Dlaczego powstają teraz tak brzydkie pomniki? Oto 5 grzechów głównych polskich twórców i nie tylko

Adam Nowiński
Widzieliście pomnik Lecha Kaczyńskiego w Warszawie? Wielu uważa, że nie jest podobny do siebie i ma sporo niedoróbek. Podobnie jest z pomnikiem Jana Pawła II w Częstochowie, który przypomina "Pudziana", lub rzeźbą Ireny Szewińskiej, która wygląda jak Jagger. Co jest nie tak z polskim rzeźbiarstwem, że produkuje takie buble? To wina rzeźbiarzy, czy może zamawiających? Wyjaśniamy o co chodzi.
Irena Szewińska z Łomianek, czy Lech Kaczyński z Warszawy nie sa do siebie podobni. Skąd takie błędy? Fot. Agencja Gazeta / Twitter.com / oprac. naTemat.pl
W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z niemałym wysypem różnego rodzaju pomników i rzeźb. Jedne były mniej udane, inne bardziej. Ale my skupimy się na tych, które delikatnie mówiąc autorowi nie wyszły. Być może omsknęło mu się dłuto, albo wstał lewą nogą, ale to co stworzył nie podoba się wielu ludziom.

Mowa tutaj o płaskorzeźbie Ireny Szewińskiej, czy chociażby pomniku prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W przypadku pierwszego przykładu zmarła sportsmenka została przedstawiona bardzo niedokładnie. Jej płaskorzeźba wygląda szkaradnie. Z kolei pomnik Lecha Kaczyńskiego ma wiele niedoróbek. Twarz nie przypomina zmarłego prezydenta, postać nie ma obrączki, żle zapiętą marynarkę, a jego spodnie mają dziwne nogawki.


I możecie powiedzieć, że to czepialstwo, ale zastanówcie się: czy tego chcemy, tego oczekujemy po pomniku, który upamiętnia wielką osobę i będzie w przestrzeni publicznej przez setki lat? Przecież to powinna być praca przemyślana, dopracowana, zaplanowana, a nie taka, że widać w niej pełno niedoróbek. Postanowiliśmy więc dowiedzieć się skąd wynika to niedopracowanie.

Grzech pierwszy: pośpiech


– Pierwszą rzeczą jest zdecydowanie brak czasu – mówi w rozmowie z naTemat prof. Maciej Aleksandrowicz z wydziału rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Profesor nadzoruje też konkursy dotyczące wyłaniania zwycięskich artystów, którzy wykonają potem dany pomnik.

– Robi się rzeczy na wczoraj albo z okazji jakiegoś wydarzenia, a zleceniodawcy nie dbają o wcześniejsze przygotowanie tego procesu. Wiadomo, że są rzeźby bardzo skomplikowane jak pomniki i te proste, jak płaskorzeźby. Ale każda z nich wymaga czasu i to dużo więcej, niż każde podobne rzemiosło artystyczne. To jest twórczość, a ona często polega na drobnym eksperymencie i tylko wydaje się nam, że to takie proste. A tak naprawdę takie nie jest – dodaje nasz rozmówca.

Profesor zwraca też uwagę, że rodzaj techniki również wpływa na czas wykonania dzieła. Każda z nich rządzi się swoimi prawami i inaczej jest jak rzeźbi się w marmurze, a inaczej jak robi się odlew z brązu.

Grzech drugi: ideologia


– Istnieje w Polsce teraz takie przekonanie, o podłożu ideologicznym, że trzeba budować pomniki i koniec – mówi nam prof. Hanna Jelonek, dziekan wydziału rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

– Nie ma w przestrzeni publicznej rzeźb artystycznych, które nawiązywałyby normalny dialog estetyczny z obywatelami, odbiorcami sztuki. Nie, u nas musi to być zawsze pomnik, który musi kogoś przedstawiać i upamiętniać bardziej lub mniej słuszną ideologię. I to ta ideologia sprawia właśnie, że na przekór wszystkiemu trzeba "coś" na siłę postawić – stwierdza profesor Jelonek.

W sumie o tym parciu na budowę pomników w Polsce można by napisać mały elaborat. Przypomnijmy chociażby pomniki papieża, które powstały po 2005 roku lub sprawę pomnika smoleńskiego, albo sprawę pomnika Lecha Kaczyńskiego. Przykładów jest mnóstwo.

Grzech trzeci: brak talentu


Wiadomo, że jakość wykonania pomnika zależy od tego, kto dzierży dłuto. W przypadku np. konkursu na wykonawcę pomnika Lecha Kaczyńskiego w Warszawie, nie było pierwszego miejsca...

– Nie było też ani drugiego, ani trzeciego. Z tego co wiem to było tylko wyróżnienie. Sam konkurs był rzetelnie przeprowadzony, ale z jakichś powodów nie przystąpiło do niego zbyt wielu artystów, stąd też wybór był o wiele mniejszy – twierdzi prof. Aleksandrowicz.

Oczywiście to, kto wykonuje dane dzieło, ma znaczenie. Zdaniem naszego rozmówcy w przypadku rzeźby Ireny Szewińskiej mamy do czynienia raczej z amatorem/ką.

– Jeśli ktoś coś umie, to jest stosunkowo łatwo. Ale tutaj widać, że osoba, która wykonała tę płaskorzeźbę, nie ma doświadczenia w tej dziedzinie. Być może radzi sobie bardzo dobrze w swojej twórczości, tej amatorskiej, ocierającej się o jej surrealistyczne wizje. Ale w przypadku sztuki użytkowej i przy wykonywaniu tablicy z rzeźbą i napisem, to jest to kompletny amator/ka – podsumowuje profesor.

Grzech czwarty: formalności


– Bardzo często takim grzechem zleceniodawców i organizatorów konkursu są formalności. Niekiedy artysta musi oprócz swojej koncepcji artystycznej dostarczyć także dokumenty i zezwolenia, które wymaga się przy budowie skomplikowanego mostu, czy hali. Rozwiązaniem jest współpraca artysty z firmą budowlaną, ale ta też musi dostarczyć swoje dokumenty, np, potwierdzenie niekaralności – tłumaczy nasz ekspert.

– Czasami artysta nie ma jednak kontaktu z taką firmą i ze względu na brak spełnionych formalności już to go dyskwalifikuje – dodaje.

Widać więc, że praca artysty nie jest taka prosta. To nie tylko machanie młotkiem i uderzanie w dłuto, ale cały proces planistyczny, któremu nie każdy potrafi sprostać.

Grzech piąty: prawo autorskie


Może to nie będzie przykład, który tworzy pomnikowe "potworki" w przestrzeni publicznej, ale skutecznie zabija sztukę i odstrasza artystów wielkiego formatu od udziału w ważnych społecznie konkursach i projektach. Chodzi o prawo autorskie.

– Organizatorzy konkursu często odbierają wszelkie prawa potencjalnemu twórcy. Zmuszają autorów projektów do podpisania dokumentów, że zapoznali się z regulaminem. A w nim napisane jest, że uczestnicząc w konkursie pozbywają się wszelkich praw autorskich. W świetle prawa, chociaż ja nie spotkałem się jeszcze z taką sytuacją, mogłoby przecież być tak, że ktoś inny realizowałby wykonanie pomnika niż ten, kto wygrał konkurs. Bo artysta pozbył się wszelkich praw. Uważam, że takie działanie jest nieuczciwe – podsumowuje profesor.