
Blisko 70 lat minęło odkąd NKWD wtargnęło do mieszkania rodziny Horzemskich, by aresztować matkę pana Janusza - Halinę. Mimo to, mężczyzna nadal nie potrafi powstrzymać łez, opowiadając nam swoją niesamowitą historię. Niemal całe życie poświęcił, by dowiedzieć się, jak i gdzie zginęła jego matka. Historia tych poszukiwań oraz ich efekty zapierają dech w piersiach. - Ruscy to są Ruscy. Z nimi nie ma dyskusji. Do tej pory błękitny kolor czapki NKWD wywołuje we mnie lęk - mówi mi pan Janusz.
Jeśli zechcą Państwo zignorować tę wiadomość zrozumiem, bo ze względu na fakt, jaką państwo wykonują pracę, otrzymujecie pewnie wiele takich wiadomości. Historia ta zaczyna się od spotkania na przystanku autobusowym w Krakowie - gdzieś pomiędzy zatrzymaniem się jednego tramwaju a przyjazdem kolejnego. Na ławeczce siedzi starszy człowiek, wygląda jakby czekał na autobus. Jego twarz pokryta jest zmarszczkami, ale w oczach widać błysk zainteresowania jak u małego dziecka.
Podchodzę i pytam, która jest godzina. "To zależy czy pani wierzy?" - słyszę odpowiedź. W takiej chwili uwierzcie mi można przeanalizować całe swoje duchowe życie, ale nieznajomy mężczyzna dodaje: "Wierzy w mój zegarek". Od tej pory zaczyna się rozmowa. Rozmowa, która rozpoczyna wspaniałą znajomość, którą do dziś od blisko dwóch lat utrzymujemy.
Dziś Pan Janusz leży w szpitalu i tak na prawdę jedyne czego by sobie życzył to móc podzielić się z innymi historią, na której spisaniu spędził ponad 20 lat swojego życia, historia opowiada o matce zesłanej do obozu. Historia jakich wiele powiecie, ale ta jest wyjątkowa, tak samo jak wyjątkowy jest ten człowiek. Pan Janusz w tym roku skończył 85 lat, ale w pewnym momencie swojego życia postanowił dotrzeć do miejsca, gdzie zmarła jego matka. Włożył w poszukiwania wiele serca i wysiłku, ale udało się. Odnalazł miejsce śmierci swojej matki do ostatniej pryczy, na której leżała.
Nawiązałem kontakt z panią Małgosią. Okazało się, że jest w Wielkiej Brytanii, ale na moją prośbę próbowała skontaktować mnie z bohaterem tekstu. Jednak przez kilka miesięcy pan Janusz chorował, nasze spotkanie wciąż się odwlekało, a sprawa wywiadu odeszła nieco w zapomnienie. Gdy zadzwoniłem do pana Janusza w połowie lutego, usłyszałem: "Panie Krzysztofie, bardzo chętnie się spotkam, ale proszę sobie wyobrazić, że znowu jadę karetką. To już chyba dziesiąty raz w tym roku. Proszę spróbować za dziesięć dni". I wreszcie się udało: "Jestem już w domu. Trochę kaszlę, ale zapraszam pana do mojego mieszkania do Krakowa".
Kiedy to było?
A co było z panem?
Dlaczego nie powiedział?
Co mówiła?
Czyli przez prawie 40 lat sprawa wydawała się być zakończona. Co wydarzyło się w 1989 roku?
To pana mama nie wiedziała, że był pan na kompletach?
I co pan zrobił?
I przysłał coś?
Co dalej?
Wróćmy do pańskich poszukiwań.
21 listopada na moje imieniny dostałem od wnuka Marcina serię fotografii z internetu wykonanych przez lotnika, który leciał wzdłuż rzeki i robił zdjęcia z góry. Stąd wiem, że obóz jest około cztery kilometry od tego miejsca. Pod koniec mój wnuk znalazł też listę ludobójstwa narodu polskiego na kresach. Na tej liście także jest i mama.
I wtedy poznał pan panią Małgosię, która napisała do mnie maila.
Jaka była jej reakcja po przeczytaniu?
Musiała być niezwykle wzruszona...
***
Wyobraźcie sobie ilu trudu, listów, spotkań archiwalnych materiałów musiał zdobyć ten człowiek, aby znaleźć miejsce gdzieś za Uralem w jednym z obozów, przecież w tamtych czasach ludzie umierali w każdego dnia. Ale kiedy się czegoś bardzo pragnie, cały wszechświat sprzyja temu, żeby udało się to zrealizować i tak było z Panem Januszem, który spotykał na swojej drodze ludzi, którzy mu w tym pomogli. Kiedy już tracił nadzieję spotkał mężczyznę który na zakończenie postawił na wydrukowanej przez niego mapie czerwoną kropkę. Co więcej okazało się, że matka Pana Janusza zmarła na rękach jego koleżanki ze studiów.
Wszystkie te wspomnienia Pan Janusz opisał w książce którą własnoręcznie przepisał na komputerze i oprawił. A która spoczywa na półce, zwanej przeze mnie półką wspomnień. Zakurzona czeka na to, żeby zostać opowiedziana. To wspaniała historia która mówi o staraniach człowieka, któremu w podeszłym już wieku sens życia nadało podążanie za przeszłością swojej matki. Historia z której możemy nauczyć się, że w samotności sens życia może nadać nawet badanie duchów przeszłości.
"Życzę Ci wszystkiego co najlepsze dziecko, ale nie życzę Ci w życiu jednego - samotności, bo najgorsza w życiu jest samotność".

