Prawda umiera na wojnie jako pierwsza? Ekspert o roli dezinformacji w wojnie ukraińsko-rosyjskiej

Diana Wawrzusiszyn
27 marca 2022, 10:03 • 1 minuta czytania
Amerykański polityk Hiram Johnson pod koniec I Wojny Światowej wypowiedział słynne zdanie: "Pierwszą ofiarą wojny jest prawda". Rosja oprócz walk zbrojnych na terenie Ukrainy toczy wojnę dezinformacyjną. O tym, jak ona wygląda i dlaczego Kreml wymyślił taki scenariusz opowiada historyk dr Kazimierz Wóycicki ze Studium Europy Wschodniej UW.
Jaką rolę pełni dezinformacja na wojnie w Ukrainie? Fot. NICOLAS ASFOURI/AFP/East News

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


Wydawało nam się, że sceny znane z filmów wojennych się nie powtórzą. Byliśmy pewni, że nigdy nie zobaczymy czołgów na ulicach europejskich miast czy ludzi ukrywających się w schronach bombowych. Wydawało nam się, że w dobie nowych technologii i internetu, wojna będzie prowadzona w sposób "nowoczesny". Stąd pojęcia "wojna hybrydowa", "wojna 3.0" czy "cyberwojna". Stało się inaczej, Putin wysłał na Ukrainę regularną armię, ale nie oznacza to, że zrezygnował z wojny informacyjnej, którą od dłuższego czasu prowadziła Moskwa za pośrednictwem internetu. 

Stare narzędzie sztuki wojennej 

Dezinformacja to narzędzie wykorzystywane w sztuce wojennej od lat. Można w tym miejscu przywołać, chociażby operację "Overlord", czyli lądowanie aliantów w Normandii w 1944 roku. Ta największa operacja morsko-desantowa w dziejach świata opierała się na zakrojonej dezinformacji, aby zmylić wroga. W ten sposób Niemcy mieli nie poznać ani daty, ani miejsca lądowania. Przez to rozproszyli swoje siły w miejscach, które celowo zostały wskazanie w ramach akcji.

W czasie wojny dezinformacja jest jednym z narzędzi pozwalających na zdobycie przewagi. W dobie internetu nabrała ona nowego znaczenia. W wojnie rosyjsko-ukraińskiej dezinformacja wykorzystywana jest na szeroką skalę. Widzimy to na przykładzie Rosji, gdzie same rzekome przyczyny rozpoczęcia wojny, chociażby "denazyfikacja Ukrainy", opierają się na kłamstwie Kremla.  W oficjalnej narracji Moskwy nie toczy się wojna, tylko "specjalna operacja wojskowa", a jak ktoś twierdzi inaczej, może trafić do więzienia nawet na 15 lat. 

Wielu znawców tematu podkreśla, że również strona ukraińska stosuje dezinformację. Kijów w swojej narracji kierowanej do społeczeństwa ukraińskiego chce podnieść morale, informuje głównie o zwycięskich bitwach, aby pokazać, że przewaga jest po stronie Ukrainy

W związku z tym treści proukraińskie są utrzymywane w bohaterskim tonie. Wielu badaczy uważa, że ten przekaz jest momentami przekoloryzowany. Przykładem może być legenda o Duchu Kijowa, czyli pilocie, który miał rozprawić się z dziesiątkami rosyjskich myśliwców.

Rosja – mistrz dezinformacji

Mimo że możemy wskazać przykłady zastosowania dezinformacji po stronie rosyjskiej jak i ukraińskiej, jednak zdaniem historyka dra Kazimierza Wóycickiego, autora m.in. raportu "Rosyjska wojna dezinformacyjna przeciwko Polsce" i wykładowcy Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, skala działań Rosji na tym polu jest nieporównywalnie większa niż Ukrainy. 

– Nie dostrzegam jakiejś szerokiej dezinformacji ze strony ukraińskiej. W tej chwili Ukraińcy zdobyli przewagę nad  propagandą Kremla, która jest równie kłamliwa, jak brutalna jest militarna agresja. Mowa faktów jest jednoznaczna – ocenił. – Ukraińcy podają wiadomości z frontu w miarę rzetelnie. Co prawda, według amerykańskich źródeł liczba ofiar w pewnym momencie była niższa, ale po czasie Amerykanie przyznali, że ich ocena była zaniżona i że ukraińska wersja jest w miarę rzetelna – dodał.

Za to sytuacja wygląda już zupełnie inaczej w kontekście Rosji. Główną bronią Moskwy jest narracja, czyli wmawianie drugiej stronie jakichś przekręcający widzenie świata opowieści. Rosja chce m.in. wmówić wszystkim, że Ukraina nie jest samodzielnym krajem, a dzieje Ukrainy to fragment historii Rosji. Wokół takich opowieści  budowane są emocje. Dr Kazimierz Wóycickihistoryk, wykładowca Studium Europy Wschodniej UW

– Niektóre opowieści Kremla są monstrualnie kłamliwe. Putin mówi o denazyfikacji Ukrainy, której prezydentem jest Żyd. To coś, w co uwierzyć nie sposób, co świadczy, że rosyjska propaganda jest bezsilna w obliczu faktów. Tak samo, jak posypała się narracja  PiS, że NATO jest słabe i Zachód się rozsypuje – wspomina. 

Ekspert zaznacza, że teraz w dużej mierze Moskwa okłamuje społeczeństwo rosyjskie. 

– Rosjanie nieprawdopodobnie kłamią też do swoich. Czytelnicy "Izwiestiji" dowiedują się, że w Ukrainie w ogólne nie ma ofiar i wszystko idzie zgodnie z planem Putina. 

Ukraińcy dzielnie walczą, nie tylko na froncie 

Zdaniem eksperta Ukraińcy radzą sobie bardzo dobrze z rosyjską wojną dezinformacyjną. 

– Ukraińcy są w tym bardzo dobrzy, przede wszystkim dlatego, że mówią po rosyjsku, więc mogą na wszystko szybko odpowiadać. Nie są wyłącznie przedmiotem ataku, tylko też sami atakują – zauważył. 

Jednym z elementów rosyjskiej narracji jest przekaz, że Ukraińcy i Rosjanie to ten sam naród.

– W Ukrainie jest tyle osób rosyjskojęzycznych, że są oni w stanie bardzo szybko odpowiadać i świetnie wyczuwają te rosyjskie chwyty. Starsze osoby mają większą znajomość Rosji i schematów historycznych. Ponadto rok 2014 (aneksja Krymu – red.) zadecydował już o twardej sytuacji wojennej w związku z tym wyczulenie Ukraińców na Rosję jest znacznie silniejsze niż np. w Polsce, gdzie taki "putinizm light" był bardzo rozpowszechniony i jeszcze ma różne formy do dziś – zauważył.

Czytaj także: Putin jest w coraz gorszej kondycji? Ekspert: Nie kontroluje się, to coś nowego

Dr Kazimierz Wóycicki zaznacza też, że dobrze prowadzone działania wojenne używają dezinformacji znacznie ostrożniej lub rzadziej, ponieważ to jest oszukiwanie własnych szeregów i finalnie może się to źle skończyć. Można więc na tej podstawie wysnuć wniosek, że propaganda jest tak silna, bo Moskwa zdaje sobie sprawę z niepowodzeń na froncie, więc tym bardziej podkręca propagandową machinę.

Psychologiczny aspekt wojny

Ekspert zwraca również uwagę, że w dezinformacji ważny jest element psychologiczny. Na rosyjskich stronach możemy znaleźć liczne spreparowane nagrania, które pokazują, jak żołnierze ukraińscy bombardują budynki, w których są dzieci.

– Bezczelne  kłamstwo w żywe oczy ma coś z oddziaływania psychologicznego. Ma zastraszyć. Pokazuje się w ten sposób swoją siłę i determinację. To, co mówi Putin jest absolutnie niewiarygodne, ale jest jednocześnie groźbą. Jeżeli mówi, że będzie denazyfikował Ukrainę, to każdy wie, że to jest kłamstwo, bo Ukraina nie jest nazistowska, ale ktoś pomyśli sobie: "Rany boskie, skoro on coś takiego mówi, to jaki on jest szalony".

Dr Wóycicki zaznacza, że drugi element psychologiczny kłamstwa, łączy się z tym, że wielu ludzi dąży do symetryzmu. 

– Na Facebooku można też zaobserwować zachowanie, że nawet jak ktoś poda informację, która jest ewidentnym kłamstwem, to znajdą się osoby, które stwierdzą, że "coś" w tym musi być – mówi. 

To nie jest tylko wojna dezinformacyjna, ale także dezinformacyjno-psychologiczna. Dezinformacja ma komponenty nie tylko odnoszące się do faktów, ale też do psychologii. Skierowanie odpowiedniego komunikatu do konkretnego środowiska czy też osób o określonym profilu psychologicznym wydaje się być istotne w dezinformacji, którą szerzy Kreml.Dr Kazimierz Wóycickihistoryk, wykładowca Studium Europy Wschodniej UW

Prawda umiera na wojnie jako pierwsza?

Amerykański polityk Hiram Johnson podczas przemówienia w Senacie w 1918 roku wypowiedział słynne zdanie: "Pierwszą ofiarą wojny jest prawda" (The first casualty when war comes is truth). Dr Kazimierz Wóycicki nie do końca zgadza się z tym stwierdzeniem w przypadku wojny w Ukrainie. 

– Jest to efektywna formuła i z pewnością wojna nie sprzyja poszukiwaniom prawdy, ale ….. jeśli spojrzymy na wojnę ukraińsko-rosyjską, to prawdę o brutalności agresji Putina tym bardziej uwypuklają jego kłamstwa o jednym narodzie Rosjan i Ukraińców i tym podobne imaginacje. Natomiast prawda, jaką jest walka o wolność Ukraińców, prawda o ich historii, o tym, że jest to bardzo samodzielny i świadomy naród - ta prawda staje się coraz bardziej wyrazista  Dlatego takie stwierdzenie jest efektowne i jest wyrazem sprzeciwu wobec wojny, ale sam tylko sprzeciw może być dwuznaczny moralnie, jeśli nie ma się odwagi czy chęci wskazać, kto jest agresorem – ocenia Wóycicki. 

Czytaj także: Stop romantyzowaniu uchodźców i wojny. To nie jest film, a my nie gramy tu głównej roli

Zdaniem eksperta słabość rosyjskiej dezinformacji polega też na tym, że można ją bardzo łatwo skonfrontować z faktami. 

– Rosjanie przez długie lata sączyli treści typu: "Zachód jest słaby i podzielony, dekadencki oraz niezdolny do jakiegokolwiek działania". W Polsce też była narracja, że NATO nam nie pomoże. Dobrze wiemy, że sam PiS głosił takie teorie, a prezydent Andrzej Duda mówił o wyimaginowanej  wspólnocie europejskiej, a teraz mówi, że jest to podstawa bezpieczeństwa Polski – zauważa. 

Kiedy mamy do czynienia z suchymi faktami jest znacznie trudniej kłamać. Ktoś może opowiadać, że świetnie jeździ na rowerze, a jak da mu się rower, to się po trzech metrach się przewróci. Niektóre rzeczy można łatwo zweryfikować.Dr Kazimierz Wóycickihistoryk, wykładowca Studium Europy Wschodniej UW

Jak niebezpieczny może być DeepFake?

Kilka dni temu w serwisach społecznościowych pojawiło się nowe nagranie z prezydentem Ukrainy, który poinformował swoich obywateli o zawieszeniu broni przez armię ukraińską oraz poddaniu się. Nagranie okazał się być DeepFakem, czyli sprytnie sfałszowanym nagraniem z pomocą sztucznej inteligencji. Było przygotowane w dość chałupniczy sposób, dlatego nawet niewprawiony widz mógł zauważyć, że coś się nie zgadza. Jednak ta sytuacja sprowokowała do pytań o to, czy w przyszłości nie pojawią się bardziej wiarygodne DeepFake, które będzie o wiele trudniej zweryfikować, i jak wpłyną one na przebieg wojny.

– Jeśli DeepFake nie pasuje do szerszej i wiarygodnej opowieści, to sam jest niewiarygodny. Jak zobaczyłem to nagranie, to wiedziałem od początku, że to fake. Obecna postawa Zełenskiego i całej Ukrainy jest taka, że nie zamierzają się poddawać. 

Ogromna część tego, co krąży w internecie, nie jest świadomym kłamstwem, tylko powtarzaniem jakichś głupstw. Udział Rosjan w wojnie informacyjnej jest bardzo duży, ale procentowo z uwagi na ogrom internetu, nie jest aż tak dominujący. Należy go dostrzegać, ale nie należy go demonizować.  Dr Kazimierz Wóycickihistoryk, wykładowca Studium Europy Wschodniej UW

Dr Wóycicki zauważa, że przez ostatnie lata ludzie są coraz bardziej wyczuleni na fake newsy. Nauczyli się, że do niektórych informacji należy podchodzić z większym wyczuleniem. 

– Jest coraz więcej organizacji, które weryfikują fake newsy. Należy edukować ludzi, aby każdy, kto używa internetu miał do krytyczny i z dystansem stosunek do informacji, które są mu serwowane – dodaje. 

Czytaj także: https://natemat.pl/402427,zelenski-sie-poddal-rosyjscy-hakerzy-sfabrykowali-przemowienie