
O Smoleńsk spierają się nie tylko politycy i dziennikarze. Z badań wynika, że także podział pomiędzy zwykłymi ludźmi jest głębszy, niż wielu z nas się wydaje: sięga nawet do naszej prywatności i wpływa na to, z kim się zadajemy, a za kogo nie chcielibyśmy wydać córki…
W wywiadzie, jakiego “Super Expressowi” udzielił psycholog społeczny z UW, dr hab. Michał Bilewicz, badacz opowiadał o tym, jak głęboko sięga “smoleński podział”, który w ostatnich czterech latach przeorał polskie społeczeństwo. Chodziło mu o badanie z 2013 roku, w którym porównywano elektoraty PiS, Solidarnej Polski i PJN z wyborcami PO, Ruchu Palikota i SLD.
O ile co czwarty wyborca PiS, SP i PJN nie znał osobiście nikogo, kto byłby przekonany, że w Smoleńsku doszło do nieszczęśliwego wypadku lotniczego - tak prawie połowa wyborców PO, Ruchu Palikota i SLD nie zna ani jednego człowieka wierzącego w zamach! CZYTAJ WIĘCEJ
Te wyniki nie są krzepiące – zwłaszcza dla rzekomo “otwartych” i “liberalnych” przeciwników tezy o zamachu. Okazuje się bowiem, że ludzie ci bardzo skutecznie wykluczają ze swojego horyzontu wszystkich, którzy w sprawie Smoleńska mają od nich odmienne zdanie. I są w tym nawet bardziej radykalni od “smoleńskiego ludu”, którym pogardzają.
Co piąty wyborca PO, SLD i Ruchu Palikota nie chciałby pracować z osobą przekonaną o zamachu, co szósty nie zaakceptowałby sąsiada o tego typu poglądach i nie zgodziłby się na małżeństwo członka rodziny z taką osobą. Pod tym względem wyborcy PiS, Solidarnej Polski i PJN są bardziej otwarci (...). CZYTAJ WIĘCEJ
Sytuacja poza kontrolą
Kiedy zobaczyłem wyniki badań, o których mówił dr Bilewicz, pomyślałem od razu: “Kurczę, czy to wszystko nie zaszło już za daleko? Czy gdzieś po drodze nie przesadziliśmy z tą smoleńską awanturą?”.

