiedział Wyle.
Dodał też ze śmiechem: "Mam nadzieję, że teraz wszystko się zmieni. Mam nadzieję, że od tej pory czekają mnie same wino i róże, mleko i miód". Po chwili jednak ostudził te oczekiwania: "Nie, wcale tego nie chcę, ale na pewno przyjaciele i rodzina będą mi teraz długo dogryzać".
Co ciekawe, Wyle miał już wcześniej swojego głośnego orędownika. W styczniu George Clooney, jego kolega z planu "Ostrego dyżuru", żartował podczas gali AARP Movies for Grownups Awards w styczniu, że magazyn "People" powinien stworzyć specjalne wydanie poświęcone "najseksowniejszemu mężczyźnie, który wciąż żyje". Kogo nominowałby jako pierwszego? Właśnie Wyle'a. "Kiedy dorosnę, chcę być Noah Wyle'em" – rzucił Clooney.
Był to żart, choć dziś brzmi jak całkiem trafna przepowiednia. Dla fanów "Ostrego dyżuru" ten wybór jest zresztą spełnieniem marzenia. Wyle przez lata był jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów serialu, w którym kochały się widzki, a jego powrót na szczyt popularności sprawił, że ponownie znalazł się w centrum uwagi. I znów przywdział lekarski fartuch, w którym – jak widać – wygląda naprawdę bardzo, bardzo dobrze.
Dojrzałość też jest atrakcyjna. I dobrze, że wreszcie to doceniamy
Jest w tym wyborze coś naprawdę fajnego. W popkulturze wciąż zdecydowanie częściej celebrujemy młodość. Tymczasem Noah Wyle ma 55 lat, świetną passę zawodową i udowadnia, że charyzma nie znika wraz z pierwszymi zmarszczkami. Ba, czasem dopiero wtedy się rozkręca. Nie ma też co udawać, że Wyle, owszem, jest przystojnym mężczyzną, ale raczej nie kojarzy się z typowym kandydatem do tytułu najseksowniejszego na świecie.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Oczywiście sam konkurs "Sexiest Man Alive" ma dziś staroświecki, seksistowski posmak. Sprowadzanie czyjejś atrakcyjności do jednego tytułu to zabawa, która wyrasta z dość archaicznego i patriarchalnego sposobu patrzenia na ludzi. W końcu dlaczego mamy oceniać mężczyzn na podstawie fizycznego wyglądu i wybierać spośród nich tego jednego, najseksowniejszego? Na podstawie jakich kryteriów?
"People" najwyraźniej zdaje sobie sprawę, że w latach 20. XXI wieku tytuł "Sexiest Man Alive" nieco trąci myszką. Od kilku lat pokazywać, że męska atrakcyjność ma wiele twarzy. W 2025 roku wyróżnienie otrzymał Jonathan Bailey, gwiazdor "Wicked" i pierwszy otwarcie homoseksualny mężczyzna w historii plebiscytu. Wcześniej tytuł trafiał nie tylko do typowych przystojniaków, takich jak Chris Evans, Idris Elba czy Chris Hemsworth, lecz także do dojrzałego Patricka Dempseya, Paula Rudda czy Johna Legenda. To różne typy męskiej urody, choć nie ma co udawać, że wśród laureatów wciąż dominują biali mężczyźni.
Sam konkurs wystartował w 1985 roku, a jego pierwszym laureatem był Mel Gibson. Dziś, w swojej 41. edycji, nadal pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych popkulturowych plebiscytów. Jest wręcz ikoniczny. Można przewracać oczami na jego nazwę i zastanawiać się, czy w ogóle potrzebujemy takich rankingów (raczej nie). Ale jeśli już magazyn "People" ma co roku wskazywać jednego mężczyznę, który ma uosabiać atrakcyjność swoich czasów, dobrze, że coraz częściej wychodzi poza jeden, dość wąski ideał. I że nie musi nim być ktoś młody z idealnie wyrzeźbionym brzuchem. Noah Wyle jest tego całkiem niezłym przykładem.




