Kolaż trzech zdjęć z akcji CBŚP i KAS. Elektryczna hulajnoga w opakowaniu, funkcjonariusz w magazynie z zatrzymanym mężczyzną oraz stosy złotych i euro.
Funkcjonariusz CBŚP w magazynie z zatrzymanym mężczyzną, a obok gotówka i hulajnoga zabezpieczone w akcji służb. Fot. KAS

Ok. 57 tys. hulajnóg elektrycznych zostało skonfiskowanych po akcji CBŚP i Krajowej Administracji Skarbowej (KAS). Zatrzymano 16 osób, a straty Skarbu Państwa mają sięgać ponad 160 mln zł. Śledczy zapowiadają, że na tym może się nie skończyć.

REKLAMA

Hulajnogi elektryczne kojarzą się głównie z kukiriarzami i wypadkami. Według danych policji i Instytutu Transportu Samochodowego, które przytacza INNPoland, w 2025 roku doszło do 1158 wypadków z udziałem hulajnóg elektrycznych, a zginęło 11 osób. Sprawa z Mazowsza pokazuje jednak, że to także rynek, na którym kręcą się wielkie pieniądze. Nie zawsze legalnie.

Przekręt na hulajnogach elektrycznych. Na czym polegał?

Jak czytamy w komunikacie CBŚP i KAS z 4 listopada, śledztwo prowadzą funkcjonariusze CBŚP z Białegostoku razem ze Służbą Celno-Skarbową, a nadzoruje je Prokuratura Regionalna w Lublinie.

Grupa miała w latach 2024-2026 sprzedawać hulajnogi na dużą skalę przez internetową platformę handlową i nie odprowadzać VAT-u. Należny podatek mógł wynieść co najmniej 162 mln zł.

Na początku października ponad 150 funkcjonariuszy ruszyło do akcji na Mazowszu. Zatrzymano 16 osób, w tym dziewięciu Polaków, sześciu obywateli Chin i jednego obywatela Białorusi, a przeszukano pięć magazynów.

Służby zabezpieczyły ponad 57 tys. hulajnóg o wartości ok. 156 mln zł. "Skala przedsięwzięcia robi wrażenie" – czytamy w komunikacie, w którym wyliczono też, że transport takiej liczby urządzeń wymagałby niemal 170 naczep ciągników siodłowych.

Walizka z gotówką i zarzuty dla grupy przestępczej

Z komunikatu wynika, że część pieniędzy leżała w walizce na strychu jednej z posesji podejrzanych. Było tam ponad 700 tys. zł i 300 tys. euro (ok. 1,3 mln zł), a znalazła je Hera, służbowy pies podlaskiej KAS wyszkolony do wykrywania gotówki.

Prokurator zablokował też na rachunkach ponad 5 mln zł, a służby zajęły m.in. sześć samochodów osobowych i dwa ciągniki siodłowe. Zabezpieczono również baterie i elektronikę do instalacji fotowoltaicznych wartą ponad 6,5 mln zł.

Podejrzani usłyszeli w Prokuraturze Regionalnej w Lublinie zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy i przestępstw skarbowych. Sąd tymczasowo aresztował ośmiu z nich, a wobec pozostałych zastosował środki bez aresztu. Śledztwo ma charakter rozwojowy i kolejne zatrzymania nie są wykluczone.

Podkręcanie hulajnóg. Serwisy odblokują prędkość nawet dla dziecka

Przekręty podatkowe to jedno, ale jest jeszcze inna nielegalna procedura. W reportażu naTemat Aleksandra Tchórzewska opisała, jak łatwo podkręcić hulajnogę elektryczną, czyli zdjąć blokadę, która nie pozwala przekroczyć 20 km/h (dozwolony limit w przepisach).

Po takim zabiegu niektóre modele mogą pędzić nawet 90 km/h, a według policji modyfikacja jest niezgodna z prawem, bo pojazd przestaje spełniać warunki techniczne. Reportaż ukazał się w ramach akcji "Zwolnij, masz przed sobą życie".

Reporterka podała się za matkę 15-latka i napisała do kilkudziesięciu serwisów w całej Polsce. Większość nie widziała problemu, a najczęstszą przeszkodą był model hulajnogi, a nie wiek dziecka.

Jedna z odpowiedzi brzmiała po prostu "Zrobimy, odblokujemy". Za zdjęcie blokady w jednym z modeli serwis policzył 350 zł i obiecał, że potrwa to maksymalnie dwa dni. Tylko nieliczne firmy odmówiły.

Czemu nikt nie ściga takich serwisów z tuningiem hulajnóg? Radczyni prawna Małgorzata Połubińska tłumaczy, że trudno wskazać przepis, który łamie sama usługa serwisowa.

Podobnie odpowiedziało Ministerstwo Sprawiedliwości, według którego samo proponowanie takiej usługi nie podlega odpowiedzialności karnej. Konsekwencje coraz częściej ponoszą za to rodzice, bo jak pisało Mamadu, w Gdańsku policja nałożyła już osiem mandatów na opiekunów dzieci szalejących na hulajnogach.