"Zespół ds. sanitaryzmu". W Sejmie tak dali już o sobie znać ws. szczepień, że ludziom brakuje słów

Katarzyna Zuchowicz
Trudno uwierzyć, że istnieją od maja, bo do teraz nawet nie wszyscy posłowie i senatorowie o nich słyszeli. Parlamentarny Zespół ds. Sanitaryzmu tak jednak zasygnalizował swoje istnienie, że dziś niektórym jeżą im się włosy na głowie. – To działanie na szkodę państwa i bezpieczeństwa obywateli – ocenia posłanka z Sejmowej Komisji Zdrowia. Oto nowy twór w polskim parlamencie.
Anna Siarkowska i Janusz Kowalski należą do Parlamentarnego Zespołu ds. Sanitaryzmu. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Przypomnijmy. O Parlamentarnym Zespole ds. Sanitaryzmu zrobiło się głośno za sprawą Rzecznika Praw Dziecka, który wystąpił na ich posiedzeniu i cała Polska usłyszała, że szczepienia przeciwko COVID-19 są eksperymentem.


– Postawię takie pytanie, czy jest prawnie dopuszczalne eksperymentowanie z udziałem dzieci, bo de facto jesteśmy w fazie eksperymentu? Zadaję to pytanie w kontekście różnych powikłań i odporności długookresowej – mówił Mikołaj Pawlak.
Jego słowa wywołały burzę. – To działanie na szkodę państwa i bezpieczeństwa obywateli. Sam fakt udziału w tym RPD i tego, że nazwał szczepienia eksperymentem, uważam za haniebne i karygodne. Oczekuję natychmiastowej reakcji ministra zdrowia, pana Niedzielskiego, a nawet premiera, ponieważ to oni wskazali rzecznika, oni wybrali go na stanowisko i oni ponoszą odpowiedzialność – reaguje w rozmowie z naTemat posłanka KO Monika Rosa, która zasiada w Sejmowej Komisji Zdrowia.

Co to jest Zespół ds. Sanitaryzmu?


Dodatkowo słowa RPD padły w momencie, gdy rząd, lekarze i inne instytucje robią wszystko, by zachęcić Polaków do szczepień. Według relacji wp.pl prof. Andrzej Horban, jeden z ekspertów ds. pandemii przy premierze RP, w tym momencie łapał się za głowę. – Nikt nie robi eksperymentów na dzieciach, nie pracujemy dla firmy Pfizer – odpierał wywody Pawlaka.

Jak ogłosiło Radio Maryja, które prowadziło relację z wydarzenia, była to "pierwsza w Polsce debata dotycząca szczepień".

Wzięli w niej udział także m.in. Karolina i Tomasz Elbanowscy, którzy zbierają podpisy pod petycją przeciwko szczepieniom dzieci, oraz Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu "Ordo Iuris”.

Ale za sprawą tej debaty szerokiej rzeszy Polaków objawił się też Parlamentarny Zespół ds. Sanitaryzmu, który posiedzenie zorganizował. "Co to w ogóle jest?!", Sanitaryzmu? Tego słowa nawet Google nie zna!" – posypały się kpiny w mediach społecznościowych.

A zatem po co w ogóle ten zespół jest? I co o nim wiadomo?

Anna Siarkowska na czele zespołu

Posiedzenie ws. szczepień zorganizowała posłanka PiS Anna Maria Siarkowska, przewodnicząca zespołu.
W serii wpisów na Twitterze wyjaśniła, co według niej oznacza "sanitaryzm": "To doktryna polityczna, której założeniem jest podporządkowanie życia społecznego, politycznego, gospodarczego, religijnego a nawet prywatnego walce z epidemią. W myśl tej doktryny, największym zagrożeniem dla człowieka jest właśnie epidemia".

Dalej dowodziła, że "sanitaryzm dopuszcza segregację ludzi pod kątem zagrożenia epidemicznego oraz ograniczanie podstawowych praw człowieka i obywatela, uzasadniając to koniecznością powstrzymania epidemii". I tu dopiero niektórzy łapią się za głowę.

– Wprowadzenie polityków, posłów, do polityki antyszczepionkowej zagraża bezpieczeństwu państwa. Po tym zespole nie można się spodziewać niczego dobrego. Po pierwsze nie ma czegoś takiego jak "sanitaryzm", segregacja sanitarna – reaguje Monika Rosa.
Monika Rosa
posłanka KO

Segregować, niestety, zdarzało się, w historii świata ze względu na płeć, na niepełnosprawność, pochodzenie, narodowość, kolor skóry. Szczepienie jest naszym wyborem. Możemy się zaszczepić albo nie. Jeśli się nie szczepimy, to znaczy, że bierzemy na siebie odpowiedzialność, że będziemy mieć pewne ograniczenia. Jeśli się szczepimy, oczekujemy, że będziemy mogli żyć w bezpiecznym społeczeństwie.


W sumie do zespołu Siarkowskiej należy siedem osób. Wszyscy posłowie klubu PiS lub niezależni: Mariusz Kałużny, Małgorzata Janowska, Janusz Kowalski, Zbigniew Girzyński, Agnieszka Górska i Sławomir Zawiślak.

Akcja w domu dziecka

Zespół powstał w maju. "Wśród zadań-monitorowanie i analizowanie problemów zw. z poszanowaniem i ochroną konstytucyjnie gwarantowanych praw i wolności obywatelskich w obliczu wyzwań dot. bezpieczeństwa sanitarno-epidemiologicznego i podejmowanie interwencji" – zapowiadała Siarkowska. Do dziś zorganizowali jeszcze debaty "Wolność debaty publicznej a wyzwania sanitarno-epidemiologiczne" i "Kwestie prawne związane z Zielonym Cyfrowym Certyfikatem".

Kilka dni temu pierwszy raz bardziej dali o sobie znać, gdy posłanka Siarkowska i poseł Kowalski wyruszyli w podróż do domu dziecka w Nowym Dworze Gdańskim, gdyż – jak podali – "doszły do nich informacje, że dzieci są szczepione przeciwko COVID-19 bez zgody ich opiekunów prawnych". W domu dziecka chcieli wyjaśnień, co wywołało falę oburzenia i kontrowersje. OKO.press rozmawiało z dyrektorką placówki, która powiedziała, że zarzuty są bezpodstawne.

"Wyjaśnia, że posłowie nie umówili się z nią wcześniej na spotkanie, a interwencja poselska wyglądała jak najście: 'Zachowanie posła Janusza Kowalskiego było obrzydliwe, wszedł na teren prywatny domu, który był zamknięty' – mówi dyrektorka" – relacjonował portal.

Posłowie, lekarze, oceniają

Ta dwójka posłów to najbardziej rozpoznawalne i budzące kontrowersje twarze tego zespołu.

– Działalność antyszczepionkowa takich osób jak Siarkowska czy Kowalski jest skrajnie szkodliwa i godna potępienia. Oni działają na rzecz antyszczepionkowców, a część ludzi wciąż jeszcze wierzy posłom. Na dłuższą metę na pewno jest to groźne – mówi naTemat poseł Jerzy Hardie-Douglas, lekarz z wykształcenia, który zasiada w Sejmowej Komisji Zdrowia.

Wcześniej o tym zespole nigdy jednak nie słyszał. – Zespół ds. sanitaryzmu? – pyta ze zdumieniem. Gdy słyszy pierwsze nazwiska, nie trzeba więcej mówić. – To już wyobrażam sobie, co tam się działo. Znam ich poglądy, słyszę jakie bzdury opowiadają, szkoda to nawet komentować. Z całą pewnością jest to zespół nastawiony na propagowanie postawy antyszczepionkowej i mimo, że nie słyszałem dyskusji, to głęboko ubolewam, że coś takiego dzieje się w Sejmie – komentuje w rozmowie z naTemat.

Sam jest zwolennikiem obowiązkowych szczepień. Znajduje się na zupełnie na przeciwległym biegunie.

Marek Hok, poseł KO, lekarz, również członek Komisji Zdrowia także pierwszy raz o nim słyszy. Ale także wystarczają mu same nazwiska.

– To raczej zespół stworzony z powodów ideologicznych, a nie taki, który miałby poprawić sytuację w ochronie zdrowia i pacjentów. Ten zespół na pewno nie będzie temu służył. Myślę, że marszałek Sejmu, który decyduje o zgodzie na działanie zespołów parlamentarnych, powinien przykładać do tego większą odpowiedzialność – mówi naTemat.

Ukłon w stronę elektoratu

A jednak taki zespół zaczął działać. W dodatku tworzą go politycy związani z klubem PiS, które przecież zachęca Polaków do szczepień. Skandal, kpina, że pod ich bokiem w parlamencie wyrasta taki "twór"? – On nie wyrasta, oni go hodują. Ten twór jest po to, żeby uśmiechać się do bardzo szerokiego elektoratu. Z jednej strony zachęcamy do szczepień, a z drugiej strony pozwalają na taką działalność, która jest stricte antyszczepionkowa. Po to, żeby zrobić ukłon w stronę osób, które boją się lub po prostu są antyszczepionkowcami. Uważam, że jest to celowe działanie do ściągania jak najszerszego elektoratu i konkurowanie o niego z Konfederacją – uważa posłanka Monika Rosa.