Maria Zacharowa
Zacharowa uderza w polskich polityków. Wykorzystała do tego słowa Nawrockiego i zamieszki pod TK. Fot. shutterstock

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ nie omieszkała nie wykorzystać kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego do swojej propagandowej narracji. W najnowszym wpisie na Telegramie przytoczyła słowa Karola Nawrockiego o "siłowym przecięciu" organu i zestawiła to wszystko z... ukraińskim Majdanem.

REKLAMA

To, co działo się w weekend i wciąż dzieje się wokół Trybunału Konstytucyjnego, komentują już nie tylko polscy politycy. Ludzie Trumpa i Putina też już reagują na sytuację w Polsce. Moskwa – jak można się było tego spodziewać – używa tych wydarzeń do swojej propagandy. Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, na początku nowej publikacji powołała się na słowa Karola Nawrockiego. Prezydent użył ich w sobotę rano, kilka godzin po tym, jak opuścił siedzibę TK.

Zacharowa odleciała w swojej narracji. Wykorzystała ostatnie wydarzenia w Polsce

"Ubiegłej nocy doszło do naruszenia porządku konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej, a konstytucyjny organ państwa został siłowo przejęty. (...) Wzywam do przywrócenia porządku prawnego" – przytoczyła słowa polskiego prezydenta z oświadczenia, w którym Nawrocki zareagował po nocnej zadymie w TK. Następnie porównała protesty i chaos z Trybunałem w Polsce z tym, co ponad dekadę temu działo się na ukraińskim Majdanie – choć to zupełnie dwie różne sytuacje.

"To, co polskie władze przeżywają dziś u siebie jako katastrofę i tragedię (...), same 12 lat temu popierały i błogosławiły u swoich ukraińskich sąsiadów" – oznajmiła Zacharowa. Opisała również hipotetyczne (zupełnie zmyślone) zdarzenia, według których zagraniczni politycy przybywają do Warszawy, wspierają demonstrantów, a protesty przeradzają się w gwałtowne starcia, strzelaniny i zajmowanie budynków publicznych.

"Dlaczego sama robiła dokładnie to samo na Ukrainie? Niczego z wymienionych rzeczy nie wymyśliłam. Wszystko to wydarzyło się w Kijowie" – dodała, mając na myśli wspomniany Majdan w 2013 i 2014 roku. Zacharowa później przeszła do ataku na polskich polityków.

Kreml uderza w polskich polityków. Przytyki Zacharowej nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ szczególnie ostro oceniła działania Radosława Sikorskiego, który w lutym 2014 r. uczestniczył w negocjacjach między Wiktorem Janukowyczem a ukraińską opozycją.

"Porozumienie zostało podeptane następnego dnia, legalny prezydent Ukrainy został obalony, a ani Sikorski, ani jego zachodni koledzy nie kiwnęli palcem, żeby zmusić strony do przestrzegania dokumentu" – stwierdziła. Pominęła jednak kluczowy fakt – porozumienie z 21 lutego przewidywało m.in. powrót do wcześniejszej konstytucji oraz rozpisanie przedterminowych wyborów prezydenckich. Zaledwie dzień później Wiktor Janukowycz uciekł z Kijowa, a parlament zdecydował o odwołaniu go z urzędu.

Wydarzenia w 2014 roku w Kijowie, a te teraz w Warszawie, to także nieporównywalna skala przemocy protestujących. W ukraińskiej stolicy zginęło wtedy co najmniej 80 demonstrantów, a około tysiąca zostało rannych. Wśród zabitych byli również funkcjonariusze. W polskiej stolicy takich scen nie było.

Zacharowa przypomniała wizytę Kaczyńskiego i Protasiewicza w Ukrainie w 2013 roku

Maria Zacharowa przypomniała także o wizycie Jarosława Kaczyńskiego i Jacka Protasiewicza z Platformy Obywatelskiej na kijowskim Majdanie w grudniu 2013 roku, za którą dziękował im wówczas szef polskiego rządu Donald Tusk.

Ostatecznie kremlowska dyplomatka oskarżyła polskich polityków o popieranie ukraińskich radykałów, a same wydarzenia w Kijowie przedstawiła jako "zamach stanu", do którego legitymizacji miał przyczynić się Zachód. W jej narracji zabrakło jednak kontekstu – protesty wybuchły po tym, jak Wiktor Janukowycz wycofał się z planowanego zbliżenia Ukrainy do Unii Europejskiej. Zacharowa przemilczała również wątek o późniejszej aneksji Krymu przez Rosję.