Rekordowo zły sondaż dla Scholza. Jego partia mogłaby stracić władzę w Niemczech

Jakub Noch
17 kwietnia 2022, 23:12 • 1 minuta czytania
W swojej krótkiej kanclerskiej karierze Olaf Scholz jeszcze nie był oceniany tak kiepsko. Jak wynika z najnowszego sondażu pracowni INSA, niezadowolonych z pracy socjaldemokratycznego polityka jest już prawie połowa Niemców. Co więcej, gdyby w najbliższym czasie doszło do nowych wyborów, SPD prawdopodobnie straciłaby władzę.
Kanclerz Olaf Scholz notuje rekordowo słabe oceny. Kiepskie sondażowe wieści są także dla SPD. Fot. ODD ANDERSEN/AFP/East News

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


Rekordowo kiepskie notowania kanclerza Scholza i jego rządu

Z jednej strony narastające niezadowolenie ze zbyt ostrożnego zaangażowania Niemiec w wojnę w Ukrainie, z drugiej strony frustracja wywołana wzrostem kosztów utrzymania, który m. in. konflikt na Wschodzie powoduje - to główne przyczyny rekordowo słabych ocen Olafa Scholza i jego gabinetu.

Według najnowszego sondażu INSA dla "Bild am Sonntag", niezadowolonych z pracy kanclerza jest aż 49 proc. Niemców. Jeszcze gorzej oceniany jest cały aktualny rząd RFN. Niezadowolenie z działalności ministrów koalicyjnego gabinetu socjaldemokratów, zielonych i liberałów zgłosiło aż 55 proc. respondentów.

Pozytywnie aktywność Olafa Scholza oceniło tylko 38 proc. uczestników badania INSA, a 35 proc. ocen pozytywnych uzyskał niemiecki rząd.

Chadecy znów z największym poparciem

Jeśli natomiast mowa o rywalizacji pomiędzy partiami, wiele wskazuje na to, że SPD prawdopodobnie nie powtórzyłaby dziś sukcesu z września ubiegłego roku. Gdyby wybory parlamentarne w Niemczech odbywały się w najbliższym czasie, z nieznaczną przewagą wygraliby je chadecy pod nowym przewodnictwem Friedricha Merza.

CDU/CSU cieszy się 26-proc. poparciem, a SPD mogłaby liczyć na 25 proc. głosów. Trzecią siłą na niemieckiej scenie politycznej pozostaje formacja Bündnis 90/Die Grünen, notująca wynik na poziomie 17 proc. Po 10 proc. respondentów pracowni INSA wskazało FDP i AfD, a 5 proc. zadeklarowało oddanie głosu na Die Linke.

Przypomnijmy, że Olaf Scholz doszedł do władzy po tym, gdy socjaldemokraci z niespełna dwupunktową przewagę zwyciężyli w ubiegłorocznych wyborach do Bundestagu. Przypieczętowało to koniec 16-letniej ery Angeli Merkel, która już wcześniej zrezygnowała z kandydowania i zapowiedziała udanie się na emeryturę.

Wyniki wrześniowego głosowania sprawiły, iż możliwe były jedynie dwa scenariusze na stworzenie nowej koalicji rządzącej. "Najprostszą" opcją była powtórka z tzw. Wielkiej Koalicji, którą CDU/CSU i SPD tworzyły w latach 2005-09 i 2013-21, ale tym układem niemieckie społeczeństwo było bardzo zmęczone. Środowisko Scholza zdecydowało się więc na eksperyment z pierwszym w powojennej historii rządem reprezentującym trzy różne siły.

Koalicja SPD-B90/Die Grünen-FDP jest stosunkowo stabilna, ale ostatnimi czasy dochodzi w niej do silnych tarć związanych z polityką wobec wojny w Ukrainie. Gdy socjaldemokraci w większości opowiadają się za wspieraniem rządu w Kijowie bronią defensywną i pomocą finansową, zieloni i liberałowie głośno domagają się, aby Niemcy dołączyły do państw dostarczających na front także ciężkie uzbrojenie.

Czytaj także: https://natemat.pl/375355,kto-wygral-wybory-w-niemczech-takie-byly-ostatnie-dni-kampanii-w-berlinie

Dowiedz się więcej o sytuacji w Niemczech: